Dziś jest środa, 18 października 2017 roku. Imieniny : Hanny, Klementyny, Łukasza

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Polityka

W stronę większości

Kilka miesięcy temu Ruch Narodowy po raz pierwszy wziął udział w swoistym ogólnopolskim teście popularności jakim były wybory do europarlamentu. Nasza formacja po raz pierwszy stanęła w szranki demokratycznych wyborów, w których pokazała z jednej strony całkiem niezłą sprawność organizacyjną, istnienie ideowych struktur pokrywających znaczną część kraju, dostrzeżoną i docenioną nawet przez przeciwników kampanię internetową oraz telewizyjną. Z drugiej strony Ruch osiągnął dość słaby wynik na poziomie 1,4 procent stawiający formację ledwie na marginesie głównych sił politycznych w naszym kraju.

Oczywiście na wyborach świat się nie kończy i nie sposób nie dostrzec, że narodowcy w ciągu ostatnich kilku lat wykonali ogrom pracy, który pozwolił na powrót do debaty publicznej idei narodowej jak również na znaczną zmianę profilu ideowego młodego pokolenia, jednakże w realnym teście na popularność tylko ponad 1 procent głosujących wyborców dokonało wyboru naszej opcji. Na taki a nie inny wynik wpływ miało zapewne wiele czynników (w tym słaba rozpoznawalność Ruchu poza gronem użytkowników nowoczesnych mediów, istnienie silnego, werbalnie bardzo konserwatywnego PIS-u, czy wolnościowy program rozpoznawalnego od lat i na swój sposób charyzmatycznego JKM) jednakże nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rację miał Adam Wielomski, który w udzielonym w maju 2013 r. konserwatyzm.pl. wywiadzie zwrócił uwagę, że największym problemem Ruchu Narodowego jest skierowanie przez niego oferty programowej tylko i wyłącznie do nacjonalistycznie patrzących na świat młodych mężczyzn i chłopców pomiędzy 14 a 25 rokiem życia. Ponieważ połowa zwolenników Ruchu nie ma jeszcze praw wyborczych gwarantuje to wynik wyborczy jedynie w okolicach 1 proc. głosów. Nie chce mi się w tym miejscu polemizować z absurdalnymi zarzutami dotyczącymi rzekomego „wpatrzenia” liderów Ruchu w publicystów PIS-u, czy twierdzeniem iż naszym głównym programem jest odzyskanie Wilna czy Lwowa, ale w swoim podstawowym zarzucie Wielomski w dużej części ma chyba wyjątkowo rację. Nie da się ukryć, że obecna oferta programowa Ruchu skierowana jest na próg góra kilkuprocentowy, a tym samym istotnym pozostaje pytanie co dalej – co Ruch Narodowy musi zrobić aby zbudować elektora pozwalający na realny wpływ na instytucje publiczne w naszym kraju? Niniejszy artykuł jest próbą odpowiedzi na to pytanie i podzielenia się kilkoma uwagami, które wydają się wspólne dla osób z mojego pokolenia, które są zaangażowane lub sympatyzują z Ruchem. Jest on pisany z perspektywy działacza narodowego mającego obecnie w okolicy 40 lat, który wspiera RN nie dlatego że całkowicie utożsamia się z jego programem i wizerunkiem, ale dlatego że czując wewnętrzną potrzebę wspiera ideową działalność młodszych kolegów, którzy potrafią dotrzeć do pokolenia młodszego ode mnie o 15-20 lat.

25 +

Wydaje się, że kluczem do zbudowania szerszego elektoratu dla Ruchu Narodowego jest obecnie dotarcie również z przekazem do pokolenia 25-40 latków, pokolenia które w dużej mierze (choć nie tylko) można zdefiniować jako młoda polska klasa średnia, ludzi którzy w znacznej mierze mają poczucie, iż obecna klasa polityczna żyje w całkowitym oderwaniu od ich problemów. Pokolenie to głosuje na partie obecnego układu politycznego stanowiąc istotną część ich zaplecza wyborczego jednakże w dużej mierze czyni tak z konieczności wywołanej brakiem poważnej, realnej alternatywy. Badania prowadzone na Zachodzie wskazują, że właśnie pozyskanie tego elektoratu stało się fundamentem sukcesów wyborczych odnoszonych tam przez formacje narodowe. Sukcesy zachodnich partii nowej prawicy czy tez prawicy narodowej prowadzą do jeszcze jednego wniosku – pozyskanie tego elektoratu jest po prostu możliwe. Nie oszukujmy się jego pozyskanie wymagałoby wykonania przez nas znacznej pracy jednakże w mojej ocenie w dalszej perspektywie umożliwiłoby to nam wyjście ze swoistego getta, w którym się obecnie znajdujemy. Nauka z doświadczeń zachodnich prowadzi do wniosku, iż praca ta musiałaby uwzględniać również uniknięcie „zarażenia” w czasie tej zmiany wirusem nadmiernego pragmatyzmu ideowego, które dotknęły formację Finiego czy obecny Front Narodowy we Francji. Przyznam się, że byłbym rozczarowany gdyby efektem takiej zmiany było powstanie jakiejś nowej, letniej odmiany polskiego konserwatyzmu. Tym samym istotnym jest aby zmiana dotyczyła de facto sposobu mówienia o pewnych problemach, a nie dostosowania na siłę programu do oczekiwań tej grupy. Punktem wyjściowym do pozyskania średniego pokolenia jest zrozumienie, że ludzi tych cechuje znaczny pragmatyzm, który zrodził się w nich w wyniku konieczności troski o rodzinę, prowadzony interes czy zwyczajnie wykonywaną pracę. Ludzi tych rzadko interesują nazbyt abstrakcyjne rozważania o wartościach przez duże W, ale już przemawia do nich „mowa konkretów”, które z tych abstrakcyjnych rozważań mogą dla nich wnikać. Nie oznacza to, ze wartości te nie są dla nich cenne. Po prostu czujemy, że można je sprawdzić tylko w konkretnym działaniu. Pragmatyzm ten polega również na zrozumieniu, że realna polityka polega na odróżnieniu w polityce idealnych bytów do których dążymy, a tym co w danym miejscu i czasie jest możliwe do realizacji. Prawidłowość tą odkrył już Platon, który u schyłku życia przeszedł z idealizmu na pozycje pragmatyczne konstruując możliwe do zrealizowania w jego ocenie w ówczesnej Grecji państwo „drugiego rzędu”. Dylematy typu albo rewolucja narodowa albo nic są dla tej grupy po prostu abstrakcją i dowodem na nieznajomość przez „młodych” mechanizmów rządzących realnym życiem. Grupa 30-to, 40-to latków lubi programy i ludzi wyrazistych ale nie lubi nadmiernych doktrynerów i radykałów. Tym samym musimy posiadać w Ruchu mechanizm eliminacji (na szczęście nielicznych u nas) wariatów i oszołomów, którzy pojawiają się wokół każdego projektu politycznego celem prowadzenia w nim swoistego trollingu. Nie bez znaczenia jest również (wynikający w dużej mierze z naszej tradycji) wolnościowa optyka „klasy średniej”, której nie pozyska się na dłuższą metę programem głoszący totalną konfrontację z całym światem czy wprowadzającym zakazy i ograniczenia (nawet jeżeli miałyby one dotyczyć nielubianych przez nie grup społecznych, etnicznych itd.).

Klucze do sukcesu

Reasumując kluczem do pozyskania tej grupy wydaje się połączenie idealizmu i pragmatyzmu, pokazanie iż istnieją połączenia pomiędzy tymi dwoma – wydawałoby się odległymi planetami – i pokazanie że nacjonalizm nie jest ruchem tylko i wyłącznie „młodych krzykaczy” z abstrakcyjnymi odwołaniami do Boga, Honoru i Ojczyzny (jak jest niestety postrzegany) ale programem, który realizuje w/w hasła w szeregu konkretnych, racjonalnych, pragmatycznych i w dużej mierze opartych na podejściu wolnościowym projektach. Co istotne aby przekonać tych ludzi do siebie musimy dokonać jeszcze jednej ważnej rzeczy – musimy w dużej mierze żyć i wyglądać jak klasa średnia – muszą mieć poczucie że jesteśmy jej częścią. Nie przekonamy ich grupą 20 latków mówiących o potrzebie promocji rodziny czy wypowiadająca się o gospodarce. Nie uwierzą nam ponieważ w ich opinii nie wiemy o czym mówimy. Musimy więc dorosnąć, okrzepnąć, wejść w dorosłe życie pracować tam gdzie oni, zamieszkać pośród nich, zdobywać pozycję zawodową. Tym samym potrzebujemy po prostu czasu. Sukces polityczne odniesiemy, gdy będziemy potrafili sukces zawodowy połączyć z triadą, o której wspominał ś.p. Gustaw Potworowski z „Grupy Szańca” – z patriotyzmem, uczciwością i mądrością polityczną. Sukces odniesiemy gdy odrzucimy pogardę za to co jest w nich mieszczańskie i zrozumiemy na gruncie solidaryzmu narodowego, że nie zbudujemy niczego w totalnej konfrontacji do ich świata ale jedynie wtedy gdy zaprzęgniemy ich do realizacji naszych wspólnych ideałów. Młodzi mają w ruchu bardzo duży ładunek pozytywny – dają mu świeżość, autentyczność, młodość i dynamikę. Mają również minusy – ich radykalizm jest mało skuteczny poza przysłowiową ulica, a ponadto z boku ich działalność przypomina bardziej zabawę w politykę niż realną pracę polityczną (piszę tutaj o wrażeniach a nie o rzeczywistości). Naszemu ruchowi jest potrzebny również nieco inny radykalizm - taki który nie objawia się aż tak bardzo przed kamerami telewizyjnymi, nie charakteryzujący się werbalną przesadą obliczoną na wyprowadzenia z równowagi ideowych wrogów (a przez to nadmiernie mobilizujący naszych przeciwników i dając im siłę do walki z nami), ale który objawi się konsekwencją w realizacji założonych celów w momencie gdy te cele będzie można już realizować. Radykalizm ten zakłada, że niekonieczne trzeba krzyczeć wszystko co się myśli i planuje całemu światu w twarz, ale trzeba postarać się zrealizować to co się planuje gdy przyjdą ku temu możliwości. W dzisiejszych czasach gdy w dobie kryzysu ukraińskiego tak dobitnie czujemy słabość naszego państwa istnieje potrzeba jego wzmacniania poprzez budowę własnego potencjału ekonomicznego, reformę struktur państwa, budowę silnej, dumnej wspólnoty narodowej wyleczonej z kompleksu „pawia i papugi”, budowy nowoczesnego systemu odstraszania militarnego (jest to szersze pojęcie niż tylko budowa silnej armii). Moim zdanie wokół tak zdefiniowanych celów jesteśmy w stanie zgromadzić poparcie społeczne ludzi z roczników 25 +.

Fundacja

Jeden z najciekawszych pisarzy fanatastycznonaukowych Isaac Asimow stworzył począwszy od lat 50-tych XX wieku- serię opowiadań pod nazwą „Fundacja”, która opisywała chylące się ku upadkowi imperium, którego elity postanowiły przetrwać swój upadek i odrodzić imperium na nowo. Jak zwrócił uwagę Lech Jęczmyk cykl ten stała się przewodnikiem tajnych służb ZSRR w przetrwaniu upadającego kolosa. Dziś nie mamy wątpliwości, iż służby te przetrwały upadek państwa sowieckiego, w nowym kostiumie ożywiły odwieczną rosyjską idę imperialną. W mojej ocenie projekt Asimowa świetnie definiuje czym powinien być współczesny Ruch Narodowy – musi być fundacją, która zachowa nasze polskie, zachodnie dziedzictwo przez okres współczesnej smuty, nada mu nową formę i przygotuje nas do odrodzenia w nowej, nadchodzącej rzeczywistości. Musi być miejscem gdzie powstaną projekty, które będziemy realizować za kilka-kilkanaście lat. Czeka nas więc długi marsz i przygotowywanie się do zmiany pokoleniowej w naszej polityce, która dotknie nie tylko Jarosława Kaczyńskiego i jego otoczenia ale również leciwego JKM. Marsz ten musi polegać na budowaniu instytucji i gromadzeniu wokół nich ludzi i środków ponieważ właśnie za pomocą instytucji dokonuje się kontrrewolucji, czy jak kto woli rewolucji narodowych. Bardzo ważnym wyzwaniem jest znalezienie formuły działania dla członków ruchu wchodzących w życie dorosłe. Niestety regułą było dotychczas, iż osób tych nie potrafiono zatrzymać dotychczasowa formułą organizacji ruchu dostosowanych do potrzeb organizacji młodzieżowych. Właśnie budowane instytucje powinny być miejscami, gdzie ludzie ci mogliby w miarę swoich możliwości wspierać umiejętnościami i finansami nasze projekty. Ważne w tym kontekście jest budowanie silnych więzi wewnątrzśrodowiskowych i trudnej nauki rozsądnego (niekonfliktowego) postępowania z tymi koleżankami i kolegami, którzy z różnych powodów nie wytrzymają czekania i zasilą inne byty polityczne. Doświadczenie uczy, że lepiej starać się rozstawać bez zbędnych konfliktów ponieważ nigdy nie wiadomo kiedy wspólne drogi zejdą się ponownie i zaistnieje potrzeba wspólnej pracy. Budowanie silnego ruchu społecznego musi odbywać się poprzez jeszcze mocniejsze zaangażowanie w nowoczesne media, które obecnie stanowią najtańszą i najskuteczniejszą formę dodarcia do potencjalnych wyborców. Nie bez znaczenia będzie tutaj obraz Ruchu, który korzystając z nowoczesnych mediów odbierze monopol na informację od mainstreamu jak również będzie budował nowoczesne i profesjonalne oblicze tworzonego Ruchu. Czeka nas więc mozolne i pracowite gromadzenie aktywów w postaci budowania coraz większego elektoratu składającego się z ludzi młodych i klasy średniej, zaplecza instytucjonalnego i finansowego, które w momencie erozji PIS-u i KNP pozwoli na zajęcie jak największego miejsca po prawej stronie labiryntu. To będzie początek poważnej gry, ale jak będzie ona później wyglądała w dużej mierze zależy od naszych dzisiejszych wyborów.

 

Łukasz Moczydłowski – rocznik 1975, warszawski adwokat, krytyczny apologeta polskiego nacjonalizmu, prezes warszawskiej MW w II połowie lat 90-tych, Szef Zespołu Prawnego Marszu Niepodległości, ekspert Fundacji Centrum Grabskiego.

Tekst opublikowany na łamach nr 32 kwartalnika Myśl.pl

 

 

 

 

 

"Krul" obrażony

Na Adama Małeckiego – wiceprezesa Młodzieży Wszechpolskiej posypały się gromy po jego wypowiedzi o hailującym „Krulu” (w teatrzyku na deskach teatru PolitykaWPolsce w rolę „Krula” wciela się Janusz Korwin-Mikke). Czy słowa, które padły w wywiadzie dla portalu narodowalodz.pl rzeczywiście powinny wywołać tak fanatyczną reakcję? Pytanie oczywiście jest głupie, bo jak – jeśli nie fanatycznie, może reagować fanatyk?

 

                       

Warto przytoczyć wypowiedź Kol. Adama, a została ona przedstawiona w ten sposób: Znam wielu działaczy partii KORWiN z Łodzi i uważam, że mogą stanowić wartość dodaną w takiej koalicji. Natomiast Korwin-Mikke hajlujący w Parlamencie Europejskim to totalna żenada i kompromitacja. Ja nie chcę  tłumaczyć się przed Polakami za zachowania takiego człowieka. Albo się jest poważnym politykiem walczącym o sprawę, albo się pajacuje i ośmiesza swoje ugrupowanie.

 

Oburzenie wyznawców JKM może świadczyć o tym, że za nic mają swoich kolegów i koleżanki zrzeszonych w partii KORWiN bo wystarczy skrytykować wodza, by rzucić się do ataku na każdego, kto podaje w wątpliwość powagę JKM – nie zważając przy tym, na pozytywne słowa skierowane do wielu działaczy „oddanych sprawie”. A czy słowa o żenadzie, w której pogrąża się JKM były przesadzone? Być może. Rzeczywiście, wypowiedź JKM zawarła w sobie wiele prawdziwych słów i spostrzeżeń. Ba! Nawet i porównań. Ale co nowego wniosła do dyskusji politycznej? Jaką rzeczywistą zmianę zapoczątkowała?

 

Nie tak znowu dawno pisałem: nie idźmy drogą łechtania gawiedzi i mówienia nośnych haseł. Wszyscy wiemy, że Unia Europejska zniweczyła najszlachetniejsze plany zjednoczenia Europy na racjonalnych i przede wszystkim normalnych warunkach. Zamiast nieustannie powtarzać powszechne hasła w Parlamencie Europejskim i na wiecach wyborczych, twórzmy alternatywy, kreujmy swoje otoczenie, twórzmy panele dyskusyjne i zacieśniajmy współpracę. Unia Europejska musi zostać zniszczona, ale nie upadnie jeśli nie stworzymy dla niej konkurenta. Czyż nie więcej owoców zrodzi grupa łącząca eurosceptyków z różnych państw, którzy mogą zastąpić ten socjalistyczny paszkwil godzący w godność człowieka od populistycznego bełkotu? Nie uświadamiajmy uświadomionych i nie traćmy czasu na uświadamianie ludzi, którzy zamiast bronić granic Europy przed islamem, wolą dyskutować o dramacie przebranego w kobiece ciuszki mężczyzny! Albo o spełnianiu poleceń międzynarodowej finansjery…

Nie bądźmy dziećmi w brutalnym świecie dorosłych, albo jak ktoś woli: nie zachowujmy się jak frajerzy Europy, gdy mówimy, że nimi nie jesteśmy. Zdolność twórczego myślenia jest ważniejsza od zdolności pięknego wypowiadania się. Bo z wyrecytowanych sloganów nie będzie takich owoców jak z wprowadzania kreatywnych myśli w życie (myśl 24.pl – 08.07.2015; tekst: Natychmiast* wystąpić z eurokołchozu!)

 

Nie uświadamiajmy uświadomionych! A tylko to osiągnął JKM swoim wystąpieniem (poza powszechną nagonką na swoją osobę). Czy to o to chodzi? O kontrowersję? O zabawę? Doprawdy, jeśli ktoś posuwa się do takich metod, by zwrócić na siebie uwagę, to czy nie jest to właśnie „żenada i kompromitacja”? „Krul” nie jest żadnym królem i jak każdy inny człowiek – może zostać poddany krytyce, więc może warto zastanowić się czasem jakie owoce rodzą jego słowa i czyny niż dostawać ślinotoku, który momentalnie musi zostać wylany na klawiaturę. Czy ucierpiała „królewskość” JKM na tym, że Kol. Adam przedstawił swój trzeźwy osąd w tej sprawie? Jestem przekonany, że Kol. Adam doskonale wie, co chciał przekazać JKM w europarlamencie. Jednak czasami trzeba dojrzeć, by zrozumieć, że tam, gdzie kończy się pajacowanie – zaczyna się dyskusja poważnych mężczyzn o poważnych sprawach. I właśnie do tego pokoju, gdzie ta dyskusja się toczy powinna wejść Polska. A nie siedzieć w cyrku i klaskać klaunom. 

 

Chwała Wielkiej Polsce! 

 

 

Michał Sebastian Patyk -  student Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim, sekretarz redakcji i publicysta „Mysl24.pl”, współpracownik portalu „ProstozMostu.Net” oraz kwartalnika „Myśl.pl”.

O Wołyniu pamięta tylko.. Donieck

Jedyne państwowe uroczystości w rocznicę rzezi wołyńskiej ku czci jej ofiar w tym roku odbyły się.. w Donieckiej Republice Ludowej. Współgra to ze słowami szefa polskiego MSZ Grzegorza Schetyny, który negując fakt gloryfikacji zwyrodnialców z UPA przez władze ukraińskie, nazwał samo mówienie o tym „rosyjską propagandą”.

Drugi Katyń

W zachowaniu separatystów oczywiście ciężko nie dostrzec politycznego wyrachowania. Przypominanie o Wołyniu w kontekście współczesnych ukraińskich zbrodni wojennych daje prorosyjskim rebeliantom świetny antyukraiński oręż propagandowy. Widać tu analogię do nagłaśniania przez Niemców zbrodni katyńskiej. Niestety, polskie władze i większość klasy politycznej rządzącej przez ostatniej 26 lat, w kwestii Wołynia zachowuje się w dużym stopniu podobnie, jak komuniści co do Katynia. Oczywiście, za mówienie o Wołyniu nikt nie jest karany, ale jest to swoisty temat tabu. Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska w kontekście uczczenia przez sejm minutą ciszy ofiar zbrodni, znów mówiła jedynie o „znamionach” ludobójstwa. Nie ma znaczenia, że ponad 100 tys. Polaków zostało bestialsko wymordowanych za samą narodowość. Tymczasem Polska od lat żąda uznania za ludobójstwo Katynia, choć w tej zbrodni zginęło co najmniej 5 razy mniej osób. Nikt w Europie nie ma też wątpliwości, że ludobójstwem było wymordowanie w 1995 r. przez Serbów 8 tys. Bośniaków, a odpowiedzialni za to do tej pory za takie przewinienie są ścigani.

Tymczasem w tym roku w Polsce nie było żadnych państwowych uroczystości najbrutalniejszej zbrodni na Polakach podczas całej II wojny światowej, ani też słowa sprzeciwu, gdy podczas ostatniej wizyty prezydenta Komorowskiego ukraiński parlament uznał zbrodniarzy z UPA za bohaterów walk o wolność Ukrainy, a za lekceważenie ich zasług ogłosił sankcje karne. Nikt nie wyobraża sobie, by Niemcy nagle uznały za bojowników o wolność RFN członków SS czy gestapo, a przecież ich metody zadawania śmierci były w porównaniu z zbrodniarzami z OUN-UPA naprawdę humanitarne. Ciężko oczywiście zaprzeczyć zwyrodnieniu SSmanów. Generalnie jednak tortury u Niemców służyły wymuszeniu zeznań. Nawet zdemoralizowane jednostki SS nie wypruwały wnętrzności, nie ćwiartowały czy cięły piłami żywcem, nie wbijały na pal, nie rozrywały końmi. Historycy wymieniają około 100 sposobów tortur, jakim swoje ofiary poddawali przed śmiercią banderowcy i towarzyszące im ukraińskie chłopstwo.

Kaci w roli ofiar

Nawet w tegoroczną rocznicę rzezi Ukraińcy zafundowali Polakom kolejny policzek. W Przebrażu (dziś Hajowe) na Wołyniu, w miejscu gdzie w 1943 r. ludność polska zorganizowała samoobronę przed UPA, Ukraińcy odsłonili pomnik upamiętniający „ofiary polskich szowinistów”. Tymczasem jak mówi nawet ukraiński politolog, dr Ivan Kaczanowski z Uniwersytetu w Ottawie wg jego ustaleń, w sierpniu 1943 r. „około 100 upowców i okolicznych mieszkańców zmobilizowanych przez SB UPA zostało zabitych podczas kontrataku polskiej samoobrony i sowieckich partyzantów, do którego doszło w odpowiedzi na atak i próbę masakry polskich mieszkańców kolonii”. Tymczasem wg organizatorów ukraińskich uroczystości upowcy przybyli w rejon Przebraża, aby „chronić okoliczną ludność ukraińską przed napadami rabunkowymi”. Następnie doszło do zbrojnych starć z polskimi partyzantami, a Polacy wezwali na pomoc „czerwonych” (partyzantkę sowiecką). „Oni zaszli Ukraińców od tyłu i zaczęli strzelać im w plecy. Pod krzyżowym ogniem, w całym tym piekielnym kotle, według ocen badaczy, zginęło ponad 430 ukraińskich powstańców i blisko 1500 bezbronnych Ukraińców spośród miejscowej ludności” – pisze portal volynnews.com. Pokazuje to współczesną ukraińską wersję historii, w której to zwyrodnialcy z UPA stają się nie tylko bohaterami ale ofiarami (sic!) polskich szowinistów. Ukraińscy studenci w Warszawie parafrazowali natomiast słowa biskupów polskich do niemieckich „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, co de facto również stawia katów w roli ofiar.

Hołd jedynie w Doniecku

Inicjatorem i organizatorem uroczystości było Ministerstwo Spraw Zagranicznych nieuznawanej Donieckiej Republiki Ludowej. Uroczystości odbyły się w donieckim Parku Kultury Słowiańskiej gdzie znajduje się Pomnik Ofiar Faszyzmu. Pod memoriałem pojawili się przedstawiciele rządu i parlamentu DRL, a także dwóch głównych lokalnych partii politycznych „Donieckiej Republiki” i „Wolnego Donbasu”. Uczestniczył także przedstawiciel miejscowej mniejszości ormiańskiej. Obecny był również przewodniczący polskiej partii „Zmiana” Mateusz Piskorski. Łącznie zebrało się około 130 osób. Pomordowanych uczczono minutą ciszy. Przemowom oficjeli, w tym Piskorskiego, towarzyszyło złożenie wieńców. Separatystyczny oddział zaciągnął wartę honorową.

Oczywiście, zaraz się pojawią głosy polskich „patriotów” o podłej ruskiej prowokacji. W Polsce jednak pomników ofiar ukraińskiego bestialstwa brak, o jakiejkolwiek warcie honorowej już nie mówiąc. Uroczystości rocznicowe w Polsce od lat organizowane są przez ruchy społeczne i środowiska narodowe, a przez państwo bojkotowane. Patronatu nad obchodami 65 rocznicy rzezi odmówił nawet.. prezydent Lech Kaczyński.

 

Damian Zakrzewski

 

Źródło: kresy.pl

 

 

 

 

 

Demokracja wg PO

Przymuszanie, przez premier Ewę Kopacz senatorów PO do głosowania za ustawą o in vitro, dopuszczającą faktyczne niszczenie życia poczętych dzieci, to działanie gwałcące wolność sumienia.

To zachowanie dobitnie pokazuje, że PO nie jest partią obywatelską, a neobolszewicką, której podstawowym celem istnienia, jest niszczenie cywilizacji życia opartej o poszanowanie wartości każdego ludzkiego życia, także tego najbardziej bezbronnego, czyli dzieci poczętych. Celem neobolszewizmu jest bowiem zniszczenie, nie tylko wartości ludzkiego życia, jako fundamentu naszej cywilizacji, ale także zniszczenie wolności przekonań i wolności sumienia.

Przymuszanie senatorów do głosowania za tą nieludzką ustawą, pod groźba niedopuszczenia ich na listy wyborcze odsłania totalitarny rys tej formacji. To głosowanie będzie przede wszystkim testem dla charakteru senatorów. Bowiem obowiązkiem każdego człowieka, a zwłaszcza ustawodawcy, jest bronić słabych, biednych i bezbronnych, tak jak mówi rycerska tradycja "bronić wdów i sierot'. Ustawodawcy, którzy nie są zdolni do obrony życia najsłabszych, bo dopiero poczętych dzieci, nie mają kwalifikacji moralnych, nie tylko do zasiadania w Senacie, ale także do pełnienia jakichkolwiek funkcji społecznych.

Dziś neobolszewizm, występujący w szatach neoliberalizmu, jest największym zagrożeniem dla naszej cywilizacji i naszej wolności. Uderza bowiem w same fundamenty wartości które kształtowały zarówno europejską, jak i polska tożsamość w minionych tysiącleciach. Bez obrony wartości ludzkiego życia , jako podstawy naszej cywilizacji, ani Europa, ani Polska nie przetrwa. A pustkę stworzoną przez niszczenie życia wypełni wojujący islam. Dlatego sprzeciw wobec tej nieludzkiej ustawy o in vitro to walka o przyszłość i naszej cywilizacji i naszej ojczyzny.

 

Marian Piłka- historyk, wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej

Natychmiast* wystąpić z eurokołchozu

O prymitywizmie intelektualnym i moralnym Unii Europejskiej  powiedziano już wiele słów. Dlatego mówienie o wystąpieniu z tego siedliska mierności, często nosi znamiona mówienia dla samego mówienia. Ot, sztuka dla sztuki w populistycznej papce. Zatem zasadne jest postawienie pytania: kiedy i jak  tej Unii Europejskiej uciekać?

Ci, którzy mówią, że z eurokołchozu należy wystąpić natychmiast – mają wiele racji, ale jednocześnie są w ciemnym lesie. Owszem, takimi hasłami mogą pozyskać zwolenników, którzy zwiększą słupki procentowe w sondażach, ale zupełnie nic z takiego mówienia nie wyjdzie. Bo czy ktoś myśli o konsekwencjach każdego czynu, jakie on ze sobą niesie? Wystąpienie z Unii Europejskiej bez solidnego zaplecza sojuszników na arenie międzynarodowej, to natychmiastowa izolacja państwa polskiego na tym właśnie obszarze. Nie mówię, że taka teza jest błędna, twierdzę, że jest niekompletna i wystarczy ją uzupełnić. Dużo prawdziwsze jest stwierdzenie, że z Unii Europejskiej należy wystąpić natychmiast, po stworzeniu realnego organizmu sojuszniczego z państwami, z którymi chcemy budować swą siłę.  A takie państwa istnieją. Węgry, Turcja, Białoruś, Słowacja – te państwa i inne – mogą być naszymi sojusznikami, ale wystarczy wstać z kolan przed Zachodnią Europą i wyciągnąć rękę do ludzi, którzy zajmują się poważniejszymi sprawami niż wypełnianiem warunków dyktatu hedonistycznych mniejszości.

Rozpoczęcie poszukiwań sprzymierzeńców dopiero po wystąpieniu z Unii, to samobójstwo i polityczna ignorancja. To tak, jakbyśmy budowali dom począwszy od dachu, a nie od fundamentów. Dojrzałe myślenie polityczne, to budowanie od A do Z i tworzenie alternatywy do danych planów. Dlatego zamiast ograniczać się do mówienia, że „Unia Europejska powinna zostać zniszczona” powinno tworzyć się zespoły eksperckie łączące ludzi z krajów, które w naszej wizji mogą być naszymi partnerami, gdy „oświecona” Europa uzna, że Polskę należy ukarać, za to, iż odważyła się przeciwstawić wprowadzaniu totalitaryzmu bocznymi drzwiami.

Unia Europejska, to spełnienie snów dyktatorów z XX wieku, ale jest to projekt na tyle bezczelny, że realizowany w białych rękawiczkach i jedwabnych pończochach. To ponura rzeczywistość, w której płytkie umysły mają czelność krytykować umysły światłe, że są zacofane, nietolerancyjne i ograniczone. Ale skoro światłe umysły na to pozwoliły, to niech teraz wezmą odpowiedzialność za swoje wycofanie z życia kulturalnego i politycznego Europy. I raz na zawsze, trzeba zerwać z  uśrednianiem wszystkiego i wszystkich, ale trzeba się za to brać z głową, a nie od d*** strony.

Dlatego nie idźmy drogą łechtania gawiedzi i mówienia nośnych haseł. Wszyscy wiemy, że Unia Europejska zniweczyła najszlachetniejsze plany zjednoczenia Europy na racjonalnych i przede wszystkim normalnych warunkach. Zamiast nieustannie powtarzać powszechne hasła w Parlamencie Europejskim i na wiecach wyborczych, twórzmy alternatywy, kreujmy swoje otoczenie, twórzmy panele dyskusyjne i zacieśniajmy współpracę. Unia Europejska musi zostać zniszczona, ale nie upadnie jeśli nie stworzymy dla niej konkurenta. Czyż nie więcej owoców zrodzi grupa łącząca eurosceptyków z różnych państw, którzy mogą zastąpić ten socjalistyczny paszkwil godzący w godność człowieka od populistycznego bełkotu? Nie uświadamiajmy uświadomionych i nie traćmy czasu na uświadamianie ludzi, którzy zamiast bronić granic Europy przed islamem, wolą dyskutować o dramacie przebranego w kobiece ciuszki mężczyzny! Albo o spełnianiu poleceń międzynarodowej finansjery…

Nie bądźmy dziećmi w brutalnym świecie dorosłych, albo jak ktoś woli: nie zachowujmy się jak frajerzy Europy, gdy mówimy, że nimi nie jesteśmy. Zdolność twórczego myślenia jest ważniejsza od zdolności pięknego wypowiadania się. Bo z wyrecytowanych sloganów nie będzie takich owoców jak z wprowadzania kreatywnych myśli w życie.

 

Chwała Wielkiej Polsce!

 

Michał Sebastian Patyk -  student Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim, publicysta „Mysl24.pl”, współpracownik portalu „ProstozMostu.Net” oraz kwartalnika „Myśl.pl”.

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy