Dziś jest sobota, 18 listopada 2017 roku. Imieniny : Klaudyny, Romana, Tomasza

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

„Jestem twardym endekiem” - Wywiad z Albinem Tybulewiczem (cz.1)

O kulturze oraz roli rodziny Giertychów w ruchu narodowym, z Albinem Tybulewiczem rozmawia Karol Wołek (Fragment wywiadu rzeki z Albinem Tybulewiczem przeprowadzony 9 czerwca 2011 w Londynie).

Kultura w ruchu narodowym

KW: Czy pozdrowienie „Czołem” było typowe tylko dla ruchu narodowego? Skąd się to wzięło?

AT:  Nie, to nie jest konieczne. To jest takie towarzyskie, u wielu innych też jest. Ważnym wyróżnikiem narodowców było, tak jak socjaliści i komuniści używali „towarzysz”, u nas to było „kolega”. „Kolega Prezes”, czasem po imieniu: np. „Kolega Albin” – tak czasem do mnie mówił prezes.

„Kolega” i nazwisko?

Tak, „kolega” i nazwisko, a jeżeli to był ktoś, kto miał funkcję to „kolega” i tytuł. „Kolega Tadeusz” – tak mówiliśmy zawsze. Myśmy nie mówili per Pan. „Kolego Prezesie” – to był obowiązujący zwrot. „Kolego Albinie” – mówił do mnie Prezes Bielecki i jego następca Antoni Dargas.

To była norma w całym ruchu?

Tak. Także nie „Pan”. Teoretycznie to predestynowało, że od prezesa Bieleckiego w dół, wszyscy są kolegami. Ale zasada była dobra. W tym sensie, że oczywiście były konflikty osobiste, jak w każdej dużej organizacji, ale myślę, że to zostało w tym głównym nurcie narodowym.

Jaki był poziom kultury organizacyjnej w Stronnictwie Narodowym i w ruchu narodowym? Jacy byli ci ludzie wobec siebie, wobec innych, wobec przeciwników politycznych? Jaki był poziom kultury osobistej i organizacyjnej? Czy narodowcy się pod tym względem jakoś wyróżniali w porównaniu z innymi opcjami ideowo-politycznymi?

Ja nie mogę na to odpowiedzieć, dlatego że moje znajomości czy stosunki z ludowcami czy socjalistami tutaj na emigracji były zerowe. Ale odpowiedziałem Panu tymi przykładami, że to była wysoka kultura. Ona szła od góry. Jak ja postawiłem się Bieleckiemu, to zabrało to trochę czasu, ale później on podszedł od mnie, poprosił żebym ja przewodniczył komitetowi uczczenia jego 70-tych urodzin i podziękował mi przez zaproszenie do restauracji. Tak jak mówiłem, postawiłem się jemu. Ale może bardziej jaskrawym dowodem na tą kulturę jest to, co Panu powiedziałem o Marku, o Łopuszańskim. Łopuszański odszedł w ogóle od polityki. Niesiołowski poszedł w ogóle gdzie indziej, stał się bardzo…

Kim się stał, jak Pan to określi?

Ale gdy miałem 80 lat zaprosiłem 30 osób do eleganckiej restauracji w Warszawie. Tam byli ludzie już w różnych miejscach politycznych. Aleksander Hall dawno odszedł od nas. Marek Jurek też. Jeżeli Pan zobaczy, kto zorganizował uroczystości na 85-lecie Chrzanowskiego, to Pan zobaczy 4 osoby już z 4 różnych opcji, ale jego przyjaciół. To jest kultura. Marszałek Sejmu, wtedy Komorowski, powiedział, że możemy użyć najbardziej reprezentacyjnej sali, Salę Kolumnową. Był urzędujący wicemarszałek, jeden były marszałek, kilku byłych ministrów, senatorów, posłów, przewodnicząca Rady Programowej TV Polonia.

… Piotr Semka, redaktor „Rzeczypospolitej”

Tak, ale ja go zwymyślałem potem, bo on cały czas rozmawiał z Markiem po prawej stronie – to nie jest grzecznie. Na urodzinach Wiesława Chrzanowskiego w Sali Kolumnowej w Sejmie, wygłosiłem przemówienie. Jeden z tych gości na tym spotkaniu, 200 osób było na sali, sędzia Trybunału Konstytucyjnego [Kotlinowski] powiedział: „Panie Albinie, to było najlepsze przemówienie”. A ja tam bardzo brutalnie powiedziałem o tym, że chcą z nas zrobić trędowatych w polityce. Ja jestem twardym endekiem i takim zostanę. A to nie znaczy, że wyrzekam się, czy odcinam się od ludzi, którzy od nas odeszli lub ludzi, którzy do nas nie przyłączyli się jak Aleksander Hall.

Jeśli chodzi o zaproszonych gości, ja jestem dla niego [Wiesława Chrzanowskiego] częścią Polski i nikt się nie odważy zaoponować. Udowodnię to na różne sposoby, mimo, że mieszkam w Londynie. Ja jestem częścią Polski.

Chciałbym zmienić temat. Bardzo dużo się mówi o osobach, a mnie bardziej interesują sprawy kulturowe i ideowe. Mówiliśmy, już o tym, że w ruchu narodowym wszyscy niezależnie od wieku i funkcji zwracali się do siebie per „kolego”. A kto jest narodowcem? Jak jest definicja?

Narodowcem jest ten, tak jak to zdefiniował Roman Dmowski w „Myślach nowoczesnego Polaka”, który myśli w terminach takich, że jego osobisty interes jest podrzędny w stosunku do interesu narodu polskiego. Tu nie chodzi o specyficzną filozofię, nie chodzi o wolny rynek, konstytucję itd. Tu chodzi o coś najwyższego – najwyższe dobro czy interes narodu polskiego. Bardzo dobrze to sformułował Dmowski we wstępie do „Myśli ...”, że „jestem Polakiem i nic, co polskie nie jest mi obce”. Ja parafrazuję. Ja uważam to właśnie za definicję narodowca, że biorę na siebie wszystko co się działo w ciągu tego tysiąclecia, wstydzę się tego, co było podłe, a były takie epizody, a jestem dumny z tego co było wielkie. I im większym Polakiem jestem, tym więcej daję z siebie dla narodu. To jest ten nadrzędny, a nie konkretny program.

Inny aspekt, co chciałem powiedzieć o narodowcach, to było u Bieleckiego, Berezowskiego, Stypułkowskiego i innych, oni kontynuowali to myślenie, że bardzo wielkim niebezpieczeństwem już przed wojną,  największym niebezpieczeństwem dla istnienia narodu polskiego, już nie tylko państwa, byli Niemcy.

Ja kiedyś zapytałem Wiesława Chrzanowskiego, który był w jednej i drugiej okupacji, co by było, gdyby Hitler zwyciężył? Nie byłoby narodu polskiego. Byłaby jakaś grupa roboli z minimalnym wykształceniem, bez żadnej kultury, a reszta wyginęłaby w obozach pracy i obozach koncentracyjnych itd. Taki los szykował Hitler i w tym sensie, z dwóch tych okupacji mniej niebezpieczna była sowiecka. Ale, podkreślam, to jest mój punkt widzenia i też Wiesława. Chociaż druga okupacja nie zagrażała istnieniu narodu polskiego, ale tak wykrzywiła jego kręgosłup, że to widać nawet teraz po 21 latach niepodległości. W szkołach i na uniwersytetach jest pełno młodzieży, która nie potrafi powiedzieć, kto zamordował oficerów polskich w Katyniu.

Przecież sowieci robili to samo co Hitler. Zaatakowali Polskę wspólnie z Hitlerem, a w 1941 roku, gdy Hitler zaatakował sowietów, to w momencie ataku transporty z Polakami szły na wschód, to była następna z kolei deportacja.

Czwarta.

Zbiegiem okoliczności Werhmacht, zatrzymując te pociągi uratował życie wielu Polakom. Czy jest w ogóle uprawnione ważenie, która okupacja była straszniejsza?

W tym sensie, jak Wiesław powiedział, ja się zgadzam z tym poglądem, nie byłoby po 20-latach narodu polskiego, gdyby Hitler zwyciężył. To byłoby takie plemię, jak dzisiaj jest takie słowiańskie plemię Serbołużyczan. To tyle by zostało.

Z jakiś powodów Stalinowi pasowało stworzyć kolonię, czy państwo satelickie, może jednak powodem było to, że trochę tej uczciwości zostało w Churchilu i szczególnie w Roosvelcie. Roosevelt musiał się liczyć z elektoratem Polaków, ludzi polskiego pochodzenia w wyborach, że oni chcieli, nawet wiedząc, że Stalin nie dotrzyma danego słowa, by powróciła Polska na mapę. Oni by się nie zgodzili, a Stalin dostał olbrzymią pomoc od Brytyjczyków i Amerykanów. Były okresy, kiedy 6 mln par butów dla żołnierzy dostała armia sowiecka. Szło to nie tylko bardzo niebezpieczną drogą na północ od Norwegii do Murmańska, gdzie bardzo dużo statków ginęło po drodze storpedowanych przez łodzie niemieckie. Druga droga była, dużo dłuższa, ale bezpieczniejsza przez Atlantyk, wokół Afryki, Ocean Indyjski i przez Presję szły koleją do Teheranu, a dalej ciężarówkami, bo nie było dalej kolei. Amerykanie oczywiście przywieźli ze sobą olbrzymią ilość ciężarówek.

Stypułkowski mi kiedyś powiedział, że jest takie przedmieście, miejscowość podwarszawska Milanówek i nazywano ją drugim Londynem, bo tam Bór-Komorowski, ministrowie z tego quasi-rządu podziemnego i inni zbierali się w zaprzyjaźnionych domach, z daleka od Warszawy i namiętnie grali w brydża.

W czasie okupacji?

[śmiech] Tak! Mówili, że to jest drugi Londyn. Ciekawa wiadomość: Wiesław Chrzanowski ma piękną tradycję rodzinną, bo to jest rodzina wielkopolska z dużym majątkiem i dużymi zasługami. Matka brała udział w ruchu spółdzielczym i tajnej walce z zaborcą pruskim. Jego ojciec był rektorem Politechniki Warszawskiej i był w rządzie jedności narodowej Witosa w 1920 roku, gdzie był ministrem handlu. Miął to samo imię: Wiesław Chrzanowski. Kiedy bp. Nycz powiedział Wiesławowi, że będzie dla Pana miejsce pod Świątynią Opatrzności Bożej. Wiesław odpowiedział: „O nie, dziękuję, ja będę pochowany w grobie rodzinnym jak ojciec, matka, brat rozstrzelany przez Niemców i siostra.” I tu jest ten wielki kontrast. To między innymi dlatego jestem takim twardym endekiem.

Umiera Roman Dmowski. Rydz i Mościcki zabraniają wszystkim oficerom, żołnierzom i urzędnikom brania udziału w pogrzebie. To jest chamstwo, to nie jest kultura. Mimo tego 120 tysięcy ludzi odprowadza Dmowskiego do grobu rodzinnego na Bródnie. Bródnowski cmentarz uważany był za cmentarz dla ubogich. Dmowski zażądał w testamencie, że będzie pochowany w tym grobie, gdzie są pochowani jego rodzice, jego brat i on będzie czwarty. Będzie napis: Roman Dmowski, roku urodzenia i rok śmierci. Tak jak w wypadku jego rodziców i brata. Nic więcej. Niech Pan porówna to z Wawelem Piłsudskiego. To jest typowe.

A druga rzecz. Na emigracji był wielką osobą wielki arystokrata Edward Raszyński – ambasador RP w Wielkiej Brytanii. To on podpisał ten układ, gdzie Wielka Brytania dawała gwarancje Polsce. W czasie wojny był ministrem spraw zagranicznych, a po wojnie prezydentem. Ja byłem u niego kilka razy. Przy jednym z tych spotkań powiedziałem, że jestem narodowcem, a on powiedział: „A ja się spotkałem z Panem Romanem – tak Dmowskiego wszyscy nazywali, nie tylko Poznaniacy – 2 razy. Za pierwszym razem potraktował mnie tak trochę z góry, bo ja byłem wtedy bardzo młodym dyplomatą. Za drugim razem mieliśmy dłuższą rozmowę i on mi wyjaśnił, dlaczego on był absolutnie przeciwny złamania Piłsudskiego przez oddziały…

Dowbór-Muśnickiego?

Poznańskie. One nie mogły dotrzeć do Warszawy, bo PPS zarządziło strajk kolejarzy. Więc oni musieli maszerować. Dmowski był bardzo przeciwny temu. Mówił Muśnickiemu: komu pomoże ta wojna domowa w Polsce? Niemcom. Przegrał Dmowski, przegrał ruch narodowy i to bardzo poważna była przegrana. Ale to było mniej ważne dla Dmowskiego, niż walka o swój ruch, swoje stronnictwo – tak tłumaczył Raszyńskiemu, a on powtórzył mi to. To jest wielkość tego człowieka. W przeciwieństwie do Piłsudskiego, który hołdował nie tyle swojej władzy, co swojej idei odbudowania państwa jagiellońskiego. To był anachronizm już wtedy. Litwini i Ukraińcy już wtedy nienawidzili Polaków.

Ale wszyscy podkreślają, to widać w tych trzech biografiach Dmowskiego, najlepsza jest oczywiście Krzysztofa Kawalca, że Dmowski potrafił być bardzo złośliwy. Złośliwy w innym sensie, takim delikatnym, np. jak ktoś naprawdę się wygłupił, czy zapędził się gdzieś.

Tak samo Wiesław Chrzanowski w najbliższym kręgu, nie więcej niż 5-6 przyjaciół, taką celną kpiną hamował. Np. na moich urodzinach Wiesław sięgnął do greckich filozofów i przytoczył definicję przyjaciela. Przyjaciel to jest taka osoba, którą się bardzo dobrze zna i mimo tego ją się lubi. [śmiech] Złośliwość.

Jakie było wykształcenie w ruchu narodowym? Ja się spotkałem z opinią, że ruch narodowy przed I i II wojną bardzo się wyróżniał na tle innych partii politycznych pod względem wykształcenia swoich przywódców politycznych. Czy tak samo było na emigracji?

Tak. Folkierski, o którym mało powiedziałem, bo nie znałem go tak dobrze, był jednym z najwybitniejszych romanistów polskich. Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sam Bielecki miał chyba tylko 2 dyplomy: doktorat i jeszcze jakiś. Ale nie było tak w 100%, bo Dargas nie miał nawet pierwszego dyplomu. Baraniecki – trzeci z kolei prezes SN na uchodźstwie – to był wybitny inżynier, pracował dla ONZ, zakładał politechniki i uczelnie w trzecim świecie. Trzeba było być dobrym organizatorem – to stosowało się na pewno do Dargasa i Bieleckiego. Potrafić stworzyć organizację, narzucić jej pewną kulturę organizacyjną. Bielecki był jednym z najwybitniejszych przywódców tzw. Ruchu Młodych, który opanował Stronnictwo Narodowe z poparciem Dmowskiego, w opozycji do tych ludzi, jak Grabski i inni, którzy chcieli walczyć przez reprezentację w parlamencie. To było niepraktyczne, dlatego że wybory były fałszowane w dużym stopniu za sanacji. Tutaj rozeszły się drogi Dmowskiego i czołowych działaczy w parlamencie, bo Dmowski stanął po stronie Młodych.

Czy wśród Młodych był popularny salut rzymski?

Tak. To widać na tym filmie z pogrzebu Dmowskiego. To przyszło chyba z właśnie z Ruchu Młodych. To było niefortunne. Bielecki był krytyczny wobec tego i miał zastrzeżenia, że pokazywanie tego filmu z tego pogrzebu, który był wielką demonstracją, będzie nam szkodzić, bo to się będzie kojarzyć z włoskim i niemieckim pozdrowieniem itd. Nie wiem jak to powstało. Moja wiedza o SN pochodzi z lat 50-tych.

Czy na emigracji ten gest był używany?

 Nie.

Rodzina Giertychów a ruch narodowy

Dlaczego Jędrzej Giertych został usunięty ze SN?

Dlatego, że on napisał list i wysyłał do działaczy Stronnictwa, że Bielecki został prezesem przez oszustwo i to jemu się należało. To było na początku zaraz na emigracji. Został usunięty.

Czy to nie miało nic wspólnego ze sprawą Bergu?

Nie, Berg był później. Za Bergu on zaatakował Bieleckiego, to prawda. Jemu wiele rzeczy uchodziło, ale oskarżenie prezesa o oszustwo, że został prezesem przez oszustwo czy machlojki jakieś, to za to został usunięty i to była jakaś rezolucja. Olbrzymia większość, z tych, którzy mieli prawo głosować w SN w tej sprawie, była za usunięciem Giertycha. Tak samo byłoby, jakby okazało się, że ktoś był na usługach UB. Jak to się okazało, to też się usuwało, szczególnie jeśli był na emigracji.

Jak Pan oceni realnie pozycję Jędrzeja Giertycha na emigracji? Czy miał duże wpływy w emigracyjnym SN?

Miał spore, tak.

Z czego one wynikały?

Dlatego, że część naszych kolegów nie wyrzekła się pewnych przedwojennych poglądów. To były: skrajny antysemityzm i krańcowa niechęć w stosunku do piłsudczyków i Piłsudskiego. Na emigracji Jędrzej Giertych pisał książkę po książce o tym, jakim diabłem był Piłsudski. Było kilka innych takich spraw, w których część narodowców zgadzała się z poglądami Giertycha i odeszła, czy zostali usunięci ze Stronnictwa Narodowego. A Giertych też ewoluował; najpierw bronił ziem wschodnich, że nie wolno ich oddać formalnie, a potem przeszedł na inne stanowisko.

Dlaczego? Uznał, ze Niemcy są groźniejsi i można poświęcić wschodnie ziemie?

Dlatego, że doszedł do wniosku, że odzyskanie ich to jest beznadziejna sprawa, a nowe granice zgadzały się z tym co SN, i Giertych też nawet, postulowało na początku wojny o granicach zachodnich. Narodowcy byli pierwsi, którzy wyznaczyli granice powojenne.

Jest jeszcze jedna rzecz, przykra bardzo, jedną z trzech osób, które rządziły tym pismem…

„Horyzonty”, Olszewski.

Olszewski był agentem.

Czytałem, że podobno ta współpraca z SB nie była taka twarda, że SB odkupywało od niego część nakładu.

 [śmiech] A. Matłachowski, też jeden z czołowych działaczy przedwojennych, chciał reaktywować SN w kraju i poszedł do jednego z wiceministrów spraw wewnętrznych. Z tego, co ja wiem, to był ten, który był odpowiedzialny za śmierć Popiełuszki. Jak mógł czołowy narodowiec iść prosić o odnowienie SN do mordercy? On musiał wiedzieć, do kogo idzie. To przecież był wiceminister MSW, to przecież była najwyższa władza SB, jednego z pionów.

W każdym razie, Maciej Giertych spotykał się 4 razy z ubekami. Dyskutowali, jaka powinna być Polska. To samo robił Kuroń.

Jak Pan oceni wpływ rodziny Giertychów na ruch narodowy? Czy on był bardziej pozytywny, czy bardziej negatywny?

Bardziej negatywny.

Dlaczego?

Dlatego, że oni ignorowali, począwszy od Jędrzeja Giertycha, to, że władza komunistyczna przez te ponad 40 lat bardzo duże szkody zrobiła w charakterze Polaków, w gospodarce Polski, wielu innych aspektach życia polskiego. Że ten cały czas to były szkody dla naszego narodu, a on i jego syn ignorowali ten aspekt.

W każdym bądź razie, bardzo ciekawe jest podejście do tego Wiesława Chrzanowskiego. Powiedział, że jestem za bardzo krytyczny, że oni byli przekonani o słuszności swoich poglądów. „Tak, zaszkodzili ruchowi narodowemu i narodowi polskiemu, ale oni byli absolutnie przekonani o swojej słuszności. Nie używaj żadnych ostrych, negatywnych słów w stosunku do rodziny Giertychów.” Tak powiedział Wiesław Chrzanowski. Nie zgadzam się z nim, że używam bardzo ostrego języka. Ale on był i jest osobą bardzo specjalną.

Jak Pan oceni wpływ Romana Giertycha na polską politykę i ruch narodowy obecnie?

Negatywnie.

Dlaczego?

Dlatego, że stworzenie partii LPR odbyło się w skandalicznych warunkach. Było za późno na zarejestrowanie jej, więc sfingowano dokumenty połączenia się SND z LPR i przyjęcia nowej nazwy. Tak było. Ja wiem od przywódców SND, że oni to sfingowali. Więc same narodziny LPR. Używanie bardzo młodych, niedoświadczonych ludzi na stanowiska w rządzie jest nieodpowiedzialnym w stosunku do interesów narodu.

Jego wypowiedź, że on by nie przyjął Romana Dmowskiego do LPR-u z powodu jego antysemityzmu jest skandaliczna. Jest ahistoryczna. W przedwojennej Polsce antysemityzm nie był wyłączną domeną ruchu narodowego. Antysemickie orędzie do narodu miał prymas Polski kardynał Hlond i wiele innych organizacji. Po cichu blokowano awanse w wojsku. Było wiele innych podobnych sytuacji. Antysemityzm był powszechny, to było zjawisko europejskie. Także Roman Giertych nie miał prawa, mówić, że on by nie przyjął Dmowskiego.

Czy LPR była partią narodową?

…Tak, była partią narodową, tak jak ONR. Ale to było, ja powiem bardzo złośliwie, to było zboczenie, to był odprysk. Oni odeszli od głównego nurtu narodowego z powodów ambicji m.in. Jędrzeja, Macieja i Romana. Ja  byłem na ostatnim zjeździe, na którym powstało, moim zdaniem niepotrzebnie, Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne, które dostało 0,25 mln dolarów majątku kilka lat potem, pałeczkę historyczną itd. Był na tym zjeździe Roman Giertych i byli zwolennicy Giertychów. Ja słyszałem, jak on z nimi rozmawiał, a już istniał ZChN, jak on bardzo negatywnie wyrażał się, jakby to była osobista animozja Romana Giertycha w stosunku do Wiesława Chrzanowskiego. To już mi podpadł. Człowiek, który uważa się za narodowca, jednego z czołowych narodowców bardzo negatywnie się o nim wyrażał. On nie wiedział, że ja słyszę to. Ja byłem 2-3 kroki za nim. To już mi wystarczyło. To było pierwszy raz, a potem wielokrotnie inne rzeczy się zdarzały. Jak SND połączyło się z jego formacją…

Stronnictwem Narodowym.

Tak, to ten lokal, który był kupiony za te 0,25 mln został okupowany przez młodych z Młodzieży Wszechpolskiej. Zmienili zamki. Ja kiedyś zadzwoniłem tam, to mi oni powiedzieli, że oni nie znają żadnego Bogusława Kowalskiego – a to był czołowy przedstawiciel SND, że SND nie istnieje. Czyli to był bandytyzm! Jeżeli ktoś, po połączeniu się z inną partią, zabiera tej partii lokal i udaje, że nie było jej, to jest to bandytyzm polityczny. Jeżeli Roman Giertych miał takich ludzi młodych, czy tolerował, a później może wynosił na stanowiska ministerialne, czy bardzo wysokie, to jest to bardzo negatywne.

Pamiętam ten okres walki o lokal SND. Nawet za bardzo nie orientowałem się, co się wtedy działo, byłem licealistą. Byłem też na tym zjeździe SN, gdzie poświęcono status partii, żeby nikt nie ośmielił się wystąpić z drugą partią narodową w czasie najbliższych wyborów. Pamiętam jak wtedy takim ludziom jak ja, bardzo młodym, licealistom wpajano nienawiść do ZChN-u, że to chadecja, a nie ruch narodowy, wzbudzano bojowe nastroje. Właściwie nie tłumaczono zbyt wiele, próbowano stworzyć wiernych żołnierzy.

Widzi Pan, a w stosunku do mnie, o kilkadziesiąt lat młodszego, Tadeusz Bielecki nigdy nie stosował takich nakazów i nie uważał mnie za wykonawcę i żołnierza. Nie, odwrotnie. Za tym stołem [stukanie w blat] myśmy zrobili z tego domu salon polityczny. Tu 12 osób może usiąść. Tak długo, jak żył Bielecki, to on zawsze był naszym gościem. Byli Dargas, Baraniecki. Zbigniew Stypułkowski był zawsze, jak mieszkał w Londynie, do końca swego życia. Zapraszaliśmy tutaj bpa Gocławskiego, bpa Węskiego, Leszka Majchrowskiego z żoną, pisarzy, dziennikarzy, trzech kolejnych rektorów KUL-u z Mieczysławem Krąpcem – wspaniały człowiek, długoletni rektor KUL-u, obronił go przed likwidacją, mówił mi.

Dlatego, że Stronnictwo Narodowe na uchodźstwie pod prezesurą tych 3 ludzi chciało na bieżąco, po dobrej kolacji – moja żona zawsze potrafiła to zrobić – z pierwszej ręki, nie z gazet, twarzą w twarz chciało się dowiedzieć od elity Polski o sytuacji w kraju. I za to podziękował na ostatnim zjeździe SN ostatni prezes na uchodźstwie Józef Baraniecki: „Dziękujemy Państwu Tybulewiczom za wieloletnie prowadzenie salonu politycznego”. Także dużo rzeczy się działo. To była bardzo ciekawa, aktywna część mojego życia, a częścią mojego życia była aktywność w SN na uchodźstwie.

Tylko oddałem SND pieniądze, według uchwały zjazdu, gdzie tak duże wpływy miała grupa ludzi sympatyzujących z Giertychem, że nie było możliwości przekazania tych pieniędzy do ZChN-u. Józef Baraniecki mówił mi: „Ja wiem, Kolego Albinie, że wy, Wasiutyński i kilku innych, chcielibyście, żeby to poszło do ZChN-u, ale ja nie mogę tego zrobić, bo większość tutaj jest przeciwna.” ZChN powodował bardzo ostre repliki tutaj, wśród narodowców.

Dlaczego? Co było tego powodem?

Dlatego, że wyprzedził ich, że był pierwszy w Sejmie, że zdobył poparcie Kościoła itd. A, i że w żadnym wypadku to nie była organizacja narodowa, tylko „chadecka”. Dlaczego „chadecka”? Ponieważ SN było zdelegalizowane, żeby móc działać Wiesław Chrzanowski zaraz po wojnie był prezesem młodzieżówki chadeckiej. Ale nie zmienił poglądów, w żadnym sensie. To był po prostu taka przykrywka. Nie pomogło mu jednak, bo aresztowali go w 1946 roku.

Ja pamiętam, jak byłem w liceum i ludzie z SN tłumaczyli mi, że ZChN to chadecja, a nie ruch narodowy. Jak Pan oceni taką kulturę organizacyjną? Na szczęście ona teraz zanika, ale była taka kultura organizacyjna stworzona przez Romana Giertycha i Wojciecha Wierzejskiego w Młodzieży Wszechpolskiej, a później to przeniknęło do LPR: ścisła hierarchia, wykonywanie poleceń, a właściwie rozkazów, taka dyscyplina wojskowa. Nawet w wewnętrznych oficjalnych przemówieniach liderzy nazywali członków ruchu swoimi żołnierzami, a siebie niekiedy generałami.

[głośny śmiech] Rok czy 2 lata temu był zjazd Młodzieży Wszechpolskiej i Wiesław Chrzanowski był na niego zaproszony. Był pierwszym mówcą i dopiero po nim przemawiał Roman Giertych. Czyli ta Młodzież Wszechpolska się w jakiś sposób zmieniła, skoro na głównego mówcę zapraszają Wiesława Chrzanowskiego pod pretekstem, że w czasie wojny on był prezesem MW w Warszawie i na Mazowszu.

To się zmieniło po klęsce LPR. MW powróciło do swej roli samokształceniowej, wychowawczej, trzyma się sztywno z daleka od polityki i wydostało się spod wpływów Romana Giertycha.

To dlatego został zaproszony?

Tak podejrzewam.

Wiesław był tym kompletnie zaskoczony, ale powiedział, że jak zapraszają to trzeba tam być. Powiedział tak: „Elementarna kultura nakazuje, że mam tam stanąć przed nimi i powiedzieć”. Nie wiem o co chodziło, może o to, jak wyglądała Młodzież Wszechpolska w podziemiu. Bo Warszawa i ten okręg mazowiecki to była najpotężniejsza część armii podziemnej i Polskiego Państwa Podziemnego. Roman Giertych miał kiedyś bezczelność stwierdzić, że on by nie przyjął do Ligi Polskich Rodzin Romana Dmowskiego, bo był antysemitą. Ja nie wiem, komu się chciał podlizać.

Ale w każdym bądź razie, ja znałem dobrze J. Giertycha, dlatego, że moja żona była i jest zaprzyjaźniona z jego najstarszą córką. Bywała u nich w domu i ja bywałem. Miałem okazję bywać u tej najstarszej z domu Giertychówny, teraz Małgorzaty Zajączkowskiej, na różnych spotkaniach.

Jeżeli chodzi o niektóre poglądy J. Giertycha, to on nienawidził z całego serca Piłsudskiego. Pisał książkę po książce, żeby udowodnić, że on nie był katolikiem, że nie był autorem tego zwycięstwa, tego manewru nad Wieprzem. Być może, że gen. Rozwadowski zasugerował, jako szef sztabu, naczelnemu wodzowi taki manewr, ale ostateczna decyzja jest w ręku naczelnego wodza! I to naczelny wódz dostaje rady od generałów. Giertych nie mógł się z tym pogodzić.

A najgorsza rzecz, że J.Giertych był członkiem tak zwanej „dziewiątki” przy R. Dmowskim i uważał, że jemu należała się prezesura SN przed wojną, które było wtedy największym stronnictwem. Stronnictwo miało 200 tysięcy członków. Było już wtedy potęgą. Podnosiło się już z tej wielkiej klęski w 1926 roku po zamachu majowym Piłsudskiego. I przez całe życie on uważał, że w jakiś sposób ten wybór na prezesa Tadeusza Bieleckiego był sfingowany.

Żeby nie było żadnych wątpliwości, ja mam wielki szacunek dla osobowości niepolitycznej J. Giertycha. Wychować dziewięcioro dzieci, z czego jeden główny teolog papieży – Wojciech. Maciej Giertych, który – to jest piękna rzecz – miał do wyboru karierę naukową i zawodową w Kanadzie, a wrócił do Polski. Miał trudne początki. Kanada ma jeden z najlepszych, najlepiej rozbudowanych działów leśnictwa, bo ma olbrzymie lasy. On tam zrobił doktorat, mógł tam zostać.

Jednak wrócił…

Tak. W ocenie Jędrzeja w każdym razie, należy rozdzielić tak, jak w wypadku narodu rosyjskiego i systemu sowieckiego, należy rozdzielić Jędrzeja Giertycha jako oficjela i jako ważnego działacza. Jako wicekonsul na Warmii budził polskość. Wyrzucili go stamtąd, bo organizował harcerstwo. Jako jeniec wojenny próbował kilkanaście razy uciec, aż w końcu wsadzili go do zamku, który był twierdzą z której bardzo niewielu udało się uciec i w ostatnich dniach wojny spróbował raz jeszcze ucieczki. To był pomysł zwariowany, dlatego że w tym momencie był taki rozgardiasz w Niemczech, esesmani zabijali każdego, którego uznali za uciekiniera lub dezertera. Największa szansa, by stracić życie była właśnie w ostatnich dniach wojny. Takie warunki tam panowały.

Tu nie ma wątpliwości, co do charakteru Jędrzeja Giertycha, ale do jego poglądów politycznych i działalności politycznej. To samo się tyczy Macieja, to jest dosłownie kalka jego życiorysu [Jędrzeja], że on zrezygnował z lepiej płatnej pracy zagranicą i wrócił do Polski. Działał w obronie lasów polskich przed prywatyzacją.

A jak Pan wspomina na tym tle młodych działaczy ZCHN-u?

W ZChN na pewno była grupa wpływowych młodych działaczy, którzy mieli za sobą spory staż : Marek Jurek, Jan Łopuszański, Stefan Niesiołowski. Byli jedynymi w tym kontraktowym Sejmie posłami ZChN-u. We trójkę robili taki harmider, że cała Polska o nich wiedziała. Pamiętam, Marek Jurek odprowadził mnie kiedyś po schodach do pociągu z Warszawy, odwiedziłem go wtedy. Położył walizkę na półce w pociągu i w tym przedziale była jakaś pani. Jak tylko pociąg ruszył powiedziała: „Ja znam tego człowieka!” I zaczęła cały potok atakowania jego za jego katolickość, jego zasady itd. Każdy z nich był mówcą bardzo dobrym. Łopuszański zawsze palec do góry, Janka znałem dobrze. Stefana też. Moim bliskim przyjacielem jest Marek Jurek. On odszedł z ZChN-u. Poszedł do PiS-u.

Dlaczego?

Dlatego, że uważał, że nie mamy szans sami. Miał duże ambicje polityczne. To były, niestety, niskie personalne powody. Ale, bardzo ciekawa rzecz, Panie Karolu, i to jest siła ZChN-u czy narodowców, że Marek Jurek zapraszał później mnie, Wiesława, a wbił nóż w plecy ZChN-owi. Był głównym macherem, który spowodował zejście ZChN-u ze sceny politycznej, osłabienie bardzo poważne. Byliśmy u niego na kolacji. Marek odwiedzał Wiesława Chrzanowskiego. My zostaliśmy przyjaciółmi. To jest rzecz niesłychana, Panie Karolu. To jest i nasz chrześcijański katolicyzm i najwyższej klasy kultura osobista i polityczna.

Tak samo z Markiem Jurkiem odszedł Marian Piłka. Ja zawsze podkreślam, że oni są moimi przyjaciółmi. W najgorszym wypadku, jak pisał dziennikarz artykuł o nich, ja nie pozwoliłem inaczej nazwać, tylko „bracia odłączeni”. Markowi się bardzo podobało. My rozstawszy się jesteśmy związani przyjaźnią osobistą, przyjaźnią polityczną i tym, że jesteśmy narodowcami. Ja myślę, że to jest bardzo ważna rzecz, którą ja dostałem jako lekcję, przez osmozę, od Bieleckiego, Dargasa, Wasiutyńskiego, Stypułowskiego, w najmniejszym stopniu od Berezowskiego, bo się nigdy do niego nie zbliżyłem. To byli bardzo różni ludzie w zachowaniu osobistym, ale na tym polega atrakcja wielkiego ruchu politycznego, że tam są bardzo różne osobowości.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Koniec części 1.

 

Tekst opublikowano na łamach 25. numeru (3/2012) kwartalnika "Myśl.pl".

 

 

 

 

 

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy