Dziś jest czwartek, 17 sierpnia 2017 roku. Imieniny : Anity, Elizy, Mirona

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Polityka

Fałszywy i naiwny argument "miłosierdzia"

W ostatnim czasie, przy okazji sporów dotyczących kwestii imigrantów, lub tzw. "uchodźców" bardzo często padają następujące stwierdzenia "jesteście chrześcijanami, więc musicie im pomóc" lub "chrześcijańskie miłosierdzie nakazuje wam ich przyjąć". Przy okazji warto zaznaczyć, że w większości uciekają się do takich zabiegów osoby, które na co dzień opluwają religię chrześcijańską, a Kościół Katolicki w szczególności.

Warto zdawać sobie sprawę z faktu, że tego rodzaju argumenty są całkowicie fałszywe i na całe szczęście większość społeczeństwa to widzi.

Zacznijmy od kwestii związanych ze "stopniowaniem" miłosierdzia. Według mnie oczywistym jest fakt, że miłosierdzie należy w pierwszej kolejności okazywać przedstawicielom mojej społeczności, w tym przypadku mojego narodu. Sprowadzając osoby całkowicie obce kulturowo, narażamy nasz naród na to, co stało się w ostatnich latach na zachodzie Europy. Jest to działanie całkowicie destrukcyjne. Sprowadzanie osób, które w żaden sposób nie są kompatybilne do naszej społeczności, które nie czują żadnych więzów z nami, prowadzi po prostu do "rozmycia" narodu, a w konsekwencji do jego destrukcji. Kwestie etniczne, nie są (wbrew temu co wielu ludzi twierdzi) mało ważne. Są  wyjątkowo znaczące, ponieważ więź etniczna jest jedną z więzi pierwotnych, naturalnych. Kwestie kulturowe są tak naprawdę kwestiami wtórnymi wobec tych wynikających z uwarunkowań etnicznych. W tym przypadku, okazując owo "miłosierdzie" "uchodźcom", okazujemy brak miłosierdzia własnej społeczności, własnemu narodowi. Zaraz zwolennicy sprowadzania ich do Polski powiedzą, "oni uciekają przed wojną", "są biedni". Ile biednych ludzi  żyje w Polsce? Mnóstwo. To im powinniśmy pomagać, tymczasem nasze państwo nie jest w stanie zapewnić im godnego bytu.

 

Kolejną kwestią jest sfera bezpieczeństwa. Imigranci (jak pokazują przykłady z zachodu), są bardzo często  ludźmi niebezpiecznymi i trzeba to mówić otwarcie. Wyznanie religijne, którego są przedstawicielami, nie zmienia w tym aspekcie kompletnie nic. Bez względu na to, czy dany imigrant jest muzułmaninem czy chrześcijaninem, stanowi potencjalne zagrożenie. Nie życzę sobie jako Polak, by moja rodzina, bliscy, znajomi, byli narażeni na fizyczny atak. Co więcej, nie chcę nawet, by prawdopodobieństwo takiego ataku wzrastało. Należy zdawać sobie sprawę z faktu, że każda ilość przyjętych obcych etnicznie i kulturowo osób jest dodatkowym zagrożeniem. Z każdą ilością przyjętych imigrantów prawdopodobieństwo takiego zagrożenia wzrasta. Zgadzając się na to, okazałbym brak miłosierdzia, a może nawet brak miłości wobec mojej rodziny, bliskich.

 

Warto "pochylić" się także nad kolejnym argumentem zwolenników sprowadzania ''uchodźców" do naszego kraju. Chodzi mi mianowicie o twierdzenia związane z zagrożeniem wojennym. "Ci ludzie uciekają przed wojną", "chcą ratować życie". Według mnie, w takim przypadku przyjmowanie ich byłoby działaniem szkodliwym wobec nich samych. Słowo "uchodźcy" piszę w cudzysłowiu, ponieważ większość z nich, a konkretnie 80%, to młodzi i sprawni fizycznie mężczyźni. Powinni bronić własnej ojczyzny, a nie uciekać do Europy. Przecież kraje zachodu mogłyby organizować obronę ludności przed ISIS. Można by dostarczać broń oraz inne środki, aby wspomóc ludność w walce z terrorystami. Można? Oczywiście że tak, co więcej, powinno się. Przyjmując ich natomiast do krajów europejskich doprowadzamy do sytuacji, w której kolejne tereny są zajmowane przez ISIS, co zwiększa prawdopodobieństwo przypływu kolejnych imigrantów lub wręcz zachęca ludność tamtych terenów do przyjazdu do Europy i tworzy się z tego pewnego rodzaju perpetuum mobile. Może to mieć jeszcze bardziej opłakane skutki, ponieważ nie dość, że doprowadza się do zalewu krajów europejskich przez obcych kulturowo i etnicznie przybyszów, to w dodatku umacnia się pozycję Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie. Chyba widać wyraźnie, że jest to działanie absurdalne oraz podwójnie szkodliwe.

 

Trzeba również spojrzeć na kwestie kulturowe. Sprowadzanie obcych na nasze tereny, będzie prowadziło do niszczenia (poprzez "rozmycie") naszej kultury. Dorobek, który był gromadzony przez wieki, może zostać zaprzepaszczony w bardzo krótkim okresie czasu. Jest to zachowanie podłe wobec własnej kultury i tradycji.

 

Jak widać opisywane "miłosierdzie", jest w istocie brakiem prawdziwego Miłosierdzia (tym razem celowo z dużej litery). Na całe szczęście, ostatnie sondaże pokazują, że Polacy są przeciwni sprowadzaniu imigrantów lub jak kto woli "uchodźców" do naszego kraju. Miejmy nadzieję, że chociaż w tym wypadku Polak okaże się mądry przed szkodą, a nie po szkodzie. Dlatego trzeba mówić jasno, i bezkompromisowo, kwota imigrantów i "uchodźców" do przyjęcia przez Polskę ma wynosić 0 (zero)!

 

Mateusz Pławski – wiceprezes warszawskiej struktury Młodzieży Wszechpolskiej, prezes południowo-warszawskiego koła MW, członek partii Ruch Narodowy

 

 

Hitler też był imigrantem

Czasami rzeczywistość prześciga fikcję literacką. Przykładowo gdy kilkanaście dni temu usłyszałem z ust Janusza Korwin-Mikkego o „obozach koncentracyjnych” dla imigrantów puściłem to mimo uszu. Ot, taki zwyczaj, że Korwin po prostu musi raz na kwartał palnąć coś z repertuaru III Rzeszy. Tym razem jednak lider KORWiN-y wykazał się prawdziwym darem profetycznym,  natomiast kreatywność naszych zachodnich sąsiadów przeszła najśmielsze oczekiwania.

Nie tylko uznali oni za stosowne gromadzić „uchodźców” w obozach koncentracyjnych ale poszli krok dalej. Wykazując się iście germańską skłonnością do rozwiązań praktycznych, wykorzystali już gotowe obiekty, pamiętające jeszcze czasy kanclerza Adolfa Hitlera.

Internetowy fake? - niestety nie. Jak dość zgodnie doniosły media grupa „uchodźców” została zakwaterowana na terenie KL Buchenwald. Gwoli uczciwości muszę napisać, że władze zarzekają się, że umieszczenie imigrantów (dla niepoznaki zwanych uchodźcami) w obozach koncentracyjnych jest rozwiązaniem tymczasowym i przejściowym. Mam jednak nieodparte wrażenie, że administracja wspomnianego kanclerza używała podobnych argumentów.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że Hitler sam był imigrantem i podobnie jak obecna fala pseudo-uchodźców przybył do Niemiec z Austrii. Jako niesłusznie wzgardzony artysta bardzo ubogacił kulturowo Niemcy. Do tego stopnia, że po kilku latach jego rządów III Rzesza zaczęła ubogacać kulturowo swoich sąsiadów. Nas ubogacili do tego stopnia, że znaleźliśmy się na granicy biologicznego przetrwania. Nic więc dziwnego, że do kolejnych pomysłów naszych zachodnich sąsiadów podchodzimy ze zdrową rezerwą.

Żarty żartami, ale w istocie rzeczy powodów do śmiechu nie mamy zbyt wiele. Niemcy po niewczasie odkryli cały obłęd swojej polityki i zamknęli granice. A to oznacza, że czeka nas podwójny kłopot. Pierwszy z Niemcami, którzy będą chcieli nam przedmiotowych imigrantów wcisnąć. Drugi z samymi imigrantami – co głupsi z nich nie mogąc dostać się do Niemiec spróbują dobić się do Szwecji. Na skróty, na przykład przez Polskę.

Jednak obecnie owi nieszczęśni imigranci, powiedzmy to sobie jasno, nie są problemem Polski. Są problemem Niemiec. Paradoksalnie ich pogląd na potencjalny pobyt w naszym pięknym kraju jest zbieżny z poglądem większości Polaków. Ani oni nie chcą przyjeżdżać do nas, ani my nie chcemy ich widzieć u siebie.

Choćby dlatego na wszelkie sugestie eurofaszytów począwszy od neonazistowskiego pohukiwania Schulza, poprzez zawoalowane groźby Frau Merkel aż po smętne pijackie tyrady Junckera, suwerenny rząd niepodległego państwa powinien mieć jednoznaczną odpowiedź. Coś w rodzaju dyplomatycznej wersji wyciągniętego środkowego palca.

Kłopot w tym, że obecnie niepodległość Polski jest sprawą mocno dyskusyjną. Natomiast rząd... cóż. Pamiętam różnych premierów. Byli wśród nich krętacze, cynicy, głupcy i złodzieje. Natomiast jak dotąd nie było żadnego kretyna/kretynki. Niestety Ewa Kopacz zdaje się nie zaniechać niczego by rozszerzyć naszą perspektywę intelektualną w tym zakresie.

O bezpieczeństwo Polski najlepiej chyba dba dziś premier…Węgier. Premier Słowacji broni naszej racji stanu na arenie międzynarodowej, a premier Wielkiej Brytanii tworzy miejsca pracy dla Polaków. W tym czasie pani Kopacz jeździ Pendolino i stawia lody. Konkludując tą przydługą dygresję z żalem stwierdzam, że im dłużej przyglądam się poczynaniom „premiery” tym bardziej jestem przeświadczony że na koniec obecnej kadencji wachlarz epitetów przynależnych byłym Prezesom Rady Ministrów poszerzy się o przywołane przed chwilą, niechlubne określenie.

Obstawiam, że pani Kopacz będzie robić w przedmiotowym temacie to, co potrafi najlepiej, czyli robić to, co jej każą. W tym konkretnym przypadku realizować politykę Berlina. Postąpi zatem najprawdopodobniej w sposób doskonale sprzeczny z polskim interesem narodowym.

Zanosi się więc na to, że lewica doczeka się w końcu namiastki tego muli-kulti, które tak bardzo zachwala. A my wszyscy, chciał nie chciał, przekonamy się jak bardzo lewicowa teoria różni się od życiowej praktyki.

Jedyną bodaj zaletą takiej sytuacji będzie rozwiązanie zagadki, która nurtuje mnie od dłuższego czasu: Jak to się dzieje, że największymi zwolennikami sprowadzenia tu islamskiej dziczy są feministki, homoseksualiści i inne postępowo-lewicowe dziwolągi? W końcu wystarczy włączyć Youtuba żeby sprawdzić co miłujący pokój wyznawcy proroka robią z takowymi stworami. „Kochających inaczej” przykładowo, na ogół uczą latać, a to w taki sposób, że zrzucają ich z dachów najwyższych dostępnych lokalnie budynków. Natomiast krnąbrne niewiasty (a feministki są krnąbrne z definicji) czeka całe spectrum rozrywek począwszy od polewania kwasem a skończywszy na kamieniowaniu.

Kto wie, może dla naszych prowincjonalnych postępowców nawet śmierć jest lepsza niż życie w opresyjnym, patriarchalnym, postchrześcijanskim społeczeństwie? Mój prosty, chłopski rozum tego nie ogarnia, ale podchodzę do tematu z pokorą. W końcu są na świecie rzeczy, które się nie śniły filozofom.

 

Przemysław Piasta – historyk i przedsiębiorca, prezes stowarzyszenia „Tak dla Poznania”, w latach 2005-2006 wicemarszałek województwa wielkopolskiego.

 

 

 

 

Żeby Polska była Polską

Historia głosi, że jeszcze nie tak dawno temu były czasy, gdy świat podzielony był na prawie 200 różnych państw. Większych lub mniejszych, bardziej lub mniej do siebie podobnych, lecz odrębnych, różniących się narodowością, przebytą historią, a przede wszystkim kryterium, decydującym o istnieniu każdego bytu narodowego – poczuciem tożsamości narodowej. Pełnej dumy identyfikacji ze swoimi rodakami oraz podporządkowaniem życia społecznego, a przede wszystkim kierunku działań realizowanej polityki czynnikowi najważniejszemu – racji stanu. Historia głosi wreszcie, że dla wymienionych powyżej wartości narody gotowe były wyjść na barykady, przelewając ostatnie krople krwi w imię wyższych celów w obronie spuścizny, pozostawionej przed przodków, z poczuciem odpowiedzialności za przyszłe pokolenia, czego piękny przykład stanowią nasi wielcy, polscy bohaterowie. Czy rzeczywiście czasy aż tak bardzo się zmieniły, a nowoczesność musi wytyczać własny szlak, odcinając się usilnie od wszystkiego, co nosi znamiona przeszłości? A może to my nie potrafimy udźwignąć tego wielkiego zadania, które na nas spoczywa, jako na członkach narodu?

Jednym z najważniejszych zadań każdego świadomego obywatela, powinna być troska o losy własnego narodu. Troska wyrażana nie tylko codziennym życiem, lecz pośrednio przenoszona także na wybieraną przez siebie reprezentację, co zakłada przewidywana przez obecny system instytucja demokracji przedstawicielskiej. Instytucja, w której rozumieniu obrane władze, obdarzone przez wyborców zaufaniem, jak sama nazwa wskazuje – reprezentują ich zdanie zarówno na forum parlamentu, jak i wobec opinii międzynarodowej. I zaciągając kredyt tego zaufania, poprzez każde wypowiadane słowo, obieraną postawę, podejmowane działania, zabiegają o to, aby obywatele czuli, że mają realny wpływ na jakość życia politycznego, że są chciani we własnym kraju i przede wszystkim – że czują się w nim bezpiecznie. No to teorii byłoby na tyle. Jak jest w Polsce?

 

Ostatnimi czasy, polską – i nie tylko – scenę polityczną wypełniają budzące niezwykłe emocje spory na temat dyktatu Unii Europejskiej, narzucającego nam przyjęcie określonej liczby imigrantów, pod pretekstem niesienia pomocy uciśnionym wojennymi zawirowaniami mieszkańcom innych kontynentów. Temat ten budzi tyle kontrowersji, że przenika niemal do każdej sfery życia społecznego, wypełnia większość serwisów informacyjnych i portali społecznościowych, które niemal każdego dnia zalewa coraz to potężniejsza fala obraźliwych, prześmiewczych komentarzy. Można by oczywiście ubolewać w tym miejscu nad poziomem owych dyskusji, gdyż jak najbardziej na to zasługuje, jednak nie to wzbudza najwięcej wątpliwości. Najbardziej niepokoi fakt, że rzeczowych argumentów nie usłyszymy również od decydentów politycznych, tak entuzjastycznie otwierających  granice oraz że rządzą nami ludzie, którzy kompletnie nie dostrzegają, bądź nie chcą dostrzegać tragicznych konsekwencji decyzji, którą zamierzają w najbliższym czasie podjąć i której z taką zapalczywością bronią.

 

Zapewne zdecydowana większość Polaków nie pozostaje obojętna wobec ludzkiego cierpienia. Nikt spośród zdrowo myślących nie godzi się na przemoc, ucisk niewinnych. Własne, bolesne doświadczenia z nieodległej historii, wydaje się, że nauczyły nas pewnej empatii wobec prześladowanych przez wojenny reżim. Nie oznacza to jednak, że mamy wychodzić przez szereg i ściągać ich masowo do swojej Ojczyzny. I nie chodzi tu bynajmniej o izolowanie się na arenie międzynarodowej, szerzenie nienawiści czy postaw ksenofobicznych, lecz o odrobinę zdrowego rozsądku. Bo w imię czego mamy narażać własne rodziny, własne dzieci, by pomagać obcym? I to w dodatku tym, którzy bynajmniej nie żywią do nas szczególnej sympatii, czego dowód okazali niejednokrotnie. W imię czego mamy narażać naszą kulturę narodową i religię chrześcijańską? W imię solidarności europejskiej? A której – tej z Jałty, czy może dowodu niezawodnej lojalności naszych zachodnich przyjaciół z 1939 r.?

 

95 lat temu nowo odrodzony naród polski ocalił zachodnią Europę przed inwazją komunizmu. Dokładnie 332 lata temu nasi rodacy uratowali całą chrześcijańską Europę przed nawałą islamu. W tym kontekście, rzeczywiście – zgodzę się z panią, powołaną do sprawowania funkcji premiera, możemy mówić o długu – ale Europy, względem Polaków, nigdy odwrotnie! A wygłaszanie wszem i wobec kłamliwych opinii, że jesteśmy coś dłużni Europie, za lata II wojny światowej, jest najjaśniejszym wyrazem ignorancji i zdrady własnego narodu. No chyba że służy się innej Ojczyźnie, to by się zgadzało.

 

Nie możemy po raz kolejny ulegać dyktatowi Unii Europejskiej. Nie w tej kwestii, gdyż on prawdziwie i w nie tak odległej perspektywie doprowadzi do upadku naszej narodowości. Być może ktoś szyderczo wyśmieje te pełne obaw słowa, zestawiając to zadeklarowane 12 tysięcy imigrantów z ponad 30 milionami Polaków. I być może miałby ten ktoś rację, gdyby nie prawo Unii, zezwalające pomnożyć tę liczbę przez 10. I nie piszę tego z powodów rasistowskich, nie wartościuję wyznaniem, jednak decydując się na przyjęcie imigrantów wypadałoby trochę poznać ich naturę. Wypadałoby przyjąć do wiadomości ich zdeklarowaną wolę walki aż do tryumfu islamu, ich własną hierarchię, której bynajmniej nie po drodze z demokracją oraz ich misję zasiedlania Europy i za nią całego świata.  Dopiero wówczas, świadomi powyższych konsekwencji, możemy wyrażać otwarcie swoje stanowisko – czy chcemy przekształcenia Europy w jedną wielką mieszankę multi - kulti? Czy chcemy, aby Polskę – naszą Ojczyznę, odróżniały od innych państw jedynie wytyczone na mapie granice?



Jan Pietrzak, przywołując waleczne walki naszych przodków o wolność śpiewał:
I kto szablę mógł utrzymać
Ten formował legion, wojsko.
(…) Żeby Polska była Polską!
Ale my, niepomni na świadectwo historii, otwierajmy dalej granice i wynośmy na sztandary hasła tolerancji. Tylko nie zdziwmy się, jak sztandar ten z czasem wyprze miejsce naszej odrębności narodowej. 

 

Natalia Pochroń - studentka Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim, redaktorka Wzrastania, blogerka, historyczka z zamiłowania, rekonstruktorka, animatorka ŚDM 2016.

Upadek Europy, czyli o rządach ignorantów

Atmosfera wokół imigrantów z każdym dniem robi się coraz gorętsza. Zwolennicy przyjmowania biednych i pokrzywdzonych islamskich wojowników spokojnie wyrażają swoje poglądy w internetowych czeluściach, a przeciwnicy oddawania Europy hordzie szalonych wyznawców religii pokoju są kneblowani i blokowani. Tak wygląda spór w Internecie. A jak wygląda w rzeczywistości? Bardzo podobnie. Zwolennicy mogą organizować demonstracje poparcia obecnej polityki rządu, a przeciwnicy są odsyłani z kwitkiem i w dodatku określa się ich mianem nazistów.

 

 

Ze zdumieniem obserwuję poczynania prawdopodobnie najbardziej nieudolnego premiera RP w historii. Przerażają czyny i martwią słowa premier Ewy Kopacz. Jak jeśli nie strachem i niedowierzaniem w irracjonalność można reagować na słowa o europejskiej solidarności, z której korzystała Polska w trakcie II WŚ. Pani premier nigdy nie słyszała o postawie naszych sojuszników podczas walk z Hitlerem? Nie czytała o pomocy, która nie nadeszła podczas Powstania Warszawskiego? Pani premier nie wie co ustalano w Jałcie? O tym, jak sojusznicy traktowali naszych żołnierzy Pani premier też nic nie wie? O historii gen. Stanisława Maczka czy gen. Stanisława Sosabowskiego w Kancelarii Premiera też nikt nie słyszał? Zatem o jakiej europejskiej solidarności ma czelność mówić człowiek, który stoi na czele rządu polskiego?! Jak to możliwe, że osoba, która ma bronić godności i interesu polski na arenie międzynarodowej pozwala, by wspomnianą godność opluwali ludzie, którzy solidarność widzą tylko wtedy, gdy szukają frajera, któremu można wcisnąć tysiące imigrantów?!

Wstydu Pani nie ma – Pani premier. Jednak ciężko oczekiwać innej postawy po reprezentancie środowiska, które na słowa o głodzie polskich dzieci reaguje buczeniem i śmiechem.

 

To, co obecnie dzieje się w Europie nie jest początkiem kryzysu tożsamości europejskiej. To jeden z końcowych etapów cywilizacji, którą stworzył Stary Kontynent. Wyjałowiona Europa jest niezwykle łatwym obszarem do kolonizacji i silny, zorganizowany Islam zamierza wykorzystać naszą słabość. Odejście od wartości chrześcijańskich – fundamentu europejskiej tożsamości, postępujący kult przeciętności i bierności, powszechna demoralizacja społeczeństw europejskich, brak wizji prawdziwie zjednoczonej Europy prowadzi nas ku przepaści i odnoszę wrażenie, że państwa Zachodu zaczynają uświadamiać sobie, że upadek Europy nie jest już ponurą przepowiednią, a faktem. Bo właśnie tak odczytuję wymuszanie na państwach Europy Środkowo-Wschodniej przyjęcia nowych rzesz imigrantów. Kapitulacja tej części Europy pod naciskami skrajnych ignorantów będzie skutkować niewyobrażalnym wręcz zagrożeniem dla przyszłości Starego Kontynentu. Jednak mimo wszystko wierzę, że z tego kryzysu możemy wyjść silniejsi. Coraz więcej osób dostrzega realne niebezpieczeństwo płynące do nas wraz z łodziami imigrantów. I jest to dla mnie dobry znak, bo osoby dotąd nie zainteresowane sprawami społecznymi i politycznymi w wymiarze krajowym i europejskim, teraz otwierają oczy. I jeśli potrzebowaliśmy wspólnego wroga, by połączyć swe siły – to tego wroga otrzymaliśmy i czas teraz na mądre kroki. A mądrym krokiem nie jest otwieranie swoich bram dla tych, którzy Europejczyków uważają za „niewiernych”, a w europejskich kobietach widzą towar, który należy zgwałcić i zamordować.

 

Mam również nadzieję, że wszyscy powołujący się na chrześcijańskie wartości, będą powoływać się na nie, gdy wrócimy do dyskusji o in vitro, aborcji, eutanazji itd. Wierzę, że wtedy chrześcijaństwo również będzie dla nich decydującym argumentem. Bo plucie na te wartości, odchodzenie od nich i powszechne wyśmiewanie ich towarzyszy Europie od kilku dziesięcioleci. I jeśli teraz ktoś chce sobie wycierać nimi ręce, by uzasadnić przyjmowanie imigrantów, to jest zwykłym cynikiem. Warto tu również przypomnieć słowa Prymasa Tysiąclecia: „„Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzymy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej ojczyzny. (…) Naprzód umocnić musi swoją ojczyznę, a gdy to zrobi, pomyśli o innych, o sąsiadach. Niestety, u nas dzieje się trochę inaczej – „zbawia” się cały świat, kosztem Polski.” Droga Pani Premier - mówiąc „Prymas Tysiąclecia” mam na myśli kardynała Stefana Wyszyńskiego. Tylko przypominam, bo być może w Kancelarii Premiera o tym też zapomniano.

 

Kończąc, chcę wyrazić swoją wiarę w to, że w przyszłości będę mógł powiedzieć, że jestem Polakiem i Europejczykiem, a nie mieszkańcem Eurabii.

 

 

Chwała Wielkiej Polsce! Chwała Europie suwerennych narodów!

 

 

Michał Sebastian Patyk -  student Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim, sekretarz redakcji i publicysta „Mysl24.pl”, współpracownik portalu „ProstozMostu.Net” oraz kwartalnika „Myśl.pl”.

Stanowcze NIE w sprawie przyjmowania imigrantów!

W ostatnim czasie bardzo dużo słyszymy o tematyce imigrantów. Potężne państwa Europy Zachodniej, starają się zmusić Polskę (oraz inne kraje regionu), do przyjęcia pewnych "kwot" imigrantów z terenów Bliskiego Wschodu i Afryki. Jak wszyscy dobrze wiemy, obecny polski rząd jest wyjątkowo uległy wobec potężnych państw UE (Niemcy, Francja, itp.). W przeciwieństwie do niektórych przywódców, nie potrafi postawić się otwarcie, i przeciwstawić tym naciskom (było to niestety widać wielokrotnie bardzo wyraźnie). Nie powinno nas to zbytnio dziwić. Dobrze wiemy, że interes narodowy, jest ostatnią rzeczą, jaką obecna polska władza jest zainteresowana. Należy zdawać sobie sprawę, jak ważny jest jasny i stanowczy sprzeciw w tej sytuacji. Warto pamietać do jak tragicznych skutków, doprowadziło wpuszczanie imigrantów na terytorium Europy Zachodniej. Postaram się w poniższym artykule skupić na tym "gorącym" i jakże ważnym temacie.

Pierwszą kwestią jest bez wątpienia aspekt kulturowy. Ci ludzie nie mają z Polską nic wspólnego, nie są w żaden sposób związani z naszą tradycją i kulturą. Nie zależy im na naszym dobru i rozwoju. Nasza cywilizacja, nie ma nic wspólnego z tą, którą oni reprezentują. Są po prostu zwyczajnie obcy i trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Należy jasno o tym mówić. Oczywiście, media głównego nurtu "przypną" od razu łatkę ksenofoba. Trudno. Musimy bowiem pamiętać, że pewna doza ksenofobii jest konieczna, co więcej jest jednym z waruków, umożliwiających przetrwanie. Jeżeli ktoś jest pozbawiony ksenofobii, to po prostu upadnie w ten sposób, jak upada obecnie Europa Zachodnia. Nie pozwólmy, by nasz kraj spotkało to samo.

Kolejną kwestią jest religia, którą owi "uchodźcy" wyznają. Jest to, jak wszysycy dobrze wiemy (wbrew temu co trąbią liberalne media), Islam. To, że wmawiają nam, że "uchodźcy" to chrześcijanie, jest całkowitą nieprawdą. Wiele lat temu, podobna retoryka była stosowana w krajach zachodu. Okazywało się później, że albo była to całkowita nieprawda. Albo zaraz po przyjeździe chrześcijan, przyjeżdżali muzułmanie. Mamy tu do czynienia z dobrze znaną techniką "małych kroków", najpierw tysiąc, potem dwa tysiące, potem kilkadziesiąt, etc. Zera cały czas rosną, liczba wzrasta (co widzimy obecnie na skutek przecieków z rozmów pomiedzy poszczególnym przywódcami państw UE), a napływ staje się nie do powstrzymania. Nie można do tego dopuścić. Trzeba powiedzieć głośne, wyraźnie, i stanowcze NIE!
Islam nie jest "religią pokoju" jak wszyscy wiemy. Wśród "uchodźców" jest wielu terrorystów z ISIS, oraz innych organizacji, co jest publicznie wiadome na całym świecie. Nie można pozwolić, by takie jednostki przenikały do naszego społeczeństwa. Poza tym, wiemy do czego duża obecność muzułmanów doprowadziła na zachodzie Europy. Doprowadziła do tragedii. Obecnie w niektórych państwach, "etniczni obywatele" stanowią mniejszość! Nie pozwólmy na to! Swoją drogą, bez względu na to jakiego wyznania byliby owi imigranci, nie należałoby ich przyjmować.

Kolejnym aspektem tematu, są bez wątpienia kwestie socjalne. Imigranci potrafią "doić" państwa w których się znajdą z olbrzymią siłą. Odczuwają to na swoich "kieszeniach" bogate kraje UE. Nawet one, mają wielki problem ze stratami budżetowymi wywołanymi przez opisywanych "przybyszów". Co dopiero Polska, której nie stać na zapewnie godziwych warunków swoim obywatelom. Chyba widać wyraźnie, że byłby to absurd.

Zwolennicy sprowadzania "uchodźców" odwołują się z zasady do "argumentu miłosierdzia", próbując w ten sposób grać na emocjach. Co więcej, usiłują sugerować, że my, jako chrześcijanie mamy obowiązek ich przyjmować (co ciekawe mówią to głównie ludzie lewicy, którzy na co dzień kpią z religii) . Pamiętajmy jednak, że mamy moralny obowiązek dbać przede wszystkim o swój naród. Sprowadzanie obcych kulturowo imigrantów, niszczy narody, co widać wyraźnie w wielu państwach (co podkreślam w tym tekście wielokrotnie i zamierzam to robić, ponieważ trzeba to przyznawać z całą stanowczoscią). Co więcej, są to bardzo często ludzie niebezpieczni, co zauważamy wyraźnie po ostatnich zajściach na Węgrzech i w Grecji. Sprowadzenie ich byłoby okrucieństwem wobec własnego narodu.

Kolejną próbą przekonywania, jest sugerowanie, że owi "uchodźcy" celowo w cudzysłowie, to "kobiety i dzieci, i należy im pomóc." Tak się składa, że w 80% są to młodzi mężczyźni. Jak widać wyraźnie, kolejne zakłamanie, mające wzbudzić politowanie (swoją drogą, bez względu na to, kim mieliby być owi uchodźcy, nie należałoby ich przyjmować, z przyczyn podanych wcześniej). Nie dajmy się zmanipulować. Warto też wspomnieć, że wbrew temu, co niektórzy twierdzą - gdy imigranci już się osiedlą w danym kraju, praktycznie nie ma szans na odesłanie ich z powrotem.

Ludowe przysłowie brzmi następująco, "Polak mądry po szkodzie". My jednak pokażmy, że tym razem "Polak mądry przed szkodą". Nie pozwólmy na kpienie z nas, i zmuszanie, do podejmowania niekorzystnych dla nas kroków. Mówmy stanowcze NIE! Bez żadnych kompromisów. W tym wypadku każdy kompromis może doprowadzić do tragedii. Wiele narodów przekonało się o tym dobitnie. Przed tym całym "medialnym gadaniem" badania opinii publicznej pokazywały wyraźnie, że Polacy nie chcą przyjmowania obcych kulturowo imigrantów. Dziś, większość sondaży obecnych w mediach, w przypadku których mamy do czynienia z innymi wynikami, jest zmanipulowana. Nie trudno dojść do takiego wniosku. Wydaje się to oczywiste. Jeszcze raz głośne, i stanowcze nie w kwestii sprowadzania imigrantów! Bądźmy mądrzy wcześniej.

 

 

Mateusz Pławski, wiceprezes warszawskich struktur Młodzieży Wszechpolskiej, prezes koła MW Warszawa – Południe. Członek partii Ruch Narodowy.

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy