Dziś jest środa, 22 listopada 2017 roku. Imieniny : Cecylii, Jonatana, Marka

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Kilka bardzo krytycznych uwag na temat: „Militaryzacji narodu.”

Od upadku Układu Warszawskiego i PRL-u w tym co nazywa się polityką obronną w III RP trudno doszukać się polityki obronnej.  O ile lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku koncentrowały uwagę polskiej polityki na pozyskaniu międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa, upatrując ją głównie w przystąpieniu do Sojuszu Północnoatlantyckiego, włączeniu politycznym i ekonomicznym kraju do wspólnego europejskiego obszaru geopolitycznego oraz uzyskaniu statusu specjalnego sojusznika USA, to w zakresie stworzenia doktryny obronnej utknęliśmy w czyśćcu okresu przejściowego.   W tej dziedzinie zmiany jakie zostały przeprowadzone skupiły się na racjonalizacji kosztów, profesjonalizacji sił zbrojnych oraz modernizacji uzbrojenia.

W wymienionych tu zagadnieniach nastąpił w stosunku do stanu wyjściowego z lat 89/90 znaczący postęp jakościowy. Jednak zdolność do samodzielnej obrony państwa polskiego w dalszym ciągu jest niewielka.  Polityka obronna nie była i dalej nie jest w kręgu poważnego zainteresowania elit politycznych, naukowych i gospodarczych.  W kręgach politycznych poglądy osób na politykę obronną są powierzchowne, anachroniczne, mocno historyczne. Dotyczy to wszystkich formacji politycznych również tych pozaparlamentarnych.  Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest niewątpliwe obawa przed obudzeniem ducha nacjonalizmu, który zbyt mocno mógłby wpływać na sympatie wyborcze, które wówczas mogłyby kierować się zbyt mocno w prawą narodową stronę spychając salon, lewicę – postkomunistów na margines życia politycznego. Niemniej jednak problem jest szerszy, gdyż zjawisko anachronicznego spojrzenia na politykę obronną dotyczy niemal wszystkich uczestników życia publicznego w kraju. Norman Davis brytyjski badacz i popularyzator historii Polski punktując przyczyny upadku I RP oceniał na podstawie swoich badań stan polskiej armii następująco: „Prywatnych wojsk było bez liku; wielcy magnaci w rodzaju Karola Radziwiłła, Ksawerego Branickiego czy Antoniego Tyzenhauza utrzymywali instytucje wojskowe, które mogłyby się stać przedmiotem zazdrości niejednego europejskiego księstwa – wyposażone we własne korpusy oficerskie, zawodowe akademie, mundury, regulaminy i przemysł zbrojeniowy. Ich prywatne cele i zamiary nie uwzględniały jednak wymogów wspólnej obrony.”  Według niego polski duch rycerski XVIII wieku: „Należy do tradycji owego romantycznego świata wojny amatorskiej i partyzanckiej, w którym ważniejszy jest sam udział w grze i wytrwanie na palcu boju niż myśl o zwycięstwie.”[1] Konkludując to uwagą, że najbardziej zmilitaryzowany naród w Europie nie był w stanie zapewnić sobie obrony, choć zasoby i szkoła wojenna należały do najlepszych na kontynencie powinien mocno przykuwać naszą uwagę.  To, czego najbardziej brakowało prócz ducha walki jakiego mieli w sobie przodkowie zapijaczonych i zdemoralizowanych Sarmatów, to myślenia w kategoriach  politycznych interesów w sakli państwowej. Ich postawa zdecydowała o tym, że pojawiła się taka konfiguracja zdarzeń polityczno-wojskowych w których każda decyzja była złą lub gorszą ze słynną Konstytucją 3 Maja na czele. [2] Katastrofa militarna II RP również ma swe źródła  w braku szerszej i  kompleksowej polityki obronnej.   Obronność państwa nie jest więc działaniem wojskowym oderwanym od polityki. Można mieć najlepiej przygotowaną, najliczniejszą, najlepiej wyposażoną armię i nic nie zdziałać, czego przykładów nie tylko w historii Polski, ale i Prus, Rosji czy Wielkiej Brytanii jest bardzo wiele. W przedstawiony w programie wyborczym  Ruchu Narodowego postulat „Militaryzacji Narodu i odbudowy armii” budzi wiele bardzo krytycznych wątpliwości i kontrowersji.       

W celu uniknięcia nieporozumień cytuję  pełną treść tego postulatu ze strony narodowcy 2014: „Militaryzacja narodu. Odbudowa armii i budowa obrony terytorialnej.

Polacy potrzebują bezpieczeństwa narodowego i odbudowy ducha wojennego. Wydarzenia na wschodzie uświadomiły wszystkim, że historia się nie skończyła, czynnik narodowy jest decydujący, a siła zbrojna rozstrzyga o losie państw. Dlatego właściwą odpowiedzią na zagrożenia naszego czasu jest militaryzacja narodu, czyli przygotowanie go na wszelkie gwałtowne okoliczności. Po pierwsze, oznacza to rozbudowę liczebną armii i jej dozbrojenie poprzez stosowne wydatki budżetowe oraz nadanie wojsku ducha bojowego poprzez właściwe motywacje patriotyczne. Po drugie, należy wprowadzić powszechną obronę terytorialną na wzór szwajcarski, gdzie każdy mężczyzna jest żołnierzem po odpowiednim przeszkoleniu, przechowuje broń w domu i gotowy jest wspomagać armię zawodową w obronie kraju. Po trzecie, konieczny jest program udostępnienia, rewitalizacji lub budowy strzelnicy w każdym powiecie w celu szkolenia strzeleckiego młodych Polaków, zaznajamiania ich z bronią, a docelowo uwolnienia prawa posiadania broni. Tylko naród gotowy do obrony swojej ojczyzny może ocalić jej wolność i niepodległość.”                                                                               

Nie wiem kto personalnie przygotował stronę merytoryczną, ani kto ją ostatecznie zredagował. Nie ma to najmniejszego znaczenia,  gdyż już wcześniej miałem okazję spotkać się z podobnymi poglądami. Są one dość typowe i niektóre pojawiły się już w czasach jaruzelskiej komuny, a  o zaletach i wadach szwajcarskiej obrony kraju prowadziliśmy gorące dyskusje w akademikach.  Nie będę się odnosił do  realizmu lat osiemdziesiątych, do okresu zimnej wojny. Mój podstawy zarzut do treści tego postulatu przedstawię na końcu, gdyż jest to zarzut najcięższy, a militaryzacja w przyszłości może stać się jednym z  fundamentów nie tylko wyborczego sukcesu. Nas interesuje, co i jak należy czynić, aby obecny status państwa prawie bezbronnego zmienić, mając na uwadze, że przy wszelkich zasobach nieporównywalnie mniejszych, historycznym zacofaniu intelektualnym i technicznym w tej dziedzinie w stosunku do liderów naszego regionu mocno odstajemy.                                                                              Pierwszym zadaniem programu wyborczego jest przekonanie do niego odbiorcy, że przedkładana propozycja jest wynikiem pogłębionych studiów merytorycznych prezentująca całościowy pogląd na tak zasadniczą dziedzinę. Chodzi więc o to, czy przy pomocy zaproponowanych środków i działań poziom obronności w istotny sposób osiągnie postawiony cel.  Sama idea militaryzacji narodu jest mi z bardzo wielu względów bardzo bliska, niemniej komunikat kierowany do wyborców nie powinien odnosić się do narodu, ale do państwa (naród, czyli kto konkretnie jest za to odpowiedzialny ?) , gdyż to ono-państwo  jest powołane do tego zadania, a naród poprzez swoich przedstawicieli określa w jaki sposób, przy pomocy jakich środków, w jakim czasie ma zostać osiągnięty oczekiwany poziom obronności. Państwo jest zasadniczym narzędziem w polityce obronnej, a naród poprzez swoje organizacje polityczne, prawne, budżetowe, administracyjne , gospodarcze i cywilne wykonuje wcześniej przygotowane przez jego przedstawicieli cząstkowe polityki obronne, jak choćby obrona cywilna. Autorzy tego postulatu w obronie cywilnej i terytorialnej upatrują jeden z zasadniczych elementów obrony kraju przed agresją zewnętrzną, w dwóch aspektach: kulturowo-duchowym i zorganizowania części populacji w jakieś jednostki paramilitarne, tzw. milicje obywatelskie, mówi nam o tym przywołanie przykładu Szwajcarii.  W trakcie drugiego kongresu Ruchu Narodowego – niestety nie zapamiętałem nazwiska osoby prezentującej Militaryzację Narodu (za co bardzo przepraszam) został przywołany jeszcze jeden dyżurny przykład, a mianowicie Powstanie Styczniowe, co jest niestety dość symptomatyczne i kolejny raz eksponuje  historyzm przysłaniający wymogi współczesności.   Nie bardzo rozumiem traktowanie obrony cywilnej jako bardzo ważnego i zasadniczego  z punktu widzenia rozstrzygnięć  militarnych sposobu prowadzenia wojny, skoro polskie doświadczenia: Powstanie Warszawskie, Akcja Burza, walki Żołnierzy Wyklętych oraz konspiracji  lat 44-52, jednoznacznie wskazują na znikomą wartość wojskową takiego sposobu wojowania. Przy tych przytoczonych  przykładach należy brać pod uwagę, że do naszych czasów środki rozpoznania i gry wywiadów rozwinęły się do tego stopnia, że amazońscy Indianie mają wielki problem, aby się ukryć przed cywilną inwigilacją z powietrza i lądu, a co dopiero kiedy mamy do czynienia z niemiecką  lub rosyjską machiną wojenną.  Poza tym ryzykowanie życia uzbrojonych cywilów jest podobnie, jak w przypadku np. Powstania Warszawskiego prowokowaniem agresora do stosowania  zbiorowego  odwetu na ludności cywilnej. Obrona Cywilna Kraju jest zdecydowanie czymś więcej niż państwową organizacją na czas wojny mającą za zadanie walczyć z wrogiem z karabinem w dłoni. Zasadniczym celem OC jest zabezpieczenie i ochrona ważnych dla państwa i narodu systemów podtrzymywania życia i pomocy REGULARNEJ ARMII w zakresie zabezpieczenia jej dostępu do potrzebnej infrastruktury, bądź zapasów oraz wsparciu policji i straży pożarnej w utrzymaniu porządku i przestrzeganiu prawa.  Na czas wojny następuje więc mobilizacja cywilna w administracji, przedsiębiorstwach i gminach. Obrona Cywilna i jej struktury na czas wojny przyjmują na siebie organizację społeczną życia całego państwa.  W tym zakresie od ponad dwudziestu pięciu lat niewiele się zmieniło, choć należy zauważyć, że w przedsiębiorstwach kierowanych przez państwo, a więc tych które zarządzają tzw. wrażliwą infrastrukturą, OC nie jest fikcją. Postulat tworzenia z OC oddziałów paramilitarnych mających za zadnie prowadzenie dywersji na tyłach wroga lub zmieniania naszych miast w twierdze, bierze się przeważnie z chciejstwa,  aby ocalić siebie gołymi rękoma chwytając opadającą na głowę szablę i z braku rzeczywistego poczucia odpowiedzialności za wspólnotę oraz jeszcze jednej rzeczy, ale o tym na końcu.

Rozbudowa liczebna armii. Postulat z pozoru bardzo zasadny, jednak po co, o ile oraz za ile. W latach siedemdziesiątych LWP miało na swoim stanie ponad 500 tys. rekrutów, a zdolności mobilizacyjne  3 miliony  poborowych i około ponad 5 tys. czołgów i (o ile pamiętam) 7 tys. pojazdów pancernych typu BWP.  Trudno tutaj mówić, aby w PRL-u poza krótkim okresem początku lat sześćdziesiątych armia z takimi zasobami i milionami przeszkolonych rekrutów  dawała poczucie bezpieczeństwa przed zewnętrzną agresją ze Wschodu lub z Zachodu. Zwiększanie liczebności jest następnym nietrafionym postulatem, gdyż w przeciwieństwie do marksowskiej dogmatyki ilość nie zawsze przechodzi w jakość, zwłaszcza w siłach zbrojnych.

Motywacje patriotyczne w WP. Nie wiem skąd bierze się taka konieczność? Dekomunizacja w wojsku choć niemrawo  wraz z wymianą pokoleniową postępuje. Nie myliłbym  zatem biurokratycznego balastu urzędników w mundurach, zblazowanych i fizycznie dostosowanych do służbowych samochodów i biurek z brakiem patriotyzmu. Duch w wojsku jest obecny zwłaszcza w jednostkach liniowych i zaplecza logistycznego. Tu mamy do czynienia z problemem wycofania się wojska z przestrzeni publicznej, którą z wielkim powodzeniem wypełniły stowarzyszenia rekonstrukcji historycznych, choć oczywiście jest to jedno z tych miejsc, w których zawodowi w mundurach mogą przechodzić nieustanne rekolekcje patriotyczne jakich udzielają nam  wszystkim rekonstruktorzy.  Z punktu widzenia państwowej polityki historycznej ta dziedzina niestety jest przez nadzór wojskowy pomijana i nie stanowi części polityki obronnej państwa, a powinna. Winę za ten stan rzeczy ponosi tzw. cywilny nadzór nad wojskiem, a więc polityczna cywil- banda wywodząca się z klasy politycznej.   

Dozbrojenie armii. W tym miejscu rodzą się liczne pytania, ale ograniczę się do zasadniczych. W wielu różnych dyskusjach poświęconych obronności najczęściej poddaje się krytyce sensowność takich, a nie innych wyborów dokonywanych przez służby zaopatrzenia wojska. Ostatnio publicznie dyskutowano na temat celowości zakupu używanych leopardów za dość sporą kwotę 100 mln zł, zamiast przeznaczenia tych pieniędzy na zakupy w Grupie Bumar sprzętu krajowej produkcji. Oczywiście oddzielnym problemem  jest dziś krajowa produkcja, skoro jej najbardziej wartościowy wkład pochodzi z importu gotowych części lub w ostateczności przestarzałych licencji. Mniej więcej jest to w stosunki 20% wkładu krajowego do 80% importu. Jednak zazwyczaj pomija się podstawowe pytanie: jakiej koncepcji obrony , jakiej strategii ma dany sprzęt służyć? Rzekomo, jeśli chodzi o broń pancerną jesteśmy pod względem liczebności i stopnia nowoczesności w tej dziedzinie szóstym krajem w Europie, a więc  należmy do światowej czołówki, ale jednocześnie nie mamy ochoty na testowanie tej broni  w warunkach bojowych, choć inne armie chętnie korzystały z poligonów i warunków bojowych  np. w Afganistanie.  

Jaka za jest więc odpowiedź ?

Odpowiedzi na pytanie o skuteczną obronę państwa polskiego powinniśmy szukać w stworzeniu koncepcji polityki obronnej, jako pewnej całości uwzględniającej możliwość zachodzenia niekorzystnych zmian nie tylko w bezpośrednim regionie, ale i w szerszym kontekście w stosunku do posiadanych zasobów. Rozwiązania dla polityki obronnej, czy jej poszczególnych sektorów kryją się wyłącznie w polityce jako takiej, a nie w tym czy innym konkretnym rozwiązaniu, takim jak np. zwiększenie liczebności czy militaryzowanie OC.   Pomysły bazujące na zwiększaniu ilościowym wartości bojowej mającej  za zadnie zbudować siłę Wojska Polskiego równą sile Niemiec czy Rosji jest takim samym bujaniem w obłokach, jak próba odstraszania agresorów przy pomocy zmilitaryzowanej OC. Kluczem jest odpowiedź na pytanie  jakich narzędzi potrzebuje polityka polska, aby skutecznie przeciwdziałać ewentualnej napaści.  To nas prowadzi do kolejnych pytań, a mianowicie jakiego rodzaju konfliktu należy się spodziewać. Pamiętając, że wojna – interwencja zbrojna jest jednym z narzędzi polityki i nie służy sama sobie. Wojny nie prowadzi się dla wojny, jest ona zawsze środkiem do uzyskania korzystnego rozwiązania politycznego z punktu widzenia agresora. A zatem w czasach, w których celem wojen nie jest zdobycie sąsiedniego terytorium, czego bardzo dobrym przykładem jest kryzys na Ukrainie i wojny bałkańskie na przełomie XX i XXI wieku. Okupacja zajętego terytorium nie ułatwia znalezienia rozwiązania politycznego, a tylko je dodatkowo komplikuje i zdecydowanie podnosi koszty finansowe, społeczne i polityczne, zarówno w skali lokalnej, jak i międzynarodowej. Okupowanie obcego terytorium nie jest korzyścią dla agresora, a jego kosztem. Kosztem finansowym, wojskowym, a zwłaszcza politycznym.  Dlatego zasadniczą sprawą w politykach obronnych najsilniejszych państw jest dążenie do eliminacji z relacji międzynarodowych wojny jako narzędzia sprawczego poprzez zbudowanie skutecznych systemów obrony i zdolności do prewencyjnego uderzenia i rezygnacji z budowania i utrzymywania tzw. armii inwazyjnych.  Zostały one zastąpione w USA, Wielkiej Brytanii i Francji  przez siły ekspedycyjne. Natomiast w zakresie obrony kraju zarówno Francja, Niemcy, jak i Wielka Brytania dostosowały swoje siły zbrojne uszyte na miarę wojny totalnej z Sowietami do bieżących potrzeb. W związku z czym posiadają całe systemy obronne i odwetowe mogące razić cele nawet za wschodnią granicą Polski. Jednak za tym dostosowaniem stała nowa doktryna obronna, a więc polityka jaka została przyjęta przez te państwa po rozwiązaniu Układu Warszawskiego. Przykładem nowego myślenia choć realizowanego w typowej miałkiej polskiej skali jest nie rozbudowa  sił rakietowych, a koncepcja polskiej tarczy antyrakietowej, która już doczekała się swoich podsystemów ( rakietowa obrona wybrzeża). Zwracam uwagę, że czym innym jakościowo byłoby rozbudowywanie  systemów, a czym innym jest koncepcja – polityka mająca za zadanie nie dopuścić do skutecznego ataku na terytorium kraju.  Niestety zdecydowana większość tych miliardowych kwot zostanie wydana poza granicami i nie będzie stanowiła budżetu wyzwalającego impuls naukowo-technologiczny na polskich uczelniach, krajowej zbrojeniówce, ani też nie wyzwoli powstania rodzimych firm zbrojeniowych bazujących na własnych patentach.  Jednak zamierzone zakupy nie zamykają tych możliwości, gdyż  w przyszłości będzie konieczna dalsza rozbudowa i modernizacja  polskiej tarczy antyrakietowej.  Być może już wówczas  polscy inżynierowie i naukowcy zaoferują broń skuteczną na krajową kieszeń, kiedy  państwo zamówi takie projekty.  Polityka obronna to nie zakupy tego czy innego sprzętu wojennego, ale myśl polityczna tworząca adekwatne koncepcje obrony rozumianej szeroko. Wyposażenie armii w konkretne uzbrojenie powinno być  oparte na rozwiązaniach systemowych, a nie na fascynacji różnymi rodzajami uzbrojenia czy prowadzeniu akcji militarnych.   Wojsko i technika dostarczą właściwych rozwiązań o ile polityka polska zdefiniuje koncepcję polityki obronnej i wyznaczy konkretne cele, plan i budżet. Nie jest zatem problemem ilość takich czy innych sił zbrojnych, ale przemyślana polityka obronna stawiająca na skuteczność, użyteczność i koszt proporcjonalny  do realnych możliwości, oparta na nowej polskiej myśli technicznej. Oznacza to, że za nieporównywalnie mniejsze środki musimy stworzyć skuteczną samoobronę. Naśladowanie zagranicznych  rozwiązań wojskowych (nie chodzi tu o typ uzbrojenia ) zwłaszcza niemieckich i rosyjskich jest pomyłką.  Szwecja, Izrael, Pakistan i Turcja są dobrym przykładem jakimi ścieżkami należy podążać.  Uważam, że stać nas na polską drogę do suwerenności militarnej i tutaj szukałbym tematu wyborczego. Zwłaszcza, że byłaby to oferta skierowana nie tylko do wyborców w mundurach, ale zbrojeniówki oraz ludzi nauki. Tym bardziej, że zdolność do skutecznej samoobrony  możemy osiągnąć w ciągu następnych dwóch dekad, ale warunkiem jest   postawienie przed państwem takiego celu.

Jeżeli miałbym w zakresie obrony terytorialnej szukać remedium na ewentualną okupację, to raczej  rozważałbym quasi okupację w  wersji PRL-u bis, dlatego nie brałbym pod uwagę niczego innego jak doświadczenia „Solidarności”.  Jedynego ruchu społecznego, który w swej walce odniósł  jedno z największych zwycięstw w historii walki o niepodległość. Republika Okrągłego Stołu nie pojawiła się w wyniku obcej interwencji, ale była wynikiem wykorzystania nadarzających się okazji. I niech nikogo nie zmyli fakt, co  z tym zwycięstwem zrobili później Wałęsa, Geremek z Mazowieckim i Michnikiem. Natomiast inne przykłady -inspiracje jak: powstania, II Wojna Światowa,  a nawet zimna wojna powinny już odejść do historii.         

Przykładem trafnego rozwiązania w przedstawionych postulatach Militaryzacji Narodu jest ten o ułatwieniu dostępu do broni. Wprowadzenie tego postulatu nie ma służyć tworzeniu oddziałów partyzanckich czy grup dywersyjnych, od tego jest wojsko i jego spec grupy. Powszechny dostęp  do broni w okresie ewentualnej i raczej przejściowej okupacji niesamowicie zwiększy ryzyko politycznej destabilizacji  po stronie agresora. Trzeba pamiętać o tym, że po węgierskiej masakrze 1956 roku, na ulicach miast węgierskich, trudno było  zauważyć sowieckich żołnierzy pojedynczo czy w parach, zbyt często ginęli w bramach kamienic Budapesztu.  I tak już zostało do powrotu wojsk rosyjskich do domu.

 

Piotr Zych-  przedsiębiorca. Od 1979r. w środowisku ILO Ruchu Młodej Polski. Założyciel  Ruchu Harcerzy Polskich 1981, w latach 1985-89 współtwórca  poznańskiego środowiska Młodzieży Wszechpolskiej, represjonowany w stanie wojennym, członek założyciel ZCHN, obecnie w  Stowarzyszeniu  Nowoczesnego Patriotyzmu; członek redakcji portalu i kwartalnika Myśl.pl. 

 

Tekst pochodzi z nr 31 kwartalnika "Myśl.pl"


[1]  Norman Davis „Boże igrzysko” Znak Kraków 2003 s. 746

[2] Zainteresowanym historią tego okresu, bardzo polecam „Milczące psy” Waldemara Łysika 

 

 

 

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy