Dziś jest wtorek, 21 listopada 2017 roku. Imieniny : Janusza, Marii, Reginy

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Polityczni akwarianie

Co jakiś czas w Sejmie oraz w mediach dochodzi do debaty na tzw. tematy światopoglądowe. Zaliczane do nich są kwestie związane z aborcją, czyli najkrócej rzecz ujmując, zabijaniem dzieci nienarodzonych, in-vitro, czy wszelkiego rodzaju powiązania między wiarą a państwem. Niektórzy mówią, że to tematy zastępcze, odwracające uwagę od istotniejszych spraw. Całkowicie się z tym nie zgadzam.

Cóż może być ważniejszego od tego jak państwo traktuje człowieka, jak go definiuje i czy pozwala na eksperymenty w tym, najważniejszym wymiarze ludzkiego życia, jakim jest godność człowieka. Warto sobie także zdać sprawę, że nie chodzi tutaj jedynie o sferę ducha, ale i materię, a konkretniej pieniądze, co potwierdza lobbowanie na rzecz takiego, a nie innego prawa klinik aborcyjnych i tych, które specjalizują się w tzw. sztucznym zapłodnieniu. Co ciekawe, w takich debatach chętnie biorą udział zwolennicy teorii „państwa neutralnego światopoglądowe”, którzy neutralni w niej nie są. Zresztą, Stanisław Michalkiewicz, w dość jasny sposób wykazał, że wyżej wymieniona koncepcja państwa nie istnieje z prostej przyczyny. Każde państwo musi opierać się na jakimś światopoglądzie. Samo wrzucanie powyższych tematów do jednej szufladki z napisem „światopoglądowe” jest według mnie mylne. Ustrój ekonomiczny, sprawiedliwość, polityka międzynarodowa – to też przecież elementy systemu, które określane są przez światopogląd.

Nie chcę jednak w tym felietonie analizować owych problemów. Skupię się nad zagadnieniem równie poważnym, kto wie, czy nie poważniejszym. Przy okazji wszelkich decyzji politycznych pojawia się nieustannie pytanie, na które muszą odpowiedzieć sobie wszyscy politycy: czy można oddzielić swoją wiarę od polityki? Czy można być w życiu prywatnym katolikiem, zaś w życiu publicznych laickim politykiem? Wreszcie, czy wiara ma prawo pomagać w podejmowaniu decyzji parlamentarnych?

Miał rację Chesterton, kiedy pisał, że Kościół, posiadając bogactwo swojej tradycji i doświadczenia, może przywołać minione wieki, aby przywrócić równowagę w tych, w których żyjemy. W związku z tym, zwróćmy uwagę na jeden z elementów liturgii Mszy świętej, kiedy kapłan dodaje wodę do wina znajdującego się w kielichu. Co oznacza ów gest? Według teologów jest to z jednej strony podkreślenie prawdziwego człowieczeństwa Chrystusa (wino – bóstwo, woda – człowieczeństwo), a z drugiej symbolizuje to złączenie się z Chrystusem każdego uczestniczącego w Eucharystii. W historii Kościoła pojawiały się jednak pewne sekty, które zrezygnowały z użycia wina i stosowały podczas obrzędów jedynie wodę. Byli to między innymi tzw. akwarianie. Nie czynili oni jednak tego ze względów dogmatycznych, ale najzwyczajniej w świecie ze strachu. Rzymianie bowiem, dość szybko zaczęli demaskować chrześcijan po „winnym oddechu”, który towarzyszył wyznawcom Chrystusa po porannej Eucharystii. Woda pozwalała rozmaitym sektom unikać podejrzeń o wiarę zakazaną w Imperium.

Czy jednak wiara w Chrystusa może opierać się na strachu i bezpieczeństwie? Oczywiście, że nie, czego przykłady znajdujemy w Ewangelii, jak i wśród wypowiedzi ojców Kościoła, którzy jasno sprzeciwili się herezjom głoszonym przez wiele sekt wczesnochrześcijańskich. Pytanie to warto także zadać w kontekście dzisiejszej polityki. Czy rozdzielenie wody od wina, wiary od spraw ludzkich i zapominanie o prawdach wiary przy podejmowaniu ważnych decyzji politycznych, nie jest dokładnie tym samym odrzuceniem prawdy, które czynili wspomniani wyżej akwarianie?

Uznając, że powyższe porównanie jest dość trafne, spójrzmy na to jakimi przesłankami kierują się współcześni akwarianie. Chyba największą przyczyną, takiego, a nie innego postępowanie wielu katolików w sferze publicznej jest strach. Ma on wiele twarzy. Demokratyczni politycy boją się utraty stanowiska, spadku poparcia wśród wyborców, czy nieufności swoich liderów partyjnych. Kiedy głosują zgodnie ze swoimi przekonaniami, narażają się bowiem często na ostracyzm społeczeństwa wykreowany przez media. Fakt, często jest to odrzucenie sztuczne, stworzone przez świat medialny, jednak później może przełożyć się to na wynik wyborów, czy decyzję poszczególnych przywódców w ugrupowaniach partyjnych. Konsekwencje strachu są oczywiste: chwilowy spokój, prowadzący do katastrofalnych skutków w postaci złamanego sumienia, a w sferze makro, do złego prawa, które nie respektuje zasad dekalogu. „Letni” katolicy muszą sobie zdawać sprawę z tego, że oddają, takim zachowaniem, pole wrogim sobie ideałom.

Jest jednak także inna motywacja takich zachowań. Wielu myśli, że dzięki kompromisowi, uda się przeforsować w końcu prawo zgodne ze swoją wiarą. Nic bardziej mylnego. W rezultacie efektem jest jedynie fala ustępstw z ich strony na rzecz eksperymentalnych projektów godzących w godność człowieka. Analizując ten fakt, łatwo możemy prześledzić ewolucję poglądów niektórych konserwatywnych posłów. Dziś wspierają wszelkie odchylenia, zasłaniając się dalej kompromisem.

Nie da się ukryć, że swój wkład ma tu również jeden z najgorszych grzechów współczesności, a mianowicie pycha. Pycha niszczy i zabija. Nie otwarcie, ale jest raczej podobna do bezwonnego, trującego gazu. Powoduje ona złudne wrażenie, że najlepiej wiemy o tym jak postępować. Tak twierdzą politycy, chowający swoją wiarę do szafy w trakcie podejmowania decyzji politycznych. Często nie akceptują bowiem rad udzielanych przez Kościół, myśląc jedynie o swoich planach.

Nie ma więc najmniejszych złudzeń, że odkładanie „bycia katolikiem” jedynie na życie prywatne jest szkodliwe, a wręcz nie jest realne. Katolikiem powinno się być 24 godziny na dobę, w każdej sytuacji. Nie jest to pusty frazes, ale jak najbardziej praktyczny fakt. Jeśli usuniemy swoją wiarę choćby z najmniejszego fragmentu naszego życia, stopniowo pozbędziemy się jej w całości. Będzie nas coraz bardziej uwierała. Tak jest oczywiście również w życiu politycznym. Miejmy nadzieję, że tendencja się odwróci i będziemy mieli możliwość obserwowania prawdziwie katolickich postaw wśród rządzących. W demokracji jest to trudne. Pamiętajmy jednak o słowach Chrystusa dotyczących ucha igielnego. Wszystko jest więc możliwe.

 

Michał Łosiak- katolik, kielczanin, prezes kieleckiego oddziału Stowarzyszenia KoLiber.

 

 

 

 

 

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy