Dziś jest środa, 18 października 2017 roku. Imieniny : Hanny, Klementyny, Łukasza

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Społeczeństwo

Ks. Jacek Międlar CM: Uroczystość Pamięci

Kazanie : Uroczystość Pamięci
1 listopada 2015, Uroczystość Wszystkich Świętych

Liturgia Słowa: Ap 7, 2-4. 9-14; 1 J 3, 1-3; Mt 5, 1-12a

Nie ma żadnych wątpliwości, że Liturgia Słowa kieruje nasze myśli i serca ku świętości umocowanej w Bogu. W nikim innym, jak tylko w Nim Samym odkrywamy bogactwo „zbawienia” (por. Ap 7,9), „pokrzepienia” (por. Mt 11,28) i wiecznej nagrody poprzedzonej zmaganiem, trudem oraz wielkim uciskiem (por. Ap 7,14).

Uroczystość Wszystkich Świętych to Uroczystość Pamięci, o tych dla których sprawą absolutnie nadrzędną była miłość do Boga i troska o dobro wspólne w myśl słów z 1Tm 5,8: „A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzących”. Podczas gdy w swoich listach, Apostoł Paweł, wierzących, odważnych, przepojonych męstwem nazywa „świętymi”.

Zatem Uroczystość Wszystkich Świętych to Uroczystość Pamięci. W myśl hebrajskiego pojęcia זִכָּרוֹן (hebr. zikkaron), pamięci ukierunkowanej na Najświętszego Jahwe oraz wielkich Izraela. Pamięci nie oznaczającej pamięci biernej, będącej jedynie magazynem informacji, ale pamięci będącej katalizatorem w budowaniu cywilizacji Chrystusa, cywilizacji bezpieczeństwa i Prawdy, w myśl słów tak często przywoływanego Świętego Jana Pawła II: „Pamięć o przeszłości oznacza zaangażowanie w przyszłość”! To Święto Pamięci o niezliczonych rzeszach matek i ojców, dla których budowanie Kościoła i Domu-Ojczyzny (por. 1Tm 5,8) na fundamencie Ewangelii nie było obce. To święto tych, którzy w imię miłości i prawdy mieli odwagę przelać krew w słusznej sprawie, w obronie naturalnej rodziny, „domu” (1Tm 5,8), który z patosem określił Święty Jan Paweł II – Narodem Polskim. To pamięć o tych, którzy walczyli „za naszą i waszą wolność”!

To pamięć o naszych przodkach, dla których Ewangelia i dobro wspólne to wartości, za które wielu z nich oddało życie. To pamięć o tych, dla których nie było miejsca na rozmycie Ewangelii, ale kierowali się ewangelicznym „tak, tak, nie, nie” (Mt 5,37). To wreszcie pamięć o największych Polskich bohaterach XX wieku – Żołnierzach Niezłomnych, przez kłamliwy reżim nazywanych Wyklętymi! Mówię o tym nieprzypadkowo, gdyż niedawno spotkałem się, gdy rzekomi patrioci-katolicy (określający się członkami „Kościoła Otwartego”), zamiast oddać cześć bohaterom Ojczyzny, którzy walczyli w naszej obronie, kultury, języka, tradycji, wolności, nazwali ich „bandytami z lasu”! Nie mogę przejść wobec tych słów obojętnie, zwłaszcza w Uroczystość Wszystkich Świętych – Uroczystość Pamięci. Jeżeli pamięci, to w konsekwencji również nieodłącznej wobec niej prawdy! Prawdy o tych, dla których wiara w Boga, usłyszane w dzisiejszej Ewangelii Osiem Błogosławieństw (por. Mt 5, 1-12a) i dobro wspólne, były ważniejsze niż jakakolwiek prywata i indywidualizm! Wielu z nich to Polscy święci XX wieku, którym dzisiejszy dzień jest dedykowany.

Ogromnie niepokojącym zjawiskiem uderzającym w dzisiejszą uroczystość, w to co chrystusowe, a zwłaszcza w Pamięć, jest obcy chrześcijaństwu, pogański, nihilistyczny trend – Halloween, którego nazwa pochodzi od słów Hell’O’Win („zwycięstwo piekła”). Halloween to przede wszystkim okultyzm i antychrystianizm. To moda promująca antywartości, a zwłaszcza kult śmierci i ciemności. „To święto antychrześcijańskie i niebezpieczne. Promujące kulturę śmierci. Atakujące święte i duchowe wartości”. Nie sposób nie zgodzić się ze słowami wielkiego papieża Benedykta XVI, które przed momentem zacytowałem.

Bez względu na to czy Halloween jest traktowane jako zabawa czy satanistyczny kult, jest ogromnym niebezpieczeństwem w wychowaniu młodego pokolenia, w kształtowaniu postaw chrześcijańskich i uwrażliwianiu na to co święte. Nie ma nic wspólnego z prawdziwą pamięcią o świętych i narodowych bohaterach. Jest wobec niej wielkim balastem, mającym na celu manipulowanie społeczeństwem w myśl dewizy: najlepiej rządzi się społeczeństwem głupim, letnim w wyznawaniu wiary i pozbawionym chrześcijańskich wartości! Czy w takim wypadku, bez obaw o chrześcijaństwo i najbliższych możemy przyjąć to „pseudoświęto” do naszej kultury? Nie! I powinniśmy zacząć obawiać się o często zbyt miałką i letnią wiarę, która w konfrontacji z tego typu trendami może nie przetrwać.

Niestety, temu zagrożeniu sprzyja tzw. „Kościół Otwarty”, jak zwykło się mówić o „postępowych”, relatywizujących Ewangelię katolikach, nierzadko stających w obronie antywartości – to nie Kościół Ewangelii. „Kościół Otwarty” na wszelkie trendy, antywartości i zamach na Pamięć nie ma nic wspólnego z Kościołem według zamysłu Jezusa. Nie wiem jak Wy, drodzy Bracia i Siostry, ale ja nie chcę takiego Kościoła Otwartego, brzydzę się nim. Co więcej, Słowo Boga mówi jasno, że Kościół Świętych, których otaczamy dziś pamięcią, to nie wspólnota wszystkim przytakująca i ustępująca, ale to Ecclesia Militans (Kościół Walczący). Walczący nie młotem nienawiści, który chce się nam – świętym wcisnąć w dłonie, ale walczący mieczem Ewangelii, miłości i prawdy (por. Ef 6). Mieczem niosącym zwycięstwo w konfrontacji z serwowanym kłamstwem, i serwowanymi w imię „dobrej zabawy” antywartościami i kultem szatana, stojącymi w opozycji wobec naszego Pana Jezusa Chrystusa. Te wszelkie niezdrowe nauki, my – ludzie chrystusowi, w myśl Apostoła Pawła, w imię obowiązku jaki na nas ciąży, mieczem Prawdy winniśmy wyciąć w pień (1Tm 1,3; Dz 20,30; Ap 2,15)!

By walka była skuteczna potrzeba Pamięci (hebr. zikkaron). Pamięci opartej na prawdzie, na Chrystusie!

Świętowanie Uroczystości Wszystkich Świętych, to nie tylko okazja do spotkania. To okazja do krzewienia w młodym pokoleniu Pamięci i Prawdy, a w konsekwencji wiary w Chrystusa i miłości do Ojczyzny, które w dziejach Kościoła i Narodu próbowano wielokrotnie niszczyć, a które w obecnym systemie edukacyjnym… jak na lekarstwo. Kościół, Naród, który zapomina o wartościach i przeszłości, zmierza ku nicości! My, katolicy wierzący w Chrystusa, nie możemy godzić się na serwowany kolokwialne „pranie mózgu” – „halloweenowy” nihilizm. Nie możemy godzić się na kłamstwo wobec tych, którym należy się Cześć i Honor. Bo droga świętych Kościoła Walczącego nie zmierza do nicości i kłamstwa, ale do świętości. Świętości, która jest umocowana w Jezusie Chrystusie, naszym jedynym Panu i Zbawcy!
 

Ks. Jacek Międlar CM 

 

źródło: myslkonserwatywna.pl

 

Drugi list gówniarza do Adama Michnika

Panie Adamie, minęło kilkanaście dni od mojego pierwszego listu do Pana i tęsknota odzywa się we mnie po raz drugi. Poza powrotem do średniowiecza i upadkiem demokracji jak to zdołała określić jedna z najrzetelniejszych gazet w tym kraju – niewiele się u nas zmieniło. Nie zmieniły się również moje poglądy na temat Pana – Szanowny Panie Redaktorze.

 

Przyznam, że z rozbawieniem przyjąłem słowa o „spadkobiercach tradycji faszystowskiej”, które wystukał redaktor Czuchnowski. Bo czyż nie pisałem w swoim pierwszym liście do Pana, że „ciężko jest pisać list do osoby, która każdy przejaw krytyki uzna za język nienawiści, dzielenie Polaków i sianie faszystowskich poglądów.”? No i rzeczywiście, długo nie musiałem czekać. Co prawda, dziękuję za zainteresowanie Pana gazety moją skromną osobą, jednakże niewysłowiony jest mój żal, iż teksty, w których pisałem o znacznie ważniejszych dla Polski sprawach (proszę mi wybaczyć…) przeszły na ulicy Czerskiej bez echa.

 

Pan Redaktor Czuchnowski odwołał się do mojego pierwszego listu, wyciągając z niego to, co było w nim „najważniejsze”. Mianowicie, powołał się na słowa dotyczące pańskiego wyjazdu do Izraela. Panie Redaktorze… nawet Pan nie wie jak mi wstyd, że dałem się zmanipulować jak dziecko. Gówniarz, to w końcu gówniarz, lecz biję się w pierś. Gorsze jednak jest to, że posunąłem się do insynuacji tak jak ludzie, z którymi przychodzi mi teraz korespondować (albo przynajmniej pisać listy, na które nie przychodzą odpowiedzi). Ja uwierzyłem w autentyczność słów Adama Michnika, który rzekomo miał stwierdzić, że jeśli Ruch Narodowy wejdzie do Sejmu, to wyemigruje do Izraela. A Pan uwierzył w istnienie w Polsce faszyzmu. Cóż, ja poczuwam się do odpowiedzialności, bo honor nakazuje mi przeprosić w momencie, gdy odnoszę się do słów, które nigdy nie padły. Mam również nadzieję, że pański Kolega – Redaktor Czuchnowski również zweryfikuje swoje poglądy. Czas pokaże, czy to zbyt duże oczekiwania z mojej strony.

 

Słowa o wyjeździe do Izraela okazały się zbyteczne. Rzeczywistość nie odebrała jednak zasadności o zakłamaniu medialnym, dzieleniu Polaków i manipulacjach. Po raz kolejny okazało się, że medialne autorytety nie uczą Polaków niczego poza szukaniem taniej sensacji i odbieraniem wiarygodności swoim oponentom. Słowa Redaktora Czuchnowskiego o faszyzmie są zniewagą dla każdego, kto wciela w życie ideały bohaterów takich jak choćby Rotmistrz Witold Pilecki. Nazwanie polskiego narodowca faszystą czy nazistą jest opluwaniem godności tych narodowców, którzy ginęli z rąk nazistów czy komunistów. Ginęli w obronie własnej Ojczyzny, a teraz tych, którzy oddają cześć narodowym bohaterom zrównuje się z ich katami. Wstyd Panowie. Wstyd.

 

 

Panie Adamie, głowa do góry! Średniowiecze nie jest takie złe!

 

 

Michał Patyk – w rubryce ciągle gówniarz

Wrogowie rozwoju fizycznego

Wychowanie fizyczne jest jedną z podstawowych kwestii, które powinny absorbować umysł młodego człowieka. Nacjonalista powinien być swoją sprawnością fizyczną jeszcze bardziej zainteresowany. Jeżeli poziom jego rozwoju fizycznego wzrośnie, zyskuje naród. Nie bez przyczyny hasło „sport, zdrowie, nacjonalizm” budzi w ostatnim czasie wielkie zainteresowanie. Wszyscy chcemy być wyćwiczeni, pragniemy rozwijać się w tej sferze. Niestety, wiele przeszkód staje nam na drodze do osiągnięcia tych celów. Nie mam na myśli absolutnie takich rzeczy jak: wypadki, choroby czy innego rodzaju zdarzenia, które mogą nam to uniemożliwić. Na te wymienione w poprzednim zdaniu niestety nie mamy żadnego wpływu (przynajmniej w przeważającej większości). W tym tekście mam zamiar skupić się na tych, które przy odpowiedniej dozie samozaparcia jesteśmy w stanie wyeliminować. Opiszę więc pokrótce trzech wewnętrznych wrogów rozwoju fizycznego(a w zasadzie to rozwoju w każdej sferze).


Lenistwo, to jest pierwsza przeszkoda w każdej kwestii. Żeby się rozwijać należy być systematycznym. Bez względu na to jakiej sfery to dotyczy. Zarówno tam gdzie chodzi o intelekt, sferę duchowa jak i w tych miejscach gdzie chodzi o fizyczny potencjał, człowiek leniwy ma „pod górę”. Jest to oczywiste. Każdy z nas, niejednokrotnie czuje że czegoś nam się nie chce zrobić. Jeżeli jeden raz zrezygnujemy z czegoś z powodu lenistwa, zrobimy to po raz kolejny, kolejny, i jeszcze kolejny. Niestety tak jesteśmy zaprogramowani. Kluczem aby przełamać przywarę lenistwa, która niestety bardzo często nas dotyka (bez wyjątku), należy znaleźć dobrą motywację do działania. W przypadku treningu fizycznego (jakiegokolwiek), łatwo zrobić to, poprzez precyzyjne określenie swojego wzoru. Zaczynając ćwiczyć (cokolwiek: sporty walki, siłownia, trening funkcjonalny itp.), powinniśmy mieć wzór do naśladowania. Może to być osoba publiczna (sportowiec, aktor), ktoś kto robi na nas olbrzymie wrażenie swoją sprawnością, siłą, wytrzymałością lub jakąkolwiek inną cechą motoryczną. Ile razy nie będzie nam się chciało zrobić treningu, warto pomyśleć o tej osobie i zastanowić jak musiała się ona (ta osoba) niejednokrotnie zachowywać w takiej sytuacji w jakiej aktualnie jesteśmy, aby dojść do tego, do czego doszła. Lenistwo powinno przejść. Jeżeli nie przejdzie, możemy sobie (dlatego najlepiej jeżeli będzie to osoba publiczna) przykładowo obejrzeć kawałek filmu, w którym gra ta osoba (jeżeli to aktor) lub fragment treningu . Wtedy już lenistwo powinno odejść całkowicie. Osobiście wielokrotnie stosowałem to z powodzeniem.


Kolejnym wrogiem systematyczności w treningach jest stawianie sobie zbyt wygórowanych celów w zbyt krótkim czasie. Jeżeli to, co wyznaczyliśmy dla siebie do osiągnięcia jest zbyt wygórowane, nie damy rady tego osiągnąć. Wydaje się to być logiczne. Co w takim razie należy robić żeby móc wytrwać w swoich postanowieniach? Należy przede wszystkim wyznaczać sobie zadania, które jesteśmy w stanie spełnić w odpowiednim okresie czasu i w danej chwili. Bardzo często w Sylwestra różne osoby epatują swoimi postanowieniami, wśród których aż roi się od tych dotyczących treningu, trybu życia itp.. Niestety z zasady nie udaje im się ich wykonać. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Są one wygórowane w stosunku do ich możliwości. Ile razy słyszałem podczas nocy sylwestrowej, że ktoś zamierza zacząć ćwiczyć codziennie(inna sprawa, że codzienny trening nie jest odpowiedni jeżeli patrzymy z punktu widzenia metodyki treningu). Dawał radę spełniać swoje postanowienie przez tydzień, dwa. Potem bardzo szybko się zniechęcał (lub przetrenowywał), ponieważ jego organizm nie był do tego przystosowany. Stawiajmy sobie takie wymagania, jakie jesteśmy w stanie spełnić. W przeciwnym wypadku nasze zachowanie będzie klasycznym przykładem tzw. słomianego zapału.


Trzecim wielkim wrogiem treningowej systematyczności jest bez wątpienia słaba umiejętność planowania sobie czasu. Bardzo często słyszymy z ust różnych osób, „nie ćwiczę bo nie mam czasu”, „jestem tak zapracowany, że nie daję rady”. Na osobie mało obeznanej w temacie takie wytłumaczenia mogą zrobić niemałe wrażenie. Co więcej w głowie słuchacza może pojawić się duża doza współczucia. Ja jednak zbyt dobrze się na tym znam. Osobiście miewałem takie sytuacje, że któregoś dnia szedłem z rana na zajęcia na uczelnię, w czasie okienka wracałem w pośpiechu do domu, robiłem trening, szybko brałem prysznic, a wracając ponownie na zajęcia jadłem w autobusie posiłek potreningowy. Dla chcącego nic trudnego. Nie wierzę, że kogoś nie stać na to, by trzy razy w tygodniu wyasygnować dwie godziny(1 h na trening, 30 minut na przygotowanie, 30 minut na czynności po ćwiczeniach). Taki rozkład(3 razy w tygodniu) potrafi zapewnić całkiem niezłe efekty. Większość początkujących ćwiczy takim właśnie systemem. Koniec końców, aby osiągać postępy, musimy zwalczyć trzeciego wewnętrznego wroga czyli brak samodyscypliny i umiejętności planowania swojego czasu.


Podsumowując, jeżeli damy radę tych trzech wymienionych wcześniej „wrogów” pokonać, możemy spokojnie rozwijać się fizycznie(i nie tylko). Będzie to procentowało lepszymi wynikami w każdej jednej sferze. Z doświadczenia powiem, że nie kosztuje to zbyt wiele, i w zasadzie każdego powinno być na to stać. Odłóżmy wymówki na bok i zacznijmy po prostu działać.


Pamiętajmy, że sukcesy w małych sprawach, przełożą się na sprawy wielkie.

Mateusz Pławski – wiceprezes warszawskiej struktury Młodzieży Wszechpolskiej, prezes MW Warszawa-Południe, członek partii Ruch Narodowy.

Kościół jutra

„Z dzisiejszego kryzysu wyjdzie Kościół jutra. Kościół, który wiele utracił, stanie się maluczkim i będzie musiał zaczynać od początku. Nie będzie już mógł wypełnić wiernymi świątyń, które zostały zbudowane w okresach wielkiej „koniunktury”. Wraz z liczbą swoich zwolenników utraci wiele przywilejów w społeczeństwie, ale będzie się czuł silniejszy niż dotychczas, bo będzie dobrowolną wspólnotą, złożoną ze zdecydowanych ludzi. Jako mała społeczność będzie o wiele mocniej angażował inicjatywę swoich poszczególnych członków. W wierze i modlitwie pozna znowu swoje właściwe centrum, a sakramenty przeżywać będzie znowu jako służbę Bożą, a nie jako problem struktury liturgicznej.”

 

 

Tak pisał w 1970 roku ks. prof. Joseph Ratzinger i nie potrzebujemy tu wielkich rozważań teologicznych, by dostrzec aktualność tych słów. Dla członków Kościoła Katolickiego jasne jest, że Wspólnota tkwi w stanie kryzysu wywołanego zarówno przez czynniki zewnętrzne, jak i przez letniość przekazu, który ona sama wysyła do świata. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że otwarcie kościołów na oczekiwania współczesnych społeczeństw okazało się błędem. Zresztą ta porażka musiała nastąpić, bo „to nie Kościół ma się dostosować do świata, lecz świat do Ewangelii”. Dlatego potrzebujemy w pokorze wrócić do korzeni – bogatsi o wnioski z błędów, za które odpowiedzialność musi wziąć cała Wspólnota.

 

Wszelkie problemy Kościoła wzięły się z tego, że zapragnął popłynąć z duchem czasów i zapomniał o tym, co tkwi w centrum jego istnienia. A fundamentem życia Kościoła może być tylko i wyłącznie Bóg – ze wszystkim, co wypływa z Bożej doskonałości. Prawo ustanowione przez Boga nie może podlegać żadnym modyfikacjom i strach przed utratą wiernych, nie może usprawiedliwiać prób redefiniowania prawa Bożego. To właśnie prawo Boże jest podstawą do ustanawiania praw ziemskich i Kościół bezwzględnie musi o tym pamiętać. Bo na nic zdadzą się kościoły pełne ludzi jeśli kapłani będą bali się głosić Bożych prawd, by tylko ci ludzie z kościołów nie wyszli. Kościół musi być niewygodny, bo jest stroną w nieustannym konflikcie dobra ze złem. I musi być stroną bezwzględną, która nie kapituluje gdy zmieniają się okoliczności. Powinien wyciągać rękę do każdego człowieka. Powinien prowadzić dyskusje także z tymi, którzy nauki Kościoła nie uznają. Jednak ciągle musi stać na straży niezmiennych prawd. Nie może łagodzić swojej nauki, tylko dlatego, że ktoś tego oczekuje. Ma być Światłem, które otoczone prze mrok nie umniejszy swojej mocy.

 

Budowa Kościoła jutra – Kościoła wracającego do korzeni, jest zadaniem każdego, kto słyszy w sobie Boży głos. Tylko autentyczni wyznawcy Stwórcy mogą stworzyć oblicze Kościoła zgodnie z Bożą wolą. Nie uczynią tego heretycy pragnący zaspokoić swoje ego i chcący zapełnić kilka sekund z dziejów świata swoją osobą. Nie uczynią tego członkowie Kościoła krzywdzący ludzi i Boga nieświadomą nienawiścią. Nie przywrócą Kościołowi blasku ci, którzy poszukiwania Boga ograniczają do studiowania niezliczonych książek. Kościół odnowią wierni, którzy Ewangelię wcielą w codzienne życie. To oni będą tworzyć Kościół jutra na chwałę Bożą i na ratunek człowiekowi. A siłę wezmą ze szczerej, gorliwej modlitwy, która nie pozwoli im oddalić się od centrum.

 

Michał  Patyk -  student Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim, sekretarz redakcji i publicysta „Mysl24.pl”, współpracownik portalu „ProstozMostu.Net” oraz kwartalnika „Myśl.pl”.

Wychowanie: pomiędzy szkołą a rodziną

„Wychowanie’’ - niemal każdy wie co oznacza to słowo. Każdy był lub jest wychowywany. Można by wręcz postawić tezę, że trwa ono całe życie. Wszyscy zdają sobie sprawę, że jest ono konieczne. Co do tego praktycznie wszyscy są zgodni. Problemy zaczynają się natomiast jeżeli przyjdzie do określenia na czym owo wychowanie powinno polegać oraz kto powinien je sprawować.

W tym tekście zamierzam podzielić się moimi spostrzeżeniami dotyczącymi tego jakże ważnego tematu. Mam zamiar skupić się przede wszystkim na kwestii dotyczącej tego, kto powinien „wychowawcą” być.

W tej kwestii najwięcej osób reprezentuje jedno z dwóch podejść. Pierwsze sugeruje jakoby procesem wychowania powinna zajmować się głównie rodzina, inni natomiast chcą by funkcję tę przejęła i sprawowała szkoła. Obydwie opcje wydają się uzasadnione. Rodzina to przecież podstawowa komórka społeczna oraz naturalna grupa pierwotna do której dany człowiek należy. Szkoła jest z kolei pierwszą instytucją publiczną, z którą każda osoba ma bliski kontakt.

Powiem szczerze, że moim zdaniem udział w wychowaniu każdego człowieka powinny mieć obydwie instytucje, w bardzo podobnym lub wręcz równym stopniu. Brak udziału którejkolwiek z nich może doprowadzić do bardzo negatywnych skutków wychowawczych. Zdaniem wielu osób rolą szkoły jest tylko i wyłącznie edukacja. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Tak jak pisałem w jednym z moich poprzednich artykułów, szkoła w mojej opinii powinna przede wszystkim przygotowywać młodego człowieka do współżycia z innymi „elementami” i uczestnikami społeczeństwa (osobami, grupami, instytucjami). Jest to rola co najmniej nie mniej ważna niż ta stricte edukacyjna.  Wyobraźmy sobie bowiem osobę, która jest świetnie wykształcona, posiada rozległą wiedzę z zakresu: matematyki, fizyki, literatury, historii lecz jest pozbawiona umiejętności społecznych  oraz interpersonalnych. Była by ona kompletnie nieprzygotowana do funkcjonowania w świecie. Nie dawałaby ona sobie rady w żadnej sferze, z którą miałaby do czynienia, przykładowo w życiu zawodowym w przyszłości. Kontakt z rówieśnikami jest elementem stricte wychowawczym. Oczywistym jest fakt, że na skutek pewnych pomysłów, które pojawiają się w głowach młodych ludzi (wszyscy przechodziliśmy przez tzw. trudny wiek) mogą wystąpić negatywne skutki. Jednak nie zmienia to faktu, że zgodnie z tym co jednogłośnie twierdzą różnego rodzaju naukowcy zajmujący się sferą interpersonalną, człowiek najwięcej uczy się od swoich rówieśników. Oczywistym wydaje się także wpływ nauczycieli na proces wychowania. Jest to jasne dla wszystkich. W tym aspekcie na szkole ciąży i powiem więcej - musi ciążyć obowiązek.  Szkoła nie jest jedynie od edukacji. Podkreślę to po raz kolejny. Funkcja wychowawcza jest tak samo ważna.

Rodzina z kolei powinna kształtować w młodym człowieku wartości, które następnie byłyby utrwalane przez szkolę. Rodzina jest społecznością pierwotną, szkoła natomiast wtórną. Adaptacja i pobieranie społecznych nauk od obydwu z nich jest po prostu  konieczne.

Dzisiaj mamy niestety pewien problem w związku ze szkołą. Chodzi mi o przesiąknięcie wielu przedmiotów, a w skrajnych przypadkach całego programu, różnymi „lewackimi” ideologiami, np. gender. Zaburza to niestety w dużym stopniu utrwalanie przez szkołę wartości wyniesionych z rodzinnego domu, natomiast jest to patologia obecna w szkolnictwie. Wszyscy wiemy jak szkodliwe mogą być owe „lewackie wynalazki” dla rozwoju wewnętrznego oraz społecznego dziecka.

Nie zmienia to jednak w mojej opinii sprawy, że wbrew temu co wiele osób twierdzi, w wychowaniu szkoła jest tak samo ważna jak rodzina. Musi to jednak być „zdrowa” szkoła, wówczas funkcje obydwu środowisk będą budujące.

 

Mateusz Pławski – wiceprezes warszawskich struktur Młodzieży Wszechpolskiej, prezes MW Warszawa-Południe,  członek partii Ruch Narodowy

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy