Dziś jest środa, 22 listopada 2017 roku. Imieniny : Cecylii, Jonatana, Marka

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Polityka (a)społeczna

Obowiązkiem państwa jest nie robić niczego, coby mogło choćby pośrednio wywołać wzrost bezrobocia. Wszelkie ciężary nakładane na gospodarstwo, czy to na ogólne cele państwowe, czy też specjalnie na cele polityki społecznej, mają granice w opłacalności produkcji. Gdy wywołują jej zmniejszenie, wyraża się to w redukcji stanu zatrudnienia.” (Roman Rybarski- „Program gospodarczy”).

Pole do POPiSów

Trzy miliony nowych mieszkań. Milion dwieście tysięcy nowych miejsc pracy.  Cud gospodarczy i państwo dobrobytu -  szkoda powtarzać w kółko to, co znamy już bardzo dobrze. Słowotok obietnic bez pokrycia  atakuje nas  co cztery lata ( lub w wypadku przyspieszonych wyborów odpowiednio szybciej). Większość ze szczodrych zapowiedzi polityków rozbija się o kwestie związane z szeroko rozumianą polityką społeczną państwa, a więc zgodnie z definicją prof. Antoniego Rajkiewicza są one skorelowane z „częścią ogólnej społeczno- gospodarczej polityki (...) w dziedzinie kształtowania warunków życia społeczeństwa, stosunków międzyludzkich  oraz przemian struktury społecznej (...) Działalność ta [czyli kwestie, których dotyczą obietnice polityków- DW] zmierza do optymalnego zaspokajania potrzeb ludności.” Jako politykę społeczną rozumiemy naukę teoretyczną, jak i działalność praktyczną, realizowaną przez podmioty- zarówno publiczne (np. Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych),  jak i niepubliczne (tzw. III sektor- np. Caritas Polska).

Także partie polityczne- przeważnie te będące w danym momencie w opozycji- poza wygłaszaniem hojnych obietnic natury socjalnej, starają się pozyskać przychylność organizacji społecznych. I tak oto, na przykład, PiS brata się na naszych oczach z największym polskim związkiem zawodowym „Solidarność”, a SLD już od dawna współpracuje z Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych. Obie te organizacje pracownicze łączy z polityką społeczną fakt współkształtowania warunków pracy czy obrony praw pracowniczych. Teoretycznie sojusz taki jest zjawiskiem jak najbardziej pozytywnym, niestety, kończy się on przeważnie w momencie dojścia danej partii do władzy. Wtedy również obietnice stają się jedynie amunicją dla dziennikarzy, chcących za kilka lat przeegzaminować z nich posłów  partii, która je przedstawiała. Abstrahując jednak od szumnych zapowiedzi powtarzanych co i rusz, wróćmy do tematu przewodniego. Polityka społeczna na świecie występuje w trzech modelach (wedle klasyfikacji Richarda Titmussa) :
Model instytucjonalno- redystrybucyjny (prościej określić go socjalnym, lewicowym)- rozbudowany system polityki społecznej, realizowanej głównie przez podmioty publiczne. Wymaga on wysokich nakładów finansowych, dlatego też występuje w parze z fiskalizmem, Główną cechą tego modelu jest silna redystrybucja dochodów , celem maksymalnej niwelacji nierówności społecznych. Własność publiczna obejmuje wszystko to, co zawiera się kanonie zainteresowań polityki społecznej (polityka mieszkaniowa, zdrowie, oświata, zabezpieczenie społeczne itd.). Fundamentem modelu instytucjonalno- redystrybucyjnego jest społeczna odpowiedzialność jednostek lub grup zamożnych osób za ludzi ubogich albo  niepełnosprawnych). Stąd też finansowanie tego systemu opiera się głównie na wpływach podatkowych bogatszej grupy społeczeństwa (np. swego czasu znana szwedzka autorka literatury dziecięcej- Astrid Lindgren- została opodatkowana na poziomie 102% dochodu). Lewicowa polityka społeczna wiąże się także z silną ingerencją państwa w rynek pracy, czyli zakłada interwencjonizm. Utrzymanie tak rozbudowanego aparatu wymaga od państwa stworzenia odpowiedniego zaplecza biurokratycznego (wzrasta  wówczas ilość osób świadczących pracę nieproduktywną). Silnie rozbudowany system zabezpieczenia społecznego gwarantujeizapewnia  zaspokojenie potrzeb członków społeczeństwa na odpowiednim („godnym”) poziomie co najmniej minimum socjalnego- czyli zapewnienia podstawowych warunków do egzystencji- materialnych, jak również  i niezbędnego minimum potrzebnego do utrzymania więzi społecznych- czyli życia kulturalnego) i jest on realizowany przez państwo (przymus przynależności każdego obywatela do tego systemu).

Najlepszym podsumowaniem modelu instytucjonalno- redystrybucyjnego polityki społecznej jest stwierdzenie, że państwo jest w nim 'alfą, betą i omegą'. System ten najwięcej sobą obiecuje, ale i najwięcej kosztuje. W Polsce odwołują się do niego partie lewicowe oraz tzw. prawica socjalna.

Model marginalny, polityka społeczna realizowana jest przez podmioty publiczne na szczeblu lokalnym i jest celowa. Charakteryzuje się niskim stopniem ingerencji państwa w stopień zaspokojenia potrzeb obywateli i ogranicza się ona do bardzo wąskich grup (np. osób z niepełnosprawnością). Podstawą tego modelu jest teza, że za kształtowanie kwestii związanych z polityką społeczną odpowiadają:  wolny rynek, rodzina oraz wszelkiego rodzaju organizacje charytatywne. U jego podstaw leży również przekonanie o ludzkiej odpowiedzialności (zarówno za byt swój, jak i bliźniego), jednak w przeciwieństwie do modelu instytucjonalno- redystrybucyjnego- odbywa się to oddolnie . Jak już wcześniej wspomniałem, państwo, realizując ten model sprawowania władzy, w sposób bardzo ograniczony jedynie uczestniczy w zaspokajaniu potrzeb swoich obywateli, zostawiając tu pole dla wszelkiego rodzaju działalności charytatywnej lub funkcjonowaniu inicjatywy prywatnej.  Wszelka pomoc publiczna realizowana jest na szczeblu lokalnym, gdzie najlepiej można rozeznać się w potrzebach danej jednostki czy grupy. W teorii tego modelu, zwanego również liberalnym, dominuje przekonanie o słuszności podatku liniowego (lub brak podatku dochodowego) braku ulg, subwencji, dotacji czy regulacji- czyli uznania jak najszerszej wolności gospodarczej. System powyższy  ma zachęcać do pracy produktywnej, czyli tworzenia i pomnażania kapitału. Podsumowując- w modelu marginalnym państwo zachęca obywateli do samorozwoju i przedsiębiorczości, a głównym realizatorem polityki społecznej jest samo społeczeństwo. System ten nie cieszy się jednak zbytnią popularnością, a jego głównymi popularyzatorami w Polsce są Unią Polityki Realnej oraz Kongres Nowej Prawicy.

Model motywacyjny, który jest próbą pogodzenia dwóch powyższych systemów. Zakłada on prowadzenie przez państwo programów socjalnych, które jednak nie powinny swym działaniem zakłócać podstawowego funkcjonowania gospodarki rynkowej. W praktyce oznacza to tyle, że celem polityki społecznej państwa jest aktywizacja obywateli na rynku pracy, a celem- dostosowanie zasobów ludzkich do tegoż rynku. W modelu  motywacyjnym spotkać się możemy ze świadczeniami, uzależnionymi od kryterium stażu pracy, zasług i wydajności. Upraszczając nieco sens,  można powiedzieć, że to od indywidualnego wysiłku osób zależy wysokość przyznawanego im świadczenia.

 Model motywacyjny zakłada istnienie przymusu ubezpieczeń społecznych, a ich wysokość jest zależna od płaconych składek. Państwami, w których funkcjonuje ów system są np. Niemcy. W Polsce istnieje para-model motywacyjny polityki społecznej (brak jest zapisu o konkretnym modelu w Konstytucji RP, istnieje natomiast wzmianka o „społecznej gospodarce rynkowej”).

Polacy chcą socjalu- od bogatych

Nie będzie zapewne dla nikogo zaskoczeniem, że największą popularnością wśród polskiego społeczeństwa cieszy się model socjalny. Przyczyn tego jest kilka, poczynając od prawie półwiecznego funkcjonowania socjalizmu i gospodarki centralnie planowanej, która uzależniała obywateli od państwa i 'gwarantowała' pracę; niski poziom zaufania społecznego, którego podłożem była transformacja ustrojowa i związane z nią przemiany gospodarcze; dezindustrializacja, prywatyzacja i urentownienie produkcji. Wszystkie te czynniki spowodowały deficyt kapitału społecznego. Pomimo roszczeń obywateli do wysokich świadczeń socjalnych, mało kto jest chętny, by na nie płacić, odprowadzając  większe podatki. Wręcz przeciwnie- Polacy domagają się równocześnie ich znacznego obniżenia. Skąd więc miałyby się wziąć środki na realizację postulatów państwa opiekuńczego? Lewica proponuje podatek progresywny, dzięki któremu osoby zamożne płaciłyby najwięcej do wspólnej puli. Co ciekawe, lewa strona sceny politycznej, która nazywa się największymi eurooptymistami, nie przewiduje sytuacji ucieczki najbogatszych wraz ze swoimi majątkami za granicę. Podkreśliłem fakt euroentuzjazmu lewicy, bowiem jednym z głównych fundamentów Unii Europejskiej jest swoboda przepływu kapitału, czyli możliwość płacenia podatków za granicą rodzimego państwa. Tam, gdzie rządzi lewica wraz ze swoimi postulatami wysokich danin, tam bogatych ubywa (vide Francja). Sprawdza się tutaj Krzywa Laffera (obrazuje ona zależność między stawką opodatkowania dochodów a dochodami budżetowymi państwa z tytułu podatków; kolejne wzrosty stawek opodatkowania powodują coraz mniejsze przyrosty przychodów podatkowych). Innym pomysłem jest wyższe opodatkowanie tzw. wielkich korporacji funkcjonujących w Polsce. Należy zwrócić uwagę, że faktycznie, duża część zagranicznych firm traktowana jest na specjalnych warunkach (np. Fiat Auto Poland, który przez dwadzieścia lat nie płacił podatku dochodowego), co podważa zasady wolnego rynku i deprecjonuje rodzime firmy. Nie jest to jednak zabieg prosty ze względu na  specyfikę korporacji, ich wpływów i możliwości lobbingowych. Wystarczy spojrzeć na reakcję władz (wizytacje premiera, propozycje subwencji, kolejnych ulg...), gdy jakaś duża zagraniczna firma straszy masowymi zwolnieniami polskich pracowników. Z pewnością istnieć powinien silny nadzór publiczny nad korporacjami, a wszystkie podmioty gospodarcze funkcjonujące na polskim rynku muszą być traktowane na równych prawach.

Kraj straconych szans

Zdaniem prof. Rybarskiego, polityka społeczna powinna współgrać z polityką gospodarczą, optymalizując rezultaty jej działania. W praktyce oznacza to tyle, że celem walki z bezrobociem jest aktywizacja jednostek i grup dotkniętych tym problemem, nie zaś ich długoterminowe utrzymywanie finansowe. Warto podkreślić w tym miejscu, że nie chodzi tutaj o np. bezmyślne organizowanie szkoleń, a konkretne zachęcanie ludzi do przedsiębiorczości (np. poprzez proste i przejrzyste prawo, łatwe i szybkie procedury). Kolejnymi elementami rozsądnej strategii rozwoju gospodarki mogłyby być np. nisko oprocentowane pożyczki z kas spółdzielczych dla osób planujących założyć własny interes. I choć w Polsce niemalże każdy przyklaskuje idei pełnego zatrudnienia (a szczególnie podkreśla to lewica), to mało kto ma pomysł, jak ją wprowadzić i zrealizować w praktyce. Politycy, którzy odwołują się do pracy jako dobra powszechnego, postulują jednocześnie wyższe świadczenia np. dla bezrobotnych. Czyż nie jest to forma konkurencyjna względem pracy zarobkowej? Również dodatkowe obciążenie dla zadłużonego budżetu państwa, nie może wpłynąć pozytywnie na gospodarkę. Dziurę budżetową trzeba czymś „załatać”, a robi się to przeważnie poprzez podwyżkę podatków. I znowu- jak to wpływa na stan gospodarki i zatrudnienie? Odpowiedź jest oczywista- ujemnie.

Za granicą, a w Polsce

Polacy są najaktywniejszą nacją wśród imigrantów w Niemczech (jeżeli chodzi o przedsiębiorczość). Według danych Federalnego Związku Rzemiosła, w 2011 roku za naszą zachodnią granicą działało ponad 28 tys. firm prowadzonych przez Polaków. Dzieje się tak, ponieważ procedury ich zakładania za granicą są prostsze i trwają znacznie szybciej niż w Polsce. Przedsiębiorca nie jest też traktowany potencjalny oszust, tylko jako jednostka współodpowiedzialna za rozwój gospodarczy państwa.

Polska przoduje zaś, niestety,  w innych statystykach- na przykład w ilości rencistów. Nie oznacza to bynajmniej tego, że naszym państwie żyje rekordowy odsetek osób z dysfunkcjami, czy z niepełnosprawnością, lecz dzieje się tak w bardzo dużej mierze z powodu różnego rodzaju „przekrętów” podczas wydawania orzeczeń lekarskich. Poza olbrzymimi kosztami funkcjonowania takiego systemu, jest to zdecydowanie zachęta do oszustwa, a nie do podjęcia pracy. Oczywiście, sytuacja powoli się poprawia i coraz węższa grupa osób może starać się o rentę (stałą), lecz- trywializując- to, co się stało- raczej się nie odstanie.

W gestii państwa

Powszechnie funkcjonuje w świadomości Polaków przekonanie, że gdyby państwo odcięło się lub ograniczyło nieco swój udział w świadczeniu tzw. usług publicznych, to nikogo by nie było na nie stać. Spójrzmy więc na rodzimą służbę zdrowia, za którą płacimy co miesiąc składkę w postaci 9% podstawy wynagrodzenia. O ile w Konstytucji RP istnieje zapis, że "opieka zdrowotna ma być powszechna i każdy ma mieć do niej równy dostęp", to w rzeczywistości wcale tak nie jest. Warunki dostępności do niej określa osobna ustawa, która reguluje wysokość opłat. I tak na przykład, rolnicy płacą kwoty mieszczące się w rzędzie kilkunastu, kilkudziesięciu złotych (także ci wielkoobszarowi), a osoby o wysokich dochodach, zatrudnione na umowę o pracę – płacą nawet kilka tysięcy. Również funkcjonowanie publicznej opieki zdrowotnej woła o pomstę do nieba. Niekończące się kolejki- ale tylko pod warunkiem przyjmowania w ramach NFZ. Ci sami lekarze, którzy wolny termin badań ustalają za rok- prywatnie mogą wykonać je tego samego dnia. I to często na publicznym sprzęcie!

Pomimo tego, że odprowadzamy przymusowe składki na ochronę zdrowia, nie zawsze możemy się nawet zapisać do lekarza. Po wyczerpaniu rocznych limitów na dany zabieg pacjenci muszą czekać, aż placówka podpisze nowy kontrakt z NFZ. Oznacza to konieczność szukania innych placówek a fakt, że obywatele płacą składki, nie ma żadnego znaczenia.

Kończąc temat stanu polskiej ochrony zdrowia warto zauważyć, że taka sytuacja działa korupcjogennie i często nie pozostawia pacjentom innego wyboru- jeżeli nie chcesz czekać- płać! Czy naprawdę nie mamy żadnej alternatywy wobec stricte publicznej służby zdrowia? W Singapurze system ochrony zdrowia opiera się np. na obowiązkowych i powszechnych ubezpieczeniach zdrowotnych (Medisave), które wspierane są przez narodowy system ubezpieczeń od ciężkich chorób (Medishield) oraz dotacjach publicznych. Spośród dwudziestu trzech szpitali w Singapurze większość - trzynaście- jest prywatnych, a  dziesięć- publicznych. Tym co odróżnia singapurski system ochrony zdrowia od innych systemów publicznych jest umożliwienie w jego ramach konkurencji pomiędzy sektorem prywatnym i publicznym oraz indywidualny charakter wydatków medycznych.

Nietrudno pokusić się o stwierdzenie, że gdyby w Polsce dopuścić do podobnej konkurencji, publiczną służbę zdrowia (w obecnym kształcie) czekałby rychły upadek.


Piramidy do wyburzenia


Choć zdecydowana większość Polaków negatywnie ocenia Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz metody jego funkcjonowania, to mało kto jednak decyduje się podważyć ideę solidaryzmu międzypokoleniowego. Przypomnijmy więc, że jest ona fundamentem działania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych- pokrycie kosztów bieżących emerytur spada na płatników składek (czyli osoby zatrudnione). Mamy więc do czynienia ze zwykłą piramidą finansową, gdzie jedni płacą na utrzymanie drugich. Cały ten system zapewne rozpadłby się bardzo szybko ze względu na swoją skrajną nieefektywność i olbrzymie koszta funkcjonowania, lecz nie dzieje się tak tylko dlatego, że jest on podtrzymywany przez dotacje z budżetu państwa. Solidaryzm międzypokoleniowy wyróżnia się małą odpornością na „falowanie” demograficzne; gdy osoby z wyżu demograficznego osiągają wiek emerytalny, a na rynek pracy wkraczają roczniki niżowe, logicznym następstwem jest konieczność podwyższania składek emerytalnych. Jednym z zabezpieczeń, które w założeniu miało kompensować owo „falowanie”, było powołanie Funduszu Rezerwy Demograficznej. Według planów, do 2009 roku miał on zgromadzić 20 mld zł. W rzeczywistości udało się do tego czasu odłożyć zaledwie ok. 30% założonej kwoty, czyli 6 miliardów zł. Warto podkreślić, że Fundusz Rezerwy Demograficznej jest (i był już w przeszłości) łakomym kąskiem dla elit rządzących. Już w 2011 roku   pobrano z niego 4 mld złotych na wypłaty bieżących emerytur, zaś w bieżącym roku – 2,5 miliarda. Warto kwoty te odnieść do wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, które w tym roku oszacowane zostały na 117,9 mld zł. Z  tej puli suma wpływów ze składek emerytalnych wyniesie niecałe 75 mld.  - reszta zostanie pokryta z pożyczek, FRD oraz refundacji składek przekazanych do OFE. Opisywany wyżej system jest ( poza wymienionymi wcześniej wadami), skomplikowany i zagmatwany, opiera się bowiem na wypłatach z kilku funduszy, a emerytury dla poszczególnych grup zawodowych obliczane są na różne sposoby (co łączy się z kwestią przywilejów emerytalnych),  ich rozpiętość  zaś (czyli różnica pomiędzy tymi którzy otrzymują najmniej, a tymi którzy otrzymują najwięcej) jest niemal dziesięciokrotna. Czy mamy wobec tego jakieś alternatywy dla tego systemu? Oczywiście, jest ich kilka, jednak skupię się tylko na jednej- tzw. emeryturze obywatelskiej.

Przytoczę słowa Krzysztofa Bosaka, który podczas Kongresu Ruchu Narodowego zaproponował właśnie takie rozwiązanie w kwestii systemu emerytalnego:

Proponujemy ustanowienie systemu emerytury obywatelskiej, wypłacanej z budżetu, w jednakowej wysokości, każdemu kto osiągnie wiek emerytalny. Niezależnie od jego historii i ilości odprowadzonych podatków. Jeśli ktoś chce, jako senior mieć wyższe dochody, to należy mu umożliwić samodzielne oszczędzanie lub wykupienie dobrowolnego,niepaństwowego ubezpieczenia. Rozwiązanie takie pozwoliłoby zlikwidować Bizancjum Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Propozycja ta cechuje się zarówno liberalną prostotą, jak i jest wyrazem narodowego solidaryzmu.”

W programie Unii Polityki Realnej czytamy: Docelowo emerytura jest świadczeniem wypłacanym sześćdziesięciopięcioletniemu obywatelowi Polski, który przepracował w kraju co najmniej 30 lat.

Emerytura jest świadczeniem socjalnym, wypłacanym w wysokości minimum socjalnego przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Dochody na ten cel pochodzą z Budżetu Państwa. Koszyk minimum socjalnego ustalany jest przez Główny Urząd Statystyczny.

Likwidacji ulegają wszystkie przywileje emerytalne z zachowaniem dziesięcioletniego okresu wypowiedzenia. Państwo nie może przyznawać nowych przywilejów emerytalnych. W systemie przejściowym zobowiązania wobec przyszłych emerytów przejmuje Państwo oraz Powszechne Towarzystwa Emerytalne. Środki zapewniające realizację tych zobowiązań pochodzą z zebranych już składek (PTE) oraz prywatyzacji majątku państwowego. Waloryzacja emerytur odbywa się o wskaźnik prognozowanej na dany rok inflacji.

Wszelkie ubezpieczenia emerytalne są dobrowolne.  Warto podkreślić, że ten system jest znacznie prostszy, tańszy w utrzymaniu i nie bazuje na modelu piramidy finansowej.

 

Podporządkowanie ideologii

Polityka społeczna stała się ostatnio narzędziem ideologicznym. Wykorzystując fakt, że jednym z jej celów jest walka z wykluczeniem społecznym i dyskryminacją, lewica tworzy nowe definicje lub zmienia sens starych. I tak na przykład, wspomniana wyżej dyskryminacja, może być zarówno pozytywna jak i negatywna. Samo  słowo (z łaciny-discriminatio) pierwotnie nie było nacechowane pejoratywnie, bowiem oznacza po prostu rozróżnienie. Jak już wcześniej wspomniałem, dyskryminacja może być 'pozytywna'- na przykład, gdy chcemy przyznać młodzieży wiejskiej lub pochodzącym z ubogich rodzin dzieciom  dodatkowe punkty za pochodzenie przy rekrutacji na publiczne studia wyższe. W ten sposób- rzekomo- rozróżniamy kandydatów pozytywnie. Czy jednak w ten sposób nie dyskryminujemy osób, które mają większy potencjał naukowy, ale na przykład są tuż ponad progiem finansowym przyznającym dodatkowe punkty? Czy sprawiedliwe jest, by potomstwo rodzin zamożnych miało mieć trudniejszy dostęp do studiów, skoro rodzice płacą najwyższe podatki, a więc w największym stopniu dokładają się także  i do szkolnictwa wyższego?

Zdaniem wielu polityków-społecznych, a także lewicy- w dwóch powyższych przytoczonych przeze mnie przykładach dyskryminacja nie zachodzi. Najbardziej znanym obecnie przykładem zastosowania dyskryminacji pozytywnej jest instytucja rodziny. Ma ona pewne wyjątkowe prawa i przywileje ze względu na swoją fundamentalną rolę społeczną. W tym wypadku jednak lewica proponuje zrównanie do jej rangi tzw. związków partnerskich, w tym również osób tej samej płci. Gdzie tu logika? To właśnie prosty przykład wykorzystywania polityki społecznej do realizacji celów ideologicznych. Co ciekawe, lewica postuluje także wzmocnienie rodziny (także powołując się na jej wyjątkową rolę społeczną). Jak chce to osiągać? Poprzez stworzenie dla niej alternatyw, które będą miały luźniejszą prawnie formę, lecz będą tak samo uprzywilejowane. Gdy zaś ktoś podważa sens instytucjonalizowania związków partnerskich, dopuszcza się  dyskryminacji negatywnej. Podobnie jest z ukłonami lewicy w stronę demokracji liberalnej, gdzie wszyscy są (rzekomo) równi i mogą robić, co chcą. Są jednak i równiejsi, których należy zdyskryminować pozytywnie, dając im większe prawa i przywileje, są też także i „mniej równi”, którzy nie zgadzają się z powyższymi postulatami czy działaniami- dyskryminujący negatywnie. W związku z tym osoby, które nie chcą dostosować się do narzuconej odgórnie ideologii, stają się wrogami ludu. W lewicowej Francji nie można już na przykład nosić koszulki, która przedstawia rodzinę jako związek kobiety i mężczyzny, bo to dyskryminuje (negatywnie), w związku z czym zagrożone jest karą więzienia. Nie wolno nam zaniedbywać polityki społecznej, by nie stała się ona wizytówką lewicy tym samym jej narzędziem do osiągania celów ideologicznych.

Co dalej? Czyli krótkie podsumowanie

Jeżeli chcemy coś zmienić, to zacząć należy od dogłębnej analizy bieżących warunków i możliwości- zarówno finansowych, jak instytucjonalnych państwa, a następnie ustalić strategie działania i cele, które chcemy osiągnąć (niezależnie od tego, czy będziemy chcieli skupić się na maksymalnej aktywizacji zawodowej, czy wprowadzić model opiekuńczy i zwiększyć socjal, czy jeszcze coś innego). Warto też podejrzeć, jak poszczególne modele funkcjonują za granicą i jakie przynoszą rezultaty (co absolutnie nie oznacza, że mamy bezkrytycznie przyjmować wzorce, które sprawdziły się w zupełnie innych społeczeństwach!). Trzeba zwrócić uwagę także na możliwości dostosowania się ludzi i możliwości akceptacji założonych przez nas przemian, co poprzedzone powinno zostać kampanią edukacyjną. Kolejne etapy to wdrażanie w życie poprzez zapisy prawne (z zachowaniem zasad przejrzystości) i ewaluacja. Jest to oczywiście bardzo uproszczony schemat, na dodatek zakładający, iż mamy możliwości  przeprowadzenia jakichkolwiek zmian. Niemniej jednak widać od razu, że znaczna część lewicy pomija pierwszy krok, tworząc utopijne projekty pokroju 'dochodu obywatelskiego' (czyli 1000zł dla każdego co miesiąc za sam fakt posiadania obywatelstwa).

Pamiętać należy również o tym, że na chwilę obecną większość polskiego PKB wytwarzają małe i średnie firmy, dla których większy ucisk fiskalny (na pokrycie kosztów związanych z funkcjonowaniem 'państwa opiekuńczego') mógłby oznaczać po prostu upadłość. Z drugiej zaś strony próby wysokiego opodatkowania zagranicznych koncernów może doprowadzić do ich ucieczki z naszego kraju. Nie oznacza to jednak, że nie należy zmienić pewnych skandalicznych praktyk w stylu udzielania ulg, czy subwencji- słowem specjalnego traktowania wielkich firm zagranicznych. Trzeba jednak wypośrodkować tak politykę fiskalną państwa, by stwarzała jak najlepsze możliwości do rozwoju polskich przedsiębiorstw, a jednocześnie traktowała na jednym poziomie, sprawiedliwie i równo, podmioty krajowe i zagraniczne. Mając w pamięci fakt, że w Polsce żyje największa grupa rencistów w całej Europie, Fundusz Ubezpieczeń Społecznych jest skrajnie niewydolny i nieefektywny, nie należy więc próbować dokonywać zmian brnących głębiej w cały ten system. Polityka społeczna musi odzwierciedlać możliwości gospodarcze państwa. Gdy kraj boryka się z kryzysem, z wysokim bezrobociem i innymi trudnościami, nie można tworzyć dodatkowych bodźców zachęcających do konserwacji negatywnych zjawisk- wysokich zasiłków (które wcale nie działają aktywizująco), czy hojnego ustawodawstwa socjalnego (z którego da się żyć, bez konieczności podjęcia pracy zarobkowej).

Myślę, że na chwilę obecną odpowiednia dla Polski polityka społeczna powinna opierać się na syntezie modeli motywacyjnego oraz marginalnego. Celami nadrzędnymi (co już wcześniej podkreślałem) powinny być:  aktywizacja i zachęcanie do podjęcia pracy zarobkowej(a przede wszystkim do zakładania własnych firm, choćby jednoosobowych), wzmocnienie roli III sektora i rodziny jako podmiotów realizujących politykę społeczną oraz gruntowna przebudowa systemu przymusowych ubezpieczeń (czy to emerytalno-rentowych, czy zdrowotnych). Pamiętajmy, że choć obietnice podwyższenia socjalu są kuszące, to jednocześnie w praktyce okaże się, że zapłacą za nie wszyscy. Nie tylko bogaci (czy też nawet oni w najmniejszym stopniu, ze względu na łatwość ucieczki ich  kapitału za granicę), lecz każdy obywatel - w postaci wyższych składek, potrącanych przy każdej wypłacie wynagrodzenia, czy podwyższonego podatku VAT bądź akcyzy. Nie bądźmy więc naiwni i zanim bezmyślnie przyklaśniemy jakiejś hojnej propozycji polityków, zastanówmy się, kto tak naprawdę za jej realizację będzie musiał zapłacić.

 

Daniel Witowski-  ukończył studia I stopnia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, na kierunku polityka społeczna. Jego praca dyplomowa poświęcona była  stosunkom etnicznym w przestrzeni postjugosłowiańskiej. Badacz polskiej myśli narodowej XX wieku, propagator koncepcji narodowej gospodarki wolnorynkowej. Rzecznik prasowy Instytutu im. Romana Rybarskiego oraz członek Ruchu Wolności.

 

Tekst opublikowano na łamach 28. numeru (3/2013) kwartalnika "Myśl.pl".

 

 

 

 

 

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy