Dziś jest czwartek, 17 sierpnia 2017 roku. Imieniny : Anity, Elizy, Mirona

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Polityka

Z dziennika emigranta narodowca

Minął ponad miesiąc od wyborów parlamentarnych. Obserwując teatr polityczny rozgrywający się na naszej rodzimej scenie trudno zaprzeczyć, że po 26 latach doszliśmy jako państwo i obywatele do - tym razem rzeczywistego - zakrętu. Porażka najbardziej gorliwych obrońców porządków tzw. okrągłego stołu, pojawienie się na ławach parlamentarnych ugrupowań, którym do tej pory nikt nie dawał jakichkolwiek szans - właśnie o tym świadczą.

Początek sejmowych bojów pomiędzy starą i nową władzą, będący przedłużeniem dziesięcioletniego konfliktu pomiędzy najsilniejszymi siłami politycznymi pokazuje, że samo wejście w zakręt to dopiero początek drogi. Potwierdzają się słowa Wojciecha Sumlińskiego wypowiedziane kiedyś podczas spotkania w Wiedniu, że te wybory to „dobry początek”.

Do likwidacji i rozliczenia republiki okrągłego mebla jednak jeszcze bardzo daleko. Nie będzie zmian bez rozliczenia. Nie będzie rzeczywistej zmiany jakościowej w naszej Ojczyźnie bez odkrycia zła i pokazania prawdy. Nie zatrzymamy emigracyjnego ubytku krwi, bez pokazania naszej młodzieży, że to miejsce na ziemi ma sens, że warto zaryzykować. Młodzież jest zdolna do takiego ryzyka. Młodzież musi tylko widzieć cel, a nie polityczne tyrady bonzów, których cechą wspólną jest skakanie z jednej partii do drugiej i obrona ostatniego ćwierćwiecza do ostatniego fotela. Dla młodzieży swoistym paliwem są autorytety. Dziś dla dużej części naszych młodych pokoleń takim przewodnikiem stali się Żołnierze Niezłomni. Lewa strona nie zauważyła, że tylko dzięki jej kolonialnej służalczości wobec Unii Europejskiej i własnego zaprzaństwa młodzież skręciła na prawo. To prosty dowód na to, że telewizyjne pudło już nie omamia. Te dziesiątki tysięcy ludzi idące na 11 listopada ulicami Warszawy stanowią wystarczający kontrast dla pokazania gdzie dziś jest młodzież. Trzeba się tylko z tego cieszyć. Wiemy wszyscy, że ugrupowania powstałe w latach po okrągłym stole przeminą. Wyczerpuje się polityczny dualizm, że robimy dobrze wszystkim, żeby nas dobrze postrzegano, a później sobie. Kryzys imigracyjny, nie mam wątpliwości, przyśpieszy pewne trendy w całej tzw. zjednoczonej Europie. Kiedy kilka lat temu w moim środowisku otwarcie rozmawialiśmy o tym, że starszy Zachód zacznie wcześniej czy później ograniczać strefę Schengen, śmiano się z nas. Traktowano nas tak również po stronie tzw. prawicy okrągłostołowej. Dziś widzimy, że sztucznie, dzięki grze „wielkich tego świata” proces rozkładu nabiera tępa. Dziś coraz mniej ludzi się z nas śmieje.

W wielu sprawach od lat środowisko narodowe miało rację, mówiło językiem, którym dziś stara się mówić wielu. Wejście do polskiego parlamentu posłów z narodowym rodowodem jest właśnie słuszną nagrodą za lata ciężkiej pracy. Środowisko nie jest jeszcze okrzepłe, ale już pokazało jak można w ciężkich warunkach osiągnąć niewątpliwie sukces. Zarzucają nam, że poszliśmy z Pawłem Kukizem. Poszliśmy i historia pokazała, że mieliśmy rację. Choć kiedyś byłem temu przeciwny, choć ze zdziwieniem patrzyłem na tworzące się listy, to mierząc to miarą „długiego marszu” dziś wiem, że to była dobra droga. Ruch Narodowy nikomu się nie sprzedał. Mówi swoim głosem i ostatnie tygodnie pokazują, że jesteśmy - głosami naszych przedstawicieli -  obecni w politycznej dyskusji. Dziś możemy przedstawiać nasz program, nasze zamiary o wiele łatwiej.

Myśląc o tzw. realnej polityce jest to bezcenne. Przed nami, w jakiejś nieokreślonej perspektywie, wybory samorządowe. Ten czas przed nami jest szansą, by się do nich przygotować. Mając zaplecze w parlamencie, choć skromne, będzie nam łatwiej. Nasza narodowa droga jest czymś więcej niż tylko uprawianiem polityki. Otóż, w skłóconym, rozbitym społeczeństwie, jest jedna rzecz, która zawsze będzie nas łączyć – nasza narodowość, poczucie wspólnoty, której  nie można się wyprzeć, którą trzeba wspierać broniąc naszych tradycji, której nie zmieni obcy paszport.

 

Dariusz Strzelczyk - emigrant, członek Rady Politycznej Ruchu Narodowego, pełnomocnik RN na powiat tarnowski

List „gówniarza” do Tomasza Lisa

Szanowny Panie Redaktorze! Statuo Wolności polskiej demokracji! Najjaśniejsza gwiazdo nieświadomej masy! Nauczycielu pokory! Wzorze rzetelnego dziennikarstwa! Nie ustawaj w boju o Polskę wolną od faszyzmu. O Polskę setek kultur. O Polskę miłosierną, która wyzbędzie się prymitywnych dążeń do pełnej suwerenności i niepodległości. Walcz, bo Tyś pociechą w tych trudnych chwilach. Dzisiaj wszyscy jesteśmy Tomaszami Lisami!

 

Jestem oburzony zachowaniem polskiego rządu. Bezczelność Beaty Szydło jest przerażająca. Ze zgrozą obserwowałem napływające do mnie zdjęcia z konferencji pisowskiego (tak, tak!) premiera, który odważył się przemawiać na tle biało-czerwonych flag. A ja pytam! Ja, gówniarz z polskiej ziemi – pytam, gdzie są flagi Unii Europejskiej? Gdzie są flagi instytucji, która nas karmi, która pieści nas tak, jak tylko pieścić może suka, której narodziło się 28 szczeniątek. To my, niewdzięcznicy tak okazujemy nasz szacunek? To my tak traktujemy własną matkę? O zgrozo! Toż to ostateczny upadek naszego narodu. Toż to podłość bez granic.

 

Szanowny Redaktorze! Nie chcemy w Polsce faszyzmu. Nie chcemy w Polsce komuny. Dlatego, błagam. Dlatego, proszę też ministra Sikorskiego, by nauczył nas negocjować sojusze – i my, do tych rad się zastosujemy. Usiądziemy jeszcze do Okrągłego Stołu. Niektórzy z nas usiądą pod nim. I przywrócimy w Polsce demokrację. Oddamy Polakom, to co ich. Oddamy im łańcuchy i kajdany. Nadejdą jeszcze te dni, gdy ściągniemy z nich widmo prawa i sprawiedliwości. Zbudujemy ponownie platformę dla obywateli. Nie oddamy Polski prawicy! Ani tej, która się taką mieni, ani tej skrajnej, która krzyczy coś o Bogu, Honorze i Ojczyźnie.

 

Redaktorze! Wietrze wolności! Zrób porządek z tym dziadostwem, co śni o obronie polskiego interesu! Zniszcz dążenia do wsparcia polskiej przedsiębiorczości, bo jest jak chwast na gospodarce niemieckiej. Strzelaj ze swojego pióra do wszystkich ksenofobów i nietolerancyjnych ignorantów, co nie chcą finansowania pornografii wystawianej na deskach teatrów!

                                                                                       

Panie Tomaszu! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! Jak dobrze, że Ty szablę chwytasz! Jak to pięknie, że na koń wsiadasz, że nas w żalu i trwodze nie zostawiasz!

Bądź niezłomny żołnierzu Rzeczypospolitej! Walcz! Co nam dano w 1989, bronić tego trzeba!

 

A jak przyjdzie chwila próby, to wyprowadzimy ludzi na ulice… w liczbie czternastu. Obalimy dyktaturę… flagami na zdjęciach profilowych. I uniesiemy w górę sztandar naszej chwały… dwanaście gwiazdek na niebieskim tle. I dożyjemy jeszcze czasów, gdy o naszej dumie świadczyć będzie piękny orzeł z czekolady. Czarnej. Bo biała nie jest dobra, a i mało tolerancyjna.

 

Walka trwa!

 

W uniżeniu, na kolanach, z czołem przy podłodze, 

Michał Patyk – gówniarz. 

„Nowoczesna” propaganda

Nie podlega dyskusji fakt, że wybory prezydenckie dały początek stopniowym przemianom na polskiej scenie politycznej. Jeszcze większe ‘przetasowanie’ nastąpiło po ostatnich wyborach parlamentarnych. Wiadomo, iż dużą radość wśród środowisk prawicowych wzbudził brak lewicy w sejmie, jednak ataki na Narodowców nie słabną, a można nawet pokusić się o stwierdzenie, że wzmocniły się w medialnej nagonce.


Ruch Kukiz’15 okazał się pewnym fenomenem po 25 latach trzymania w rękach władzy przez ciągle te same partie, nieco przemieniające się przy kolejnych wyborach. Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że nie tylko to ugrupowanie jest postrzegane w społeczeństwie jako nowa alternatywa dla największych partii. Sama obecność w sejmie Nowoczesnej Ryszarda Petru świadczy o tym. Jednak tylko ludzie nie wgłębiający się w zakulisowość działania tej partii lub kierujący się jedynie przekazem medialnym, mogą oceniać to ugrupowanie jako w pełni nowe i przez to godne zaufania. Doskonale wiadomo, że ludzie tacy jak Leszek Balcerowicz czy sam lider Nowoczesnej Ryszard Petru są osobami od lat będącymi w otoczeniu tzw. rządzących elit. Wystarczy kilka kliknięć na klawiaturze by odnaleźć w internecie historię działalności tych polityków i zdjęcia sprzed lat świadczące o ich udziale w partiach kierujących już dawno naszym państwem. Myślę, iż było na ten temat już tak wiele powiedziane, że każdy rozsądnie myślący o losach państwa wie jakie osoby dostawały jedynki na listach Nowoczesnej.


To rozmijanie się narracji prezentowanej przez polityków partii Ryszarda Petru z faktami jakie są powszechnie znane, nie przeszkadza jednak nawet przedstawicielom jej młodzieżówki w kierowaniu nieprawdziwych oskarżeń w stronę Ruchu Narodowego. Określenia pokroju „brunatnych koszul” itp. są używane przez nich nawet publicznie, kiedy zabierają głos na antenie Telewizji Polskiej. Świadczy to po pierwsze albo o braku elementarnej wiedzy z historii lub chęci manipulowania opinią publiczną posługując się kłamstwami na temat młodych polskich patriotów. Obóz skupiony wokół Romana Dmowskiego daleki jest od ideologii nazizmu. Myśląc racjonalnie, trzeba zadać sobie pytanie czy może ktoś popierać hilteryzm równocześnie hołdując Polskim Bohaterom walczącym z okupantem? Wystarczy przyjść 1 sierpnia do centrum któregoś z większych polskich miast by zobaczyć jak Narodowcy czczą pamięć żołnierzy ginących z rąk hitlerowców. Ponadto na wielu manifestacjach organizowanych przez ludzi związanych z Ruchem Narodowym słychać hasło brzmiące „Żadne swasty, sierpy, młoty nie są znakiem patrioty!”.


Jednak to właśnie wykrzykiwane przez nas hasła na ostatnim Marszu Niepodległości posłużyły jako argument młodzieżówce Nowoczesnej do obrony swoich racji. Stwierdzili bowiem, że padały tam hasła nawołujące do nienawiści. Na temat hasła „Polska dla Polaków” znaleźć można na stronie Myśl24.pl inne wypowiedzi i każdy racjonalnie myślący o bezpieczeństwie Polski zrozumie jego sens. Czy więc inne hasła mówiące o podmiotowości naszego państwa świadczą o nienawiści do kogokolwiek? Oczywiście, że nie! Chęć dbania o pokój i bezpieczeństwo na naszych ziemiach nie jest nawoływaniem do prześladowania innych. Tworzenie fałszywego wizerunku Polskich Patriotów – czy to jest nowoczesne? Moim zdaniem opowieści o takich metodach działania każdy usłyszy od ludzi represjonowanych w czasach poprzedniego systemu. Przedstawiciele Nowoczesnej Ryszarda Petru zapominają chyba o tym, że nie tylko oskarżenia o służenie bankom mogą być fałszywe i niedozwolone.


Na koniec warto wspomnieć też o partii Razem, o której od nie tak dawna jest głośno. Bowiem jej przedstawiciele również publicznie określają Ruch Narodowy jako ugrupowanie szerzące faszystowską ideologię. Jednym z głównych powodów ma być współpraca RN z innymi ugrupowaniami w Europie, dbającymi o swój interes narodowy. Troska o bezpieczeństwo swoich rodaków jest jak rozumiem dla partii Razem przejawem rasizmu i jednoznaczna z głoszeniem faszystowskich/nazistowiskich haseł. Oskarżenia te zakłamują fakty i brzmią po prostu głupio, zwłaszcza że przedstawiciele partii Razem zdają się nie zważać zbytnio uwagi na fakt, że również szerzenie ideologii komunizmu jest w naszym kraju zakazane.


Michał Barnaś - członek małopolskich struktur Ruchu Narodowego

W imię tolerancji

Dawniej ludzie ginęli w obronie wolności, broniąc zwykle swoje ojczyzny, domostwa, rodziny przed agresją z zewnątrz, próbami narzucenia obcej zwierzchności, unicestwienia tożsamości. Jakkolwiek często były to krwawe to i obfitujące w mnogość ofiar walki, miały jednak najczęściej swoje mniej lub bardziej logiczne przesłanki i uzasadnienie. Dzisiaj ludzie oddają życie w imieniu tolerancji. W zasadzie jest to zbyt wyniosłe sformułowanie – zwykle bowiem oddaje się życie dobrowolnie, w świadomości i przekonaniu o słuszności ponoszonej ofiary. Współcześnie jednak to nie obywatele są władni w podejmowaniu takich decyzji – o ich losach, w tym o najcenniejszym darze każdego człowieka, jakim jest życie, decydują wielcy tego świata. I to wielcy układają dla swoich pseudo – wartości najbardziej nabożny ołtarzyk – z kolejnych ludzkich istnień.

Wyzywają od ksenofobów i faszystów, oskarżają o brak współczucia dla ludzkiej tragedii, bezczelnie odwołując się do polskiej historii i wojennej migracji, bezpardonowo grają na emocjach, pokazując ludziom zmanipulowane zdjęcia biednych, cierpiących  i niewinnych dzieci, atakując tym samym religię katolicką za jej rzekomą niekonsekwencję. Cóż za patos i oddanie idei solidarności z całym światem! Gdzież są jednak ci mędrcy, gdy przeszło 100 niewinnych osób, w jedną noc zostaje w sposób brutalny, najwyższym aktem terroryzmu pozbawionych życia? I to dlaczego? Tylko dlatego, że odważyli się w swoim własnym kraju wyjść z domu. Zbrodnia!

Tragedia, jak rozgrywa się na naszych oczach w niedaleko położonej Francji, powinna dać do myślenia. Mimo to jednak ciszę rozdzieraną niemymi krzykami ofiar zeszłej nocy, a także wcześniejszych aktów terroryzmu, ciszę wręcz nawołującą do zadumy, przerywają znowu głosy mędrców, którzy czując przemożną konieczność pouczania ciemnego ludu w każdej sytuacji, panicznie bojący się tego, żeby czasami nie wyciągnął nazbyt oczywistych wniosków, na nowo próbują przekonać do tego, żeby nie identyfikować uchodźców z owymi tragicznymi wydarzeniami. Abstrahuję w tym momencie od tego, czy to rzeczywiste przekonanie o słuszności głoszonych przez siebie haseł czy poczucie powinności trwania przy ośmieszonych coraz bardziej poglądach. Kiedy jednak słyszę słowa prezydenta Europy o konieczności przyjęcia strategii walki z terroryzmem i równocześnie widzę tak entuzjastyczne nawoływanie do otwierania granic – to coś mi się tu chyba nie zgadza. Kiedy dodatkowo słyszę słowa, że pośrednimi ofiarami zamachu są muzułmanie, gdyż pogłębia to nieprzychylne nastroje do nich  i dezintegruje społeczeństwo, to zaczynam zastanawiać się, za co tak pluje się w twarz ofiarom oraz ich rodzinom. Najwyższa kpina i  szyderstwo.

Zadziwiające zjawisko. Albo raczej zatrważające. W tak niedługim dystansie czasu i to z własnej woli, przeważająca liczebnie Europa stała się bezradna wobec bagatelizowanego dotychczas Państwa Islamskiego. Państwa, które nie tylko przyznaje się do zamachów, co zapowiada kolejne, w przypadku zachowania przez Paryż dotychczasowej polityki. W takich właśnie momentach najbardziej nasuwa się pytanie – dokąd zmierzasz Europo? I dlaczego z zasłoniętymi oczami obierasz drogę, która tak nieuchronnie prowadzi do samozagłady? Nie jestem jednak pewna, czy chcę znać odpowiedź…

 

Natalia Pochroń - studentka Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim, redaktorka Wzrastania, blogerka, historyczka z zamiłowania, rekonstruktorka, animatorka ŚDM 2016.

Syryjski kocioł

W ostatnich miesiącach codziennie dochodzą do nas informacje o kolejnych setkach imigrantów przedostających się do Europy oraz o często bardzo różniących się od siebie pomysłach na rozwiązanie tego problemu. Faktem jest, że temat ten budzi emocje również wśród ludzi reprezentujących różnorakie grupy społeczne. Jedni argumentują swoje zdanie dbaniem o bezpieczeństwo nasze i zachowaniem chrześcijańskiej tradycji Europy, inni zaś tłumaczą się kwestiami ludzkiej solidarności i miłosierdzia. Niestety nawet wykształceni ludzie często nie biorą pod uwagę faktu, iż masowe przyjęcie imigrantów do Europy pomimo wszelkich ocen nie zakończy konfliktu na bliskim wschodzie, a większości Syryjczyków nadal groziła będzie utratą życia na terenach ogarniętych wojną.

Co jakiś czas w dyskusjach o kryzysie imigracyjnym przewija się kwestia tego, które państwa zachodu przyczyniły się swoimi działaniami do zaistniałej sytuacji. Słusznie wskazywane są na jedno z głównych źródeł problemu militarne interwencje USA w krajach Bliskiego Wchodu oraz sposób prowadzenia neokolonialnej polityki przez bogate państwa Europy. Skoro mamy wyciągać wnioski z historii, warto zastanowić się kiedy został popełniony błąd w ostatnich latach, i które decyzje zdestabilizowały w tak dużym stopniu Syrię. Kraj ten, pozostając od roku 2000 pod panowaniem prezydenta Bashara Al-Asada będącego alawitą (jak większość klasy rządzącej) cieszył się sporą jak na państwa arabskie swobodą wyznania i poszanowaniem wolności człowieka. Warto podkreślić, że spoiwem dla społeczeństwa zamieszkującego teren Syrii było przywiązanie do narodowej tradycji i kultury syryjskiej. Konfliktowi w Syrii początek dała mocno ‘rozdmuchiwana’ w mediach tzw. arabska wiosna. Po sukcesach opozycji w Tunezji, protesty z powodu niezadowolenia społecznego rozpoczęły się z końcem stycznia 2011 roku w Syrii. Na próżno jednak szukać wśród haseł jakie głosili protestujący konkretnych pomysłów na naprawę gospodarczej sytuacji . Działo się tak dlatego, gdyż w protestach brali udział zarówno ludzie o umiarkowanych poglądach, ale w dużej mierze też islamscy fundamentaliści chcący wprowadzić brutalne prawo szariatu. Zaostrzająca się sytuacja na linii protestująca opozycja-syryjska władza, doprowadziła do przerodzenia się protestów w konflikt zbrojny trwający do dziś.

Nie można oczywiście usprawiedliwiać zbrodni wojennych, których jak na niemal każdej wojnie dopuszczali się zapewne walczący po obu stronach konfliktu. Jednakże nie można przedstawiać tego faktu jako argument tłumaczący to jak dziś wygląda Syria, na której terenie rozwinęło się Państwo Islamskie. Godna uwagi jest również kwestia użycia broni chemicznej wobec syryjskich cywilów. Choć na arenie międzynarodowej oskarżono bardzo szybko o podjęcie tego działania prezydenta Asada, wciąż opinia publiczna na świecie nie otrzymała jednoznacznych dowodów w tej sprawie. Zachodnie rządy zbyt pochopnie osądziły tu sytuację wypowiedziami swoich przedstawicieli. To mocno ukierunkowało postrzeganie elity rządzącej Syrią przez opinię publiczną w Europie czy też Stanach Zjednoczonych. Nie mówiono zarazem o tym jak wielu walczących po stronie rebeliantów to bojownicy przyjeżdżający z innych krajów. Tymczasem wśród grup walczących z syryjskimi władzami, coraz większą rolę odgrywały ruchy islamistyczne.

Nawet zaangażowanie w konflikt frontu Al-nusra (syryjska Al-kaida) nie spowodowało, że USA zaprzestało wspierania syryjskiej rebelii. Zdecydowanie błędną polityką było popieranie przez państwa europejskie kierunku tych działań wobec Syrii. Dla Stanów Zjednoczonych zwalczanie Bashara Al-Asada pozostającego w dobrych stosunkach z Moskwą i Teheranem, stało się bardziej priorytetowe niż walka z islamskim terroryzmem, któremu po zamachach z 11 września wypowiedziały wojnę. Myślę, że wśród wielu ludzi interesujących się rozwojem sytuacji na Bliskim Wchodzie tak prowadzona polityka, powodowała obawy, iż prawdą jest, że mocarstwa tego świata w ramach swoich finansowych interesów dogadają się nawet z diabłem.

Powstanie ISIS spowodowało, że temat wojny syryjskiej nie był już przedstawiany tak zdecydowanym tonem na zachodzie. Można śmiało stwierdzić, że wojna na wschodzie Ukrainy ułatwiła nawet wygaszanie zainteresowania ludzi rozwojem sytuacji na terenie Syrii. Z czasem jednak kalifat urósł do takiej siły, że zagraża nawet państwom europejskim. Wolna Armia Syrii (FSA), która była siłą najbardziej wspieraną przez USA i inne państwa zachodnie z czasem traciła na sile. Liczebność FSA systematycznie malała, ze względu na fakt, iż niektóre jej bataliony dołączały do innych grup. Jedną z takich grup jest Syryjska Rada Dowództwa Rewolucyjnego, w skład której wchodzą też takie ugrupowania składowe jak np. salafickie Ahrar asz-szam czy Armia Mudżahedinów. Ukazuje to, że wśród członków Wolnej Armii Syrii najprawdopodobniej sporą liczbę stanowią też osoby o poglądach islamistycznych. Faktem potwierdzającym te obawy, jest również fakt iż FSA w styczniu 2014 roku weszła w sojusz z konfederacją o nazwie Front Islamski, który choć jest konkurencyjny wobec Państwa Islamskiego, to współpracuje ze wspomnianym już też frontem Al-nusra. W całym tym chaosie swoje miejsce mają też Kurdowie. Choć podjęli rzeczywiście zdecydowaną walkę z Państwem Islamskim, to sprawa jest o tyle skomplikowana, że ciężko uznać ich separatystyczne dążenia, skoro nigdy nie mieli oni swojego w pełni wolnego państwa. Zachodnie państwa dopuściły by się podobnie zakłamanych działań jak wobec Kosowa, popierając dążenia Kurdów do utworzenia Kurdystanu. Przy jasnym stanowisku wobec separatystów w Donbasie i sprzeciwie wobec rewizji granic powodują, że nie do zaakceptowania staje się oddanie pod panowanie Kurdów terenów należących obecnie do Syrii, Iraku, Iranu czy Turcji.

Cała ta sytuacja, a zwłaszcza ekspansja Państwa Islamskiego wymusiła na USA, a z czasem też na Rosji konieczność podjęcia działań mających na celu pozbycie się ISIS. Tu kolejny raz pojawia się problem stosunku władz światowych mocarstw do prezydenta Syrii. Waszyngton nie zaprzestaje wspierania grup rebeliantów w Syrii, Moskwa natomiast zaproponowała mediację między umiarkowaną syryjską opozycją a legalną władzą w Syrii. Zdziwienie w zachodnich mediach budził przy tym fakt, że nawet Bashar Al-Asad zgodził się w związku z tą deklaracją na wcześniejsze wybory. Wolna Armia Syrii natomiast odmówiła rozpoczęcia rozmów z prezydentem Asadem. Jest to kolejna sytuacja, która pokazuje jak ryzykowne jest pomaganie FSA w przejęciu władzy na terenie Syrii.


W świetle całej historii wojny w Syrii, należy zadać sobie pytanie czy moralnie poprawniejsze i bardziej zgodne z chrześcijańskimi zasadami nie byłoby udzielanie już od 2011 roku wsparcia legalnym władzom w Syrii w celu zakończenia tamtejszego konfliktu, niż narażanie teraz Europy na konflikty etniczne przez politykę multikulturalizmu jaką serwują nam władze Unii Europejskiej narzucając przymusowe kwoty imigrantów? Myślę, że każdy analizując kolejność zdarzeń w Syrii przez ostatnie 5 lat odpowie sobie sam na to pytanie.

Michał Barnaś - członek małopolskich struktur Ruchu Narodowego

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy