Dziś jest środa, 18 października 2017 roku. Imieniny : Hanny, Klementyny, Łukasza

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Polityka

Podsumowanie wyborów

Cisza wyborcza, choć krytykowana, ma swoje zalety. Wyszukiwanie warzyw jako zamienników dla nazw partii szczególnie mnie nie pociąga. Wolałem zaoszczędzony czas poświęcić na przemyślenia z których powstaje ten tekst. A było o czym myśleć. Począwszy od okresu przedwyborczego.

RN się sprzedał

Rozpętała się nagonka. Teraz już wszyscy wiemy kto stoi za niszczeniem Polski! Ruch Narodowy złożony ze „sprzedawczyków”.  Jedność ale tylko w biciu nowego przeciwnika. Bo na koalicję pozostałych środowisk się nie zanosiło. Start komitetów które nie miały najmniejszych szans na przekroczenie progu jest tego emanacją. Szefostwo RN ośmieliło się dogadać z Kukizem. Z człowiekiem z którym jeszcze jakiś czas temu chciała iść większość.  Zatopienie tej koalicja to dla niektórych była walka o życie. Z góry chciałbym zaznaczyć, że nie jestem wielkim fanem Kukiza. To znaczy szanuje go jako muzyka, robiącego dobre patriotyczne i tożsamościowe kawałki. Osobę która postanowiła się zaangażować. Co nie zmienia faktu, że w moim przekonaniu nie nadaje się na polityka i organizatora. Wyzwania  musiały przerosnąć i przerosły lidera. Pomimo szczerych intencji. Na „strukturę bez struktur” nałożyły się wady Pawła Kukiza. Wprowadziło to wiele zamieszania w cały projekt i dało amunicję dla konkurentów.

W atakach przodowało środowisko związane z Korwinem. Za wszelką cenę starali się pokazywać, że są najchętniejsi do koalicji, ale to tylko pozory i mamienie własnych wyborców. Nikt normalny jednak nie poszedłby do wyborów pod szyldem „KORWiN”, a tylko start jako partia dawał nadzieję na finansowanie. Dopchanie się do publicznych pieniędzy kosztem współpracy ostatecznie zaważyło na przegranej JKM-a.

Liderzy ramię w ramie z psychofanami i wyborcami pieczołowicie wypunktowywali zróżnicowanie ideowe na listach komitetu Kukiz'15. Jednak Kukiz zrobił to co nie udało się Korwinowi nigdy. Wprowadził reprezentantów wszystkich pokrewnych ideowo i liczących się środowisk.  W działaniach korwinistów widać wyjątkową intelektualną wybiórczość. Bez problemu zauważali reprezentantów lewicy u politycznego konkurenta. Jednak o ludziach od Republikanów, CAS, KNP, UPR i z  Kolibra tak chętnie nie wspominali. Po co mącić własnym wyborcom w głowach? Prawda?

 

Samowolka Kowalskiego, czyli problem ze zrozumieniem roli Kukiza

Moim największym rozczarowaniem tych wyborów okazał się Marian Kowalski. Początkowo wstrzymywałem się z wydawaniem ocen na temat jego działań. Jednak  wraz z mijającym czasem Kowalski coraz bardziej zaczął się pogrążać. Natomiast ja nauczyłem się dostrzegania wad i krytycznego oceniania ludzi z którymi sympatyzuje. Rezygnację ze startu i odcięcie się od Kukiza zrozumiałbym. Ale wspierania konkurencyjnego środowiska i atakowania tego które współtworzył już nie potrafię. Nie rozumiem jak można publikować na swoim profilu materiały publicysty o nazwie „MatkaKurka”. Teksty z czasu w którym Marian Kowalski zgadzał się na współpracę z Kukizem. Żeby było zabawniej publicysta znany z afery z Owsiakiem nie był fanem RN-u. Zaczepki na temat „michnikowej endecji”, rosyjskiej agenturalności czy nawet zarzucanie Kowalskiemu i Bosakowi bycie marionetkami bliżej nieokreślonych osób sterujących środowiskiem narodowym. Zapewne było tego więcej ale nie chciałem tracić czasu na dogłębniejsze zapoznawanie się z publicystyką Piotra Wielguckiego.

Jaka alternatywę dawał Kowalski? Dogadanie się na gębę ze zdesperowanym środowiskiem którego liderzy wielokrotnie łamali umowy? Start z list partii „KORWiN” w dłuższej perspektywie oznaczający wspieranie konkurencyjnego środowiska politycznego. Jeśli atakujemy jeden wariant należy równie krytycznie przyjrzeć się potencjalnemu sojusznikowi. Przyjmowanie spadów z PiS-u, w tym Górskiego który chciał się załapać do PO i nawet tam go nie chciano. „Galicyjscy autonomiści” na listach. Również ludzie związani z RAŚ-iem. Kowalski bez nadmiernej wylewności i z małą dawką sceptycyzmu komentował obecność śląskich autonomistów u Korwina. Ciekawe czy sojusz Kukiza z RAŚ-owcami również bagatelizowałby w ten sposób. Po błyskotliwym porównaniu Ruchu Kukiza do Ruchu Palikota z powodu odrobiny szczątków szacunku jakie pozostały mi do Kowalskiego przestałem śledzić jego działalność.  Wystarczy porównać osoby które weszły do sejmu z obu  list aby zauważyć jak znaczące są różnice. Należy pamiętać o przekroju  elektoratu z wyborów prezydenckich. „Antysystemowcy” nigdy nie stracili 30% poparcia bo nigdy czegoś takiego nie mieli. Kukiz przekonał do siebie ludzi którzy nigdy nie zagłosowaliby na RN czy partię KORWiN. W obliczu radykalizacji społeczeństwa, a w szczególności młodego pokolenia „mainstream” zaczął promować muzyka który wydawał się bezpieczną opcją przy widmie nadciągającego Grzegorza Brauna. Dostał nawet namaszczenie od Wojewódzkiego. Jednak został przez nich błędnie oceniony i przychylność z dnia na dzień była coraz mniej wyraźna.. W rankingu spadł za Nowoczesną, ZLEW, PO, a nawet neomarksistowska partia RAZEM cieszyła się o wiele większa estymą. Niektórzy chcieliby widzieć u Kukiza samych narodowców i korwinistów pod szyldem „Szczęść Boże”. Ciekawa wizja ale mało realna. Marian pokazał, ze nie jest i raczej nie zostanie politykiem.

 

PiS bierze większość

Jest to ostatnia szansa aby pisowcy pokazali, ze istnienie ich partii ma jakikolwiek sens. 8 lat przygotowywań, huczne zapowiedzi. Dostali to co chcieli. Samodzielne rządy i prezydenta. Nie będzie na kogo zwalać winy, ponoszą pełną odpowiedzialność. Czy podołają nadchodzącym wyzwaniom? Pierwsze oznaki są różnorakie. Z jednej strony dająca się wyczuć lekka dezorganizacja, prawdopodobnie wewnętrzne problemy. Z drugiej oznaki otrzeźwienia przejawiające się między innymi zmianą podejścia do Litwy. Wybór Estonii na pierwsza wizytę musiał dać do myślenia Litwinom. Zauważam również otrzeźwienie w stosunku do USA i Zachodu. Traktowanie PiS-u po tamtej stronie pokazuje, że na nic zdała się uległość. Większość parlamentarna dla najnowszych zwycięzców to coś pozytywnego.  Zdecydowanie odrzucam hasła „PiS, PO jedno zło” ponieważ znajduje się tam wielu wartościowych ludzi. Ale czy uda im się zdominować partyjny beton i działaczy którzy bez problemu odnaleźliby się w PO?

 

Rola narodowców w sejmie?

Gdy jedna partia ma wszystko nie ma co myśleć o byciu języczkiem uwagi. Korzyści wynikające z dostania się do sejmu można wykorzystać do promowania i budowania środowiska. A jest co odbudowywać. Każda partia powinna dążyć do profesjonalizacji i stwarzać warunki najlepszym przedstawicielom aby mogli w 100% skupić się na polityce i  budowaniu organizacji. Jestem przekonany, ze Ruch Narodowy jest potrzebny Polsce. Tylko to środowisko bezpośrednio odwołuje się  i stara kontynuować tradycje polityczne z przeszłości. A jest się do czego odwoływać, zdecydowanie. Dlatego też bardzo sceptycznie podchodziłem do krytyki decyzji o starcie z list Kukiza. Rozliczanie przed skutkami działań jest destrukcyjne. Czas pokaże jak nowi posłowie wykorzystali możliwości do odgrzebywania idei narodowej i tworzenia struktur które być może w przyszłości wezmą udział w budowaniu Polski.

 

Tymczasem pod progiem

RAZEM i KORWiN wywalczyły  finansowanie. Ktoś u góry musi się dobrze bawić. Oba środowiska mają specyficzne podejście do cudzych pieniędzy. Korwiniści jeszcze kilka dni przed wyborami zrobili spektakl przed Sejmem. Przyprowadzili świnki z partyjnymi emblematami. Jednak teraz sami dopchali się do koryta. O rezygnacji z finansowania nawet nie słychać. Hasła: „zlikwidować koryto, a nie zmienić świnie” chyba będą musiały pójść w odstawkę. Ludzie z partii RAZEM również nie zamierzają być konsekwentni. Proponują 75%  podatek dla najbogatszych, ale swoimi pieniędzmi już tak ochoczo nie chcą się dzielić.

Czy dopływ gotówki pozwoli na poważniejsze zaistnienie w polityce? W przypadku RAZEM mam duże wątpliwości.  Sukces wyborczy spowodowany promowaniem na finiszu w mediach i stosunkowo dobry występem lidera na debacie jest ponad stan. Neomarksistowskie środowisko nie dorosło do takich pieniędzy.

Natomiast u Korwina można spodziewać się wszystkiego. Trudno przewidzieć czy pieniądze podziałają destrukcyjnie. A może cementując, bo chyba nic tak nie łączy jak wspólna konsumpcja. Będą w stanie dobrze je wydać? Moim zdaniem u dużej części polityków i członków partii brakuje niezbędnej ideowości i ukorzenienia. Czy któryś korwinista z Rothbardem (fanem ZSRR biorącym udział w radosnych pikietach na część zmarłych amerykańskich żołnierzy w Wietnamie) z tyłu głowy i na koszulce odmówi sobie łatwego zysku. A może powstrzyma go „cnota egoizmu”?

 

Alek Krasuski

Polska dla Polaków. Zawsze!

Tegoroczny Marsz Niepodległości przeszedł pod hasłem „Polska dla Polaków – Polacy dla Polski”. Dla tej lepszej, oświeconej i nowoczesnej części polskiego społeczeństwa stało się to pretekstem do krytyki organizatorów i uczestników największej patriotycznej demonstracji w Europie. Nie zabrakło oskarżeń o rasizm i ksenofobię. Organizatorzy marszu celnie ripostowali, ale kolejny głos w obronie tego hasła jest konieczny, by nie pozwolić lewicowej mentalności zdominować przestrzeń publiczną.

 

 

Kluczem do zrozumienia hasła „Polska dla Polaków”, bo to właśnie ta część budziła największe kontrowersje – jest odpowiedź na pytanie: kim jest Polak? Czy Polakiem może być tylko ten, który w Polsce się urodził i ma polskie korzenie? Nie. O przynależności do narodu nie może decydować tylko i wyłącznie czynnik narodzin na danej ziemi i w konkretnej grupie etnicznej. Owszem, jest to ważne kryterium, ale nie jest ono decydujące w kwestii sprawowania władzy i czerpania profitów z osiągnięć wspólnoty. Do narodu zaliczają się ci, którzy przyjmują dziedzictwo duchowe narodu. Uczestnictwo w życiu wspólnoty narodowej wymaga również gotowości do pracy na rzecz jej rozwoju, a wynika to z poczucia powinności, które każdy członek musi odczuwać.

 

Zatem Polakiem może zostać ktoś, kto nie ma polskich korzeni, ale musi być on jednostką aktywną w życiu zbiorowości, której członkiem chce się stać. Musi uznawać wartości wyznawane przez wspólnotę i musi dążyć do realizacji wspólnych celów. Są to warunki niezbędne do czerpania korzyści z rezultatów wspólnej pracy – pokoleń wcześniejszych i pokoleń współczesnych. Troska o byt tych, którzy przyjdą na nasze miejsce – również stanowi fundament wspólnoty i jej członkowie muszą mieć na uwadze dobro następnych pokoleń. Wypływa to ze świadomości ciągłości trwania narodu i rola tego czynnika nie może być ograniczana w żadnym momencie dziejów.

 

Jeśli tak zdefiniujemy Polaka, to czy hasło „Polska dla Polaków” rzeczywiście jest tak ksenofobiczne i rasistowskie jak usiłują to przedstawić niektóre media i niektóre grupy społeczne? Państwo to organizacja narodu, więc czy chęć umocnienia polskiego narodu na miejscu gospodarza swojego państwa jest zachowaniem godzącym w poczucie sprawiedliwości i przyzwoitości? Czy też może raczej jest naturalną reakcją obronną przed postępującym procesem wynaradawiania? Kim ma być Polak we własnym państwie? Sługą obcych wpływów? Wykonawcą woli innego narodu? Nie ulega wątpliwości, że ci, którzy tak histerycznie zareagowali na hasło „Polska dla Polaków” są po prostu nieświadomi własnych obowiązków wobec narodu – można zaryzykować stwierdzenie, że nie czują się członkami wspólnoty narodowej. Jednak ignorancja nie jest powodem do dumy, a raczej do wstydu, więc nieporozumieniem jest to olbrzymie oburzenie.

 

Polak ma święte i niezbywalne prawo do ustalania zasad panujących w jego domu. I to prawo, przysługuje każdemu narodowi. Zatem nie bójmy się oskarżeń o ksenofobię i rasizm, bo skoro naturalne zachowania są opisywane w ten sposób, to oskarżenia te nie mają już żadnej mocy. To kolejny błąd pseudopostępowej części społeczeństwa, bo szachuje ona wielkimi hasłami i gdy pojawi się prawdziwe zagrożenie, zabraknie nam narzędzi do jego zwalczenia.

 

Polska dla Polaków – Polacy dla Polski! Zawsze!

 

Michał Patyk – sekretarz redakcji i publicysta „Mysl24.pl”, współpracownik portalu „ProstozMostu.Net” oraz kwartalnika „Myśl.pl”.

 

 

Recepty dla służby zdrowia

Od kiedy nastąpił wielki przełom ustrojowy, tj. od 25 lat, trwają nawoływania do przeprowadzenia reformy systemu służby zdrowia. Potrzebę takich reform dostrzegają niemal wszyscy. Niedomagania obecnego systemu można w największym skrócie określić jako ciągły brak wystarczającej ilości środków przeznaczanych na ochronę zdrowia i niezadowalający poziom świadczonych usług medycznych, w czym mieści się także długi okres oczekiwania na poszczególne konsultacje specjalistyczne i zabiegi. Wezwania o reformę nie pozostają bez odzewu. Ciągle podejmowane są próby w tym kierunku, przez co odnosi się wrażenie jakby reforma trwała permanentnie. Jednakże nie są to działania systemowe, zmieniające zasadniczo obraz służby zdrowia, lecz skierowane w określone punkty, stając się nierzadko przyczyną narastającego bałaganu i chaosu.

Ewidentnie widoczny jest brak całościowej wizji, jak docelowo ten system miałby wyglądać. Przykładem takiego cząstkowego i nie do końca przemyślanego działania jest postępowanie wobec Narodowego Funduszu Zdrowia. Raz się go centralizuje (taki stan mamy obecnie) innym razem próbuje się go decentralizować. W tym kierunku idą ostatnio propozycje PIS-u. Miałoby to polegać na podzieleniu NFZ na wojewódzkie oddziały, czyli powrót do rozwiązania, które już testowaliśmy w przeszłości (pamiętne kasy chorych), na które wszyscy narzekali. Przypomnijmy sobie jakimi absurdami owocowało to rozwiązanie, gdy będąc na wakacjach nie mogliśmy skorzystać z pomocy medycznej, gdyż znajdowaliśmy się na terenie działalności innej kasy chorych niż nasza macierzysta, a istniały niedające się przezwyciężyć trudności w przepływie informacji i pieniędzy dotyczących wykonanej usługi medycznej, z której skorzystaliśmy. Istne przywiązanie do ziemi, jak za czasów chłopa pańszczyźnianego. Najczęstsze określenia tamtego stanu rzeczy to ,,bałagan, biurokracja i marnotrawstwo”. Można odnieść wrażenie, które chyba nie jest dalekie od prawdy, że ten kto w danej chwili znajduje się w opozycji, musi wykazać się jakimiś propozycjami zmian w omawianym zakresie, a ze względu na wspomniany brak wizji chwyta się nawet pomysłów już negatywnie zweryfikowanych. Tymczasem jak mówi przysłowie od samego mieszania herbata nie zrobi się słodsza. Dowodem na to, że dla tego w czyim ręku znajduje się ster władzy, służba zdrowia stanowi gorący kartofel, jest rozpaczliwe działanie obecnego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, którego premier postawił pod ścianą, nakładając na niego obowiązek opracowania i wdrożenia reform, które doprowadzą do skrócenia kolejek do usług medycznych. Ministerstwo przedstawiło kosmetyczne propozycje a mając tego świadomość, że nie przyniesie to odczuwalnych efektów, w panice zwróciło się do obywateli o zgłaszanie pomysłów na zmiany. Zrobiono to w formie odezwy do obywateli, którą można było znaleźć na stronach ministerstwa.

Także w związku z powyższym przedstawiamy propozycję dogłębnej zmiany podejścia do organizacji systemu ochrony zdrowia. Niech będzie to wyjściowy materiał do dyskusji. Idealny system jaki można sobie wyobrazić to zupełnie prywatna służba zdrowia, za której usługi obywatele płacą bezpośrednio ze swojej kieszeni ( akademicki przykład, więc zakładamy że społeczeństwo jest bogate i jest go na to stać) lub są ubezpieczeni w prywatnych ubezpieczalniach. Ministerstwo zdrowia w takiej sytuacji nie istnieje, gdyż nie ma dla niego uzasadnienia. Wiadomym jest, że takiego modelu z dnia na dzień nie da się wprowadzić, choć niektórzy dogmatycy nie widzą z tym trudności i domagają się natychmiastowej prywatyzacji całej służby zdrowia, tak pod względem finansowym jak i samych podmiotów świadczących usługi medyczne. My stoimy na stanowisku, że koszty społeczne takiego szokowego rozwiązania, są nie do przyjęcia. Mamy biedne społeczeństwo, ubezpieczalnie prywatne w zakresie tzw. podstawowej opieki zdrowotnej o powszechnym zasięgu nie istnieją. Osoby, które przez całe życie nie zaprzątały sobie głowy tym kto i w jaki sposób będzie ich leczył, gdy zajdzie taka potrzeba, które nigdy nie przeczytały uważnie żadnej umowy, mimo że ją podpisali (np. na telefon), nie będą sobie wstanie poradzić, gdy wrzucimy ich z dnia na dzień ,,na głęboką wodę”. Można oczywiście przyjąć pogląd, że jak ktoś się nie interesuje lub czegoś nie rozumie, to ponosi na własnej skórze skutki, jednak jest to nieodpowiedzialna postawa, gdy uwzględnimy, że przez cale życie wmawiano tym ludziom, że w razie czego, ktoś się zawsze nimi zajmie. Skutkiem takiego radykalnego rozwiązania byliby umierający po kątach. Nie możemy takiej sytuacji zakładać i się na nią godzić. Zresztą, podobne działanie byłoby krótkotrwałe, gdyż władza, która by się na nie zdecydowała, zostałaby przy najbliższych wyborach zmieciona.  Zatrzymałem się nieco dłużej nad uzasadnieniem dlaczego nie postulujemy natychmiastowego wprowadzenia prywatnej służby zdrowia, ponieważ niektórzy ortodoksi mogliby zarzucać UPR niedostatek czystości ideologicznej. W niniejszym opracowaniu proponujemy rozwiązania realne. Opowiadamy się za maksymalnie szybkimi ale mimo wszystko, ewolucyjnymi zmianami. Nikt nie ma prawa do poświęcania całych pokoleń w imię realizowania swoich wyobrażeń na konstrukcję społeczeństwa. Przyjmujemy zatem w naszej propozycji, że przez nie dający się obecnie określić czas, podstawowa opieka medyczna musi być dostępna dla każdego, tak naprawdę niezależnie od tego, czy jest ubezpieczony czy nie. Konsekwencją tego jest konieczność utrzymania składki z przeznaczeniem na służbę zdrowia, płaconej przez każdego pracującego. Takie rozwiązanie zakłada także, że w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej jest ona dostępna dla każdego w takim samym zakresie, niezależnie od wysokości płaconej składki. Reforma będzie dokonywana na żywym organizmie, zatem sposób jej przeprowadzania powinien w jak najmniejszym stopniu oddziaływać negatywnie na bieżące funkcjonowanie służby zdrowia. Przy wyżej poczynionych spostrzeżeniach główne założenia planowanej reformy to:

  1. Pieniądze powinny iść za konkretnym pacjentem.
  2. Państwo nie zajmuje się bieżącym kierowaniem podmiotami świadczącymi usługi medyczne. Nie ma z góry określonej, preferowanej formy własnościowej placówek medycznych. Panują jednakowe zasady funkcjonowania bez względu na formę własności.  

Wierzymy, że dzięki zmianom organizacyjnym istnieje możliwość zdecydowanego poprawienia jakości funkcjonowania służby zdrowia w ramach posiadanych obecnie środków. W 2013r. wydaliśmy na zdrowie (w formie wydatków publicznych) 65 mld zł. W związku z tym opracowanie i wdrożenie jakiegoś rzeczywiście przemyślanego pomysłu, może przynieść znaczne efekty. Jest zatem nad czym się zastanawiać i o co zabiegać. W pierwszej kolejności,  należy określić co chcemy uzyskać. Z góry wiadomo, że w służbie zdrowia można ,,utopić” dowolną ilość pieniędzy. Nie ma na świecie na tyle bogatego państwa, które byłoby wstanie sfinansować idealny możliwy do wyobrażenia system opieki zdrowotnej. Podstawowy problem jaki diagnozujemy, to nierównowaga pomiędzy ilością pieniędzy zebranych w formie składki (wydatkami publicznymi na świadczenia zdrowotne) i zakresem świadczeń, które uznano, że należy gwarantować. Ta rozbieżność jest przyczyną nierównowagi pomiędzy popytem na usługi medyczne a możliwą do zaoferowania podażą, za posiadane środki. Skutkiem tej nierównowagi są nieakceptowalne w zestawieniu z tempem rozwoju schorzeń, kolejki oczekujących (po kilka miesięcy a czasem lat czekania) oraz tzw. nadwykonania usług. Gdy lekarze w placówkach widząc konieczność leczenia (bo fizyczne możliwości leczenia istnieją lecz brak jest finansowych) zestawiają wartości - pieniądze albo czyjeś życie lub zdrowie – zgodnie z przysięgą Hipokratesa i zwykłym ludzkim odruchem, wybierają życie i zdrowie. W ten sposób narastają długi poszczególnych placówek. Niebagatelną przyczyną tej sytuacji jest również fakt, że państwo wcześniej czy później, pod presją opinii publicznej, decyduje się zaciągnięte długi spłacić. Mieliśmy już kilkakrotnie do czynienia z taką sytuacją w przeszłości. Po każdym takim resecie miało nastąpić nowe otwarcie, z zapowiadanym brakiem szansy na powtórne zadłużanie. Po przedstawieniu powyższych faktów musimy się zastanowić jakie mamy wyjścia. Nie trzeba być wybitnym analitykiem by stwierdzić, że alternatyw nie ma wiele. Po pierwsze można działać na rzecz zwiększenia wpływów (oznaczałoby to podniesienie wysokości składki zdrowotnej). Po drugie, ograniczenie koszyka świadczeń zdrowotnych ( z założeniem bycia konsekwentnym w jego realizacji). Po trzecie, należy się przyjrzeć efektywności funkcjonowania (organizacji) służby zdrowia. Czwartą możliwością jest stworzenie miksu z trzech poprzednich możliwości w określonej z góry proporcji wobec siebie. Na wstępie odrzucamy wszelkie rozwiązania zakładające wzrost obciążenia pracujących zwiększoną składką zdrowotną.

Przystępując zatem do formułowania, nomen omen, recept na uzdrowienie polskiej służby zdrowia, należy na wstępie stwierdzić, że w ciągu minionych lat wolnej Rzeczpospolitej, nie dopracowano się systemu obiektywnej wyceny świadczeń zdrowotnych. A od tego należy zacząć. Minister Arłukowicz, wśród propozycji reform, wymieniał w ubiegłym roku pomysł wynajęcia niezależnej instytucji, która będzie wyceniała te usługi. W naszej opinii nie jest to dobry pomysł z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze byłoby to rozwiązanie kosztowne (i z całą pewnością z tendencją wzrostową w przyszłości). Po drugie, podatne na wpływy korupcyjne. Ze względu na to, że znaczna część opieki zdrowotnej przez długi czas będzie jeszcze publiczna, proponujemy powołanie na wzór rzeczników patentowych i sędziów sądowych, niezależnych i niezawisłych ekspertów medycznych, lekarzy, którzy skatalogują usługi medyczne (kuracje) i je z pomocą ekonomicznych asystentów oszacują. Na tej podstawie powstałyby cenniki podobne do tych np. w budownictwie (SECOCENBUD), które są bazą do wykonywania kosztorysów. Następnie uwzględniając statystki, częstość występowania chorób itd. określilibyśmy na co nas stać i na podstawie tego opracowano by koszyk świadczeń gwarantowanych. Następnie resort zdrowia wystawia te usługi z cennikiem na liście ogłoszeń. Wtedy placówki, świadczące usługi zdrowotne - prywatne, samorządowe lub o mieszanej strukturze własności - ogłaszają w swojej ofercie, które usługi przyjmują do realizacji. W ten sposób uporalibyśmy się z kolejną patologią obecnego systemu zdrowia tj. kontraktami. Nie miałaby już miejsca sytuacja, gdy placówki zdrowia poddawane są szantażowi przez NFZ, a w razie nie podpisania kontraktu grozi im bankructwo, natomiast ludzie, którzy dotychczas korzystali z usług danej placówki, skazani są na kierowanie się do innej, w wielu przypadkach, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, znacznie oddalonej.     Powstałoby coś na kształt giełdy, którą można byłoby obserwować i korygować ceny usług w zależności od podaży i stanu kolejek. Równocześnie należy umożliwić ludziom dopłaty do usług (w celu skrócenia czasu oczekiwania). Stworzyć centralną bazę usług, gdzie można będzie znaleźć usługę na terenie całego kraju (można iść o zakład, że powstaną przy szpitalach hoteliki, w celu umożliwienia przenocowania pacjentów przybywających z daleka jak również propozycje wygodnego transportu – wszystko przygotowane przez świadczeniodawców zabiegających o klientów).

 Składka na świadczenia podstawowe z koszyka ma być zbierana tak jak obecnie centralnie i NFZ pozostanie centralny (należy uczciwie skonstatować, że koszty funkcjonowania NFZ są niskie, kształtują się na poziomie 1proc. zebranej składki). Jednym z technicznych rozwiązań, choć być może w trakcie dyskusji czy dopracowywania pomysłu zrodzą się być może lepsze, mogłoby być wprowadzenie elektronicznych kart, które posiadałby każdy obywatel, na której notowane byłyby usługi, z których skorzystał(próba podobnego rozwiązania była już w Polsce czyniona, w czasie istnienia kas chorych, chciano wprowadzić Elektroniczne karty ubezpieczenia zdrowotnego ale niestety nie udało się wtedy, choć poniesiono już znaczne koszty jej wdrożenia). Ze względu na to, że daje się zaobserwować zapisywanie się do różnych specjalistów na ,,zapas” przez osoby dysponujące dużą ilością czasu (emeryci, renciści), które wizyty u lekarza traktują jako atrakcję kulturalno-towarzyską (tak niestety czasami się zdarza), proponuje się, aby pierwsza wizyta na dane schorzenie była płatna. Do ustalenia będzie jaka byłaby to kwota. Stanowiłaby ona barierę wobec traktowania wizyt u lekarza w wymieniony sposób. Zapewne przyczyniłoby się to skrócenia kolejek. Kolejne wizyty, gdy okaże się, że zdiagnozowane schorzenie znajduje się w koszyku, nie byłyby już płatne indywidualnie. Przebieg kuracji byłby losowo kontrolowany przez niezależnych i niezawisłych ekspertów. Miałoby to na celu wyeliminowanie nadużyć. Udowodnione fałszerstwo popełnione przez podmiot świadczący usługi oraz lekarza, byłoby surowo karane – być może konieczna byłaby modyfikacja prawa karnego odnosząca się do przestępstw tego rodzaju. Byłoby to uzasadnione ze względu na wagę tych nadużyć i szczególny kredyt zaufania jakim muszą cieszyć się lekarze. W proponowanym rozwiązaniu NFZ docelowo nie zajmowałby się operacyjnym prowadzeniem i nadzorowaniem placówek służby zdrowia, inwestycjami, zakupem sprzętu. Jedyną jego troską byłoby leczenie pacjentów oraz nadzór nad leczeniem oraz obiektywnymi cenami za usługi. Poważną bolączką polskiej służby zdrowia, która w przypadku niepodjęcia działań zaradczych będzie się pogłębiać, jest trudność w dostępie do zawodu lekarza dla absolwentów medycyny. Musi nastąpić zmiana w tym zakresie. Należy stworzyć system ułatwiający ten dostęp, oferować stypendia i staże (do spłaty po podjęciu pracy).

Zmierzając do modelu docelowego, którym będzie całkowicie prywatny system opieki zdrowotnej należy umożliwić (także opracowując odpowiednie prawo) powstanie prywatnych ubezpieczalni. Firmy te powinny mieć możliwość umieszczania w swych ofertach dokonywanie dopłat do świadczeń podstawowych przez co ich klienci mogliby krócej czekać w kolejce. Zapewne taki punkt znalazłby się w ich ofercie, ze względu na konkurencję innych firm. Można sobie wyobrazić jak mógłby działać taki rynek, na którym ubezpieczalnie miałyby współpracujące na stałe z nimi placówki zdrowia, a w związku z tym prowadzona byłaby cała polityka z tym związana tj. zakupów, rezerwacji i handlu tymi usługami. Kolejnym zadaniem NFZ, na którym mogłoby się skupić, a przez pozbycie się operacyjnego prowadzenia placówek zdrowotnych miałoby na to czas, byłoby monitorowanie stanu zdrowia społeczeństwa i inicjowanie rozwiązań minimalizujących zachorowania. Wiadomo przecież że profilaktyka jest najtańszą formą utrzymania zdrowia. W przyszłości mogłoby to znacznie wpłynąć na ograniczenie wydatków na leczenie. Modyfikacją, która musiałaby zaistnieć w nowym systemie byłoby zapewnienie w pierwszej kolejności dla ludzi pracujących dostępu do usług medycznych znajdujących się w koszyku. Natychmiastowa diagnoza i leczenie pozwala na szybki powrót do pracy. Rozwiązanie w tym kierunku były już wprowadzane np. określone godziny przyjęć dla ludzi pracujących, jednak znikły one z rynku. Placówki zdrowia nie miały odpowiedniej motywacji do ich podtrzymania. Dla przychodni nie ma różnicy czy przyjmie emeryta czy pracującego. Sztuka jest sztuka. Z ekonomicznego punktu widzenia utrzymywanie różnorodności jest bardziej kosztowne niż jednolita usługa. Kolejnym ważnym punktem reformy powinien być system refundowania leków. Należałoby zastosować niezwykle ścisłe naukowe podejście, aby zapewnić najlepszy stosunek ceny do efektu leczenia danym medykamentem.

Bardzo ważnym elementem systemu ochrony zdrowia jest ratownictwo medyczne. W naszej opinii  powinno być ono traktowane jako element bezpieczeństwa narodowego (tak jak policja, straż pożarna, wojsko) i podstawowa jego sieć obejmująca całą Polskę, powinna być państwowa. Powyżej przedstawiliśmy naszą propozycję jakościowej zmiany systemu ochrony zdrowia. Niech stanie się ona przyczynkiem do poważnej dyskusji nad tym palącym problemem.

 

Tomasz Pióro- wiceprezes UPR, absolwent zarządzania finansami oraz podyplomowych studiów zarządzania nieruchomościami. Działa w Polskim Towarzystwie Kierowców. Publicysta tygodnika Polska Niepodległa oraz Gazety  Finansowej.

                                                                                                                                           

 Tekst opublikowany na łamach nr 32 kwartalnika Myśl.pl

 

 

 

 

 

 

Powyborcze przemyślenia

W ostatnią niedzielę miliony Polaków udały się do lokali wyborczych w celu oddania głosu w wyborach parlamentarnych. Tym razem oferta polityczna była bardzo szeroka. 
Minioną „elekcję” należy uznać bez wątpienia za wyjątkową. Pierwszy raz po roku ‘89 antysystemowe siły dysponowały realnym poparciem, które przełożyło się na wyniki procentowe. Abstrahując od wielu rozbieżności wewnątrz antysystemowego frontu, cieszy fakt, że tak wielu Polaków jest po prostu niezadowolonych z „cyrku”, który ma miejsce po 1989 roku. Popatrzmy, że parę lat temu rozbicie zacementowanego układu uchodziło za coś praktycznie niemożliwego, nierealnego. Dziś mamy do czynienia z sytuacją zdecydowanie inną. „Wachlarz” ugrupowań obecnych w Sejmie uległ znacznej zmianie.

Pamiętam jak przed paroma laty, rozmawiając ze znajomymi wspominałem o siłach politycznych niewchodzących w skład mainstreamu politycznego.  Z zasady słyszałem następujące odpowiedzi: „co Ty, przecież i tak tylko PO i PiS się liczą”, „nikt się nie przebije przez po-okrągłostołową sitwę”, „głosowanie na mniejsze ugrupowania to strata głosu”. Dziś ci sami ludzie mają całkowicie odmienne zdanie na ten temat. Aktualnie w pewien sposób modne stało się bycie „antysystemowym”. Cieszy mnie ten fakt, mimo że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to pewnego rodzaju trend, niepoparty niestety żadnymi głębszymi przemyśleniami czy ideologią. Przynajmniej w większości. Polacy po prostu znudzili się po-okrągłostołowym układem, co należy jednak uznać za wielce pożyteczne. Przestały ich rajcować te same „wieczne” gęby w telewizji. Nie interesują ich ludzie (mowa tu o „weteranach” systemu), których bez wątpienia można uznać za politycznych  impotentów. Ich obietnice są znane od wielu lat i tak samo znany jest fakt, że kompletnie nic z nich nie wynika. Są to obietnice bez pokrycia. Kompletnie bezowocne, tak samo jak ich działania.

„Układ” pokazał wielokrotnie, że nie potrafi zadbać o interesy Polski i Polaków. Myślę, że co do tego mało kto ma wątpliwości.
Bardzo cieszy mnie fakt, a przynajmniej wrażenie pewnej zmiany, która polega na swoistym (przynajmniej częściowym) wyeliminowaniu słynnego syndromu „głosu straconego”,  który w mojej opinii jest głównym czynnikiem mogącym zabetonować każdą niemal scenę polityczną. Pozbycie się go nie nastąpiło co prawda w takiej skali w jakiej bym tego chciał, lecz powolne postępy bez wątpienia widać.  Jest to w mojej opinii bardzo dobra wróżba.

To co cieszy mnie najbardziej (czego zresztą nie trudno się domyślić znając moje poglądy polityczne) to wprowadzenie do Sejmu RP grona osób o poglądach narodowych sensu stricto (z list komitetu wyborczego Kukiz’15). Większość z nich znam osobiście i jestem pewien, że w sposób godny będą reprezentować naszą ideę – Ideę Narodową. Mam nadzieję, że przyczyni się to do promocji światopoglądu nacjonalistycznego, a tym samym wzmocni narodowe skrzydło polskiej sceny politycznej do tego stopnia, że w następnych wyborach parlamentarnych będzie możliwy samodzielny start zakończony sukcesem. Jak będzie - czas pokaże, ale z całą pewnością należy stwierdzić, że taka sytuacja, jaką mamy obecnie, daje wiele nowych możliwości i otwiera wiele zamkniętych do tej pory „drzwi”.

Martwi mnie natomiast obecność Petru i jego partii w parlamencie, uważam to ugrupowanie za siłę zdecydowanie szkodliwą dla interesu narodowego Polaków. Z kolei brak lewicy w sejmie bardzo mnie cieszy (zwłaszcza takich jej przedstawicieli jak Janusz Palikot), tak samo jak spektakularna przegrana Platformy Obywatelskiej.

Podsumowując, widzę przed nami nowe możliwości lecz jak zostaną wykorzystane -  czas pokaże. W porównaniu do poprzedniego składu parlamentarnego,  trudno nie zauważyć pozytywnych  lub wręcz bardzo pozytywnych (jak wejście przedstawicieli Ruchu Narodowego do sejmu) zmian.

Na sam  koniec pragnę z miłą chęcią złożyć moim Kolegom gratulacje z powodu dostania się do Sejmu RP. Jestem pewien, że jako posłowie będą walczyć o nasz interes narodowy.

Powodzenia! Czołem Wielkiej Polsce!

 

Mateusz Pławski – wiceprezes warszawskiej struktury Młodzieży Wszechpolskiej, prezes MW Warszawa-Południe, członek partii Ruch Narodowy.

 

Narodowy kapitalizm

Gdy socjalizm chylił się ku upadkowi, Polacy masowo zaczęli rozwijać zręby gospodarki wolnorynkowej, tworząc różnorakie przedsiębiorstwa, zarówno produkcyjne, jak i handlowe. Ten proces został jeszcze przyspieszony przez uchwalenie, przez rząd Rakowskiego, ustawy  o faktycznej wolności gospodarczej. I w sytuacji ogromnego zrywu budowania podstaw nowej, opartej o zasady wolnego rynku, gospodarki zostały wprowadzone tzw. reformy Balcerowicza.

Otóż Balcerowicz także chciał budowy gospodarki kapitalistycznej w Polsce. Jednak w przeciwieństwie do milionów Polaków, którzy postanowili budować nowy ustrój gospodarczy własną pracą, przedsiębiorczością i pomysłowością, rząd Tadeusza Mazowieckiego, w którym Balcerowicz kierował polityką gospodarczą postanowił oprzeć budowę polskiego kapitalizmu nie na bazie entuzjazmu gospodarczego Polaków, a w oparciu o kapitał zagraniczny. Temu założeniu została podporządkowana cała polityka gospodarcza, w tym otwarcie naszego kraju na niekontrolowany napływ kapitału obcego, także w tych dziedzinach, jak handel, w których polska przedsiębiorczość rozwijała się bardzo dynamicznie. jej symbolem stała się prywatyzacja, często za bezcen i bez odpowiednich zabezpieczeń dla funkcjonowania prywatyzowanych przedsiębiorstw. Został stworzony cały system wsparcia dla kapitału obcego, niedostępnego dla rodzącej się polskiej przedsiębiorczości. Stworzono system, w którym deklarowana wolność gospodarcza, nie miała nic wspólnego z dawaniem szans na rozwój odradzającej się polskiej przedsiębiorczości. Nic też dziwnego, że z poszczególnych sektorów polska przedsiębiorczość zaczęła być wypychana. Bowiem ta rodząca się przedsiębiorczość nie dysponowała wystarczającymi środkami finansowymi by konkurować z miażdżącą przewagą  kapitału obcego. Ta polityka preferencji obcego kapitału nie miała nic wspólnego z wolnym rynkiem, bo niszczyła odradzającą się polska przedsiębiorczość.

W rezultacie polityki Balcerowicza i jego kontynuatorów doprowadzono do zbudowania gospodarki o charakterze neokolonialnym, z dominująca  rolą kapitału obcego, gospodarki opartej o tania siłę roboczą i transferującą zyski poza granice naszego państwa. Gospodarki, która nie ma szans dogonić najbardziej rozwiniętych gospodarek naszego kontynentu. Neokolonialny charakter tej gospodarki najbardziej widać w handlu, który nie tylko został zdominowany przez kapitał obcy, ale dziś mamy do czynienia z dobijaniem polskiego handlu. Dzieje gospodarki światowej nie znają przykładu rozwiniętej gospodarki, w której handel jest w rękach kapitału obcego. Po prostu handel, to krwioobieg gospodarczy i najłatwiejszy sposób akumulacji kapitału potrzebnego do inwestowania także w inne sektory gospodarcze. Bez własnego handlu żadna gospodarka nie jest w stanie wyrównać dysproporcji z najbardziej rozwiniętymi gospodarkami, pozostanie bowiem peryferyjna i neokolonialna.

Dziś po ponad 25 latach uprzywilejowania kapitału obcego w polskiej polityce gospodarczej należy stwierdzić iż kapitalizm budowany na bazie kapitału obcego nie jest w stanie zapewnić Polakom, ani pracy, nadal pozostaje wysokie bezrobocie i związana z tym ogromna emigracja zarobkowa młodego pokolenia, ani nie jest w stanie doprowadzić do wyrównania poziomu życia Polaków z mieszkańcami Europy zachodniej. Polacy zarabiają od jednej trzeciej do jednej czwartej zarobków pracowników Europy Zachodniej, przy porównywalnej pracy. Co więcej polityka gospodarcza oparta o uprzywilejowanie kapitału obcego, czego ostatnim przykładem jest koncesja, dana kanadyjskiej spółce,  wydobywania miedzi w okolicach Głogowa, pomimo że KGHM starał się o tą koncesję , nie jest w stanie także zapewnić wyrównania rozwoju technologicznego naszego kraju. Nadal polska gospodarka ma charakter peryferyjny wobec gospodarek zachodnich. To także oznacza że wpadamy w pułapkę w pułapkę krajów tzw. średniego rozwoju. To znaczy że nigdy, w oparciu o ten model polityki gospodarczej nie będziemy w stanie dogonić poziomu najbardziej rozwiniętych krajów Zachodu. Polityka rozwoju gospodarczego w oparciu o kapitał obcy skazuje naszą gospodarkę na trwała peryferyjność i neokolonialną eksploatację.

Dlatego zasadniczym wyzwaniem naszego kraju, jest radykalna zmiana polityki gospodarczej. Trzeba odrzucić model polityki opartej o preferencje kapitału obcego i wprowadzić politykę opartą na patriotyzmie gospodarczym. To oznacza likwidacje wszelkich przywilejów  kapitału obcego  i w miejsce tych przywilejów należy wprowadzić politykę wsparcia dla rozwoju kapitału rodzimego. W sytuacji przynależności Polski do Unii Europejskiej, tak radykalna zmiana samej podstawy polskiej polityki gospodarczej, jest znacznie trudniejsza, niż w sytuacji gdy nie byliśmy członkiem Unii. Nie mniej jest możliwa, pomimo faktu, ze większość ustawodawstwa gospodarczego jest już wytworem instytucji unijnych. Państwo polskie nadal ma bowiem wiele instrumentów regulacyjnych przy pomocy których może kształtować własną politykę ekonomiczną. To właśnie przy pomocy określania parametrów regulacyjnych można preferować przedsiębiorstwa rodzime, zwłaszcza w różnego rodzaju przetargach. Dzięki takiej polityce można pomóc im w rozwoju. Także przy pomocy polityki podatkowej należy zlikwidować uprzywilejowanie kapitału obcego, a także zlikwidować różnego rodzaju furtki pozwalające na wyprowadzanie kapitału obcego.

Najpilniejszą sprawą jest obrona polskiego handlu. Tymczasem Sejm uchwalił ustawę znoszącą obowiązek otrzymywania zgody samorządu na otwieranie większych sklepów niż o powierzchni 400m2.Ta ustawa, to kolejny cios w dobijanie polskiego handlu. Powtarzam, bez własnego handlu będziemy gospodarką postkolonialną. Dlatego trzeba także przy pomocy działań antymonopolowych doprowadzić do zmniejszenia udziału zagranicznych supermarketów w polskim handlu. Także trzeba bronić praw polskich producentów, którzy są wykorzystywani poprzez zagraniczne supermarkety, które zmuszają ich do sprzedawania swoich produktów pod obcą marka. Takie praktyki powinny być zakazane.

Jest wiele sposobów by pomóc polskim sklepom i polskim producentom. Każde państwo prowadzi politykę wspierania rodzimej przedsiębiorczości Tylko  państwa neokolonialne, w których wytworzyła się specyficzna burżuazja kompradorska obsługująca obce interesy, uprzywilejowuje przedsiębiorstwa zagraniczne. To właśnie ta burżuazja kompradorska, jest strukturalna barierą wprowadzenia w Polsce polityki gospodarczej opartej o zasady patriotyzmu ekonomicznego. W jej interesie działają także zdominowane przez kapitał obcy media, propagujące zachowania i politykę służącą obcym interesom. Trzeba zdecydowanie odrzucić tą obcą propagandę propagującą neoliberalizm służący partykularnym interesom kapitału obcego. Także należy ujawniać egoistyczne interesy kompradorskiej neoburżuazji żyjącej z obsługi kapitału obcego. To w ich interesie jest utrzymanie neokolonialnego charakteru polskiej gospodarki. I dlatego też trzeba pozbawić ich wpływu na kształtowanie polskiej polityki gospodarczej.

Polska może się dynamicznie rozwijać, może tworzyć nowe miejsca pracy i zapewnić wszystkim Polakom godziwe zarobki, ale to wymaga radykalnej zmiany polityki gospodarczej. Polityki, która będzie dążyła do wyrwania naszego kraju z ekonomicznych peryferii i postawi na rozwój rodzimej przedsiębiorczości. W przeciwieństwie do twierdzeń neoliberalnych kolonizatorów, pieniądz ma narodowość. I pieniądz powinien być w polskich rękach. Jeżeli będzie się rozwijała polska przedsiębiorczość, to z owoców tego rozwoju będzie korzystał równomiernie cały naród, także pracownicy. Natomiast kontynuacja neokolonialnego modelu rozwoju będzie zawsze przyczyną pauperyzacji i emigracji Polaków za pracą tam, gdzie jest ona lepiej płatna. Dlatego zasadniczym celem polskiej polityki musi być przywrócenie kategorii interesu narodowego i patriotyzmu gospodarczego w polskiej polityce gospodarczej i jej dekolonizacja w postaci wsparcia rozwoju rodzimej przedsiębiorczości.

 

Marian Piłkahistoryk, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej

 

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy