Dziś jest sobota, 18 listopada 2017 roku. Imieniny : Klaudyny, Romana, Tomasza

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Czy rośnie nam nowe pokolenie Kolumbów?

Młode pokolenie jest jedną wielką zagadką. Z jednej strony maszerują w pochodach czcząc pamięć Wyklętych, z drugiej gubią się w matni memów i internetowych protestów. Największym kapitałem osób niepamiętających czasów transformacji ustrojowej wydaje się być świeży umysł i takież spojrzenie na historię. Szkoda tylko, że ciasny gorset systemu skutecznie wybija im z głowy próby intelektualnej finezji.

Młodzi – nastoletni i dwudziestokilkuletni – to dzisiejsze nowe, zagadkowe pokolenie, także w sensie politycznym. Na kartce wyborczej stawiają krzyżyki przy nazwisku ludzi Palikota, ale kochają też Korwin-Mikkego i Ruch Narodowy (ten ostatni szczególnie 11 listopada podczas Marszu Niepodległości). Potrafią godzinami surfować po Internecie, by innym razem ruszyć w marszu rotmistrza Pileckiego lub czynnie brać udział w obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Trudno w tekście publicystycznym postawić precyzyjną i miarodajną diagnozę. Warto jednak postawić pytanie czy poszukiwanie przez młodych autorytetów w polskiej historii najnowszej jest tylko ulotną fascynacją czy też może stanowić zaczyn do prężnego rozwoju nowej elity, swoistego pokolenia Kolumbów XXI wieku.

Epoka dekadencji

Na ile młodzi ludzie są dzisiaj przejęci historiami Wyklętych? Na ile czerpią z nich źródło inspiracji do głębszych przemyśleń i intelektualnych refleksji? Zapewne dowiemy się o tym wszystkim za dziesięć, dwadzieścia lat. Badania wskazują jednak już dzisiaj, że polska młodzież jest w miarę konserwatywna – na pierwszym miejscu stawia rodzinę, często młodzi deklarują się też jako katolicy. Skąd więc tak niepokojący kościelnych hierarchów odsetek młodych ludzi żyjących „na kocią łapię”? Przecież wzory do których wielu z nich się odwołuje – choćby Pilecki – to gorliwi katolicy. Czy wskazuje to na prosty wniosek, że za wyrażanymi w sferze publicznej wartościami nie idą żadne konkretne gesty, żadne postawy i świadectwa?

Pytania się mnożą. Na pewno pokolenie młodych ludzi pełne jest wieloznaczności. Na pewno też nie wszyscy młodzi patrioci po Marszu Pamięci rotmistrza Pileckiego udają się na młodzieżową orgietkę gdzieś w tętniącej basami dyskotece. Pewne jest jedno – w sensie myślenia społeczno-politycznego młodzi aktywni obywatele naszego kraju są prawoskrętni, nie ulegają zbyt szybko drenażowi wędrujących do nas z Zachodu pseudowartości.

Ale popadanie w euforię, że oto rośnie nam pokolenie gotowe przyjąć na siebie misję odbudowy silnej Polski, to równoczesne popadanie w fantasmagorie. Nigdy bowiem – w dającej się przewidzieć przyszłości – nie będzie takiego pokolenia. Marzenia o społecznej odnowie, o ludziach niepamiętających komuny, nieobciążonych bagażem przykrych doświadczeń budowy III RP – to mrzonka. Minęły dawno czasy, gdy można było mówić o „kształtowaniu” pokolenia. Nie istnieje obecnie żadna kuźnia zdolna do modelowania młodzieńczej duszy. Jest, powie ktoś, rodzina, jest Kościół, jest szkoła. Tyle że rodzina zakładana współcześnie przez znerwicowane i zabiegane za potrzebą zwiększenia dochodów pary, atakowana w dodatku przez przesiąknięte lewicową ideologią – za radą Gramsciego – instytucje państwowe, nie jest w stanie otoczyć dziecka na tyle twardym kokonem, by impregnować młodą duszę na brud otaczającego świata. A przecież młody człowiek wzorców może poszukiwać dzisiaj w ojcu, matce, nauczycielu, księdzu, ale także w internetowym blogu, w kolejnym serialu, w programie rozrywkowym (vide: idole młodzieży – Wojewódzki i Owsiak).

Przed tym wszystkim nie uratuje dzieciaka też Kościół, bo ten dawno zrezygnował z walki o kulturę. Kiedy słyszeliście Państwo o katolickim pisarzu, malarzu, reżyserze, aktorze? Są znani ludzie deklarujący swój katolicyzm, ale czy przekładają oni katolickie wartości na wytwarzane przez siebie komponenty kultury materialnej? Skądże znowu!

W końcu nie pomoże młodzieży i szkoła, idąca z duchem ukształtowanego w latach 60. w Stanach Zjednoczonych modelu edukacji demokratycznej Johna Deweya. Cel tego modelu jest jeden – przystosować ludzi do życia. Przyznajmy – brzmi szczytnie. Ale gorzej wygląda w praktyce, ponieważ „wyprodukowany” przez taką szkołę młody człowiek jest, owszem, specjalistą w swoim fachu, znakomicie posługuje się piórem, pieczątką, lancetem, lecz nie jest w stanie pojąć niczego więcej z otaczającego go świata poza tym, że ta partia jest prawicowa, ta lewicowa a co cztery lata – lub od biedy częściej – trzeba spełnić obywatelski obowiązek, czyli pójść na wybory. Co więcej, wielu młodym ludziom taki właśnie model edukacji odpowiada. Trudno się dziwić, wszak na coraz bardziej chybotliwym rynku pracy wydaje się on być gwarantem nabycia umiejętności koniecznych do otrzymania upragnionego etatu.

W efekcie, skomplikowana maszyneria współczesności wypluwa – wybaczcie ten banał, ale inne słowo nie przychodzi mi w tej chwili do głowy – człowieka bez właściwości. Relatywizującego, niezbyt rozgarniętego, za to sformatowanego na pracę i zarabianie pieniędzy. Niżej podpisany bardzo by nie chciał wyjść na abnegata. Praca, dobre zarobki, życie w luksusie są czymś, czego każdy normalny człowiek pożąda. I nie ma w tym nic zdrożnego. Problem w tym, że szkoła nie jest miejscem, gdzie rodzice posyłają dzieci w zamian za gwarancję ich osobistego sukcesu w przyszłości. Szkoła powinna być okresem wytrwałych ćwiczeń zarówno praktycznych, jak i umysłowych, które – co jest głównym celem każdego ćwiczenia – nie dostarczą wiedzy jak postępować w praktyce, ale nauczą konfrontować się z sytuacjami, gdy szablon praktycznych zachowań całkowicie się wyczerpie. Wyćwiczony, inteligentny umysł ma istotny przymiot jakim jest elastyczność a ta nie pozwola zejść mu na manowce. Stąd tzw. ludzie sukcesu są nierzadko erudytami ćwiczącymi umysł, choć czytanie Dostojewskiego nie dostarcza im wiedzy na temat tego, w jaki sposób powinien reagować menedżer korporacji w sytuacji kryzysowej.

Na manowce sprowadzane są także pokolenia młodych Polaków przeświadczonych, że zajęcia praktyczne w szkołach zapewnią im sukces zawodowy. Patrząc na pragnienia młodych ludzi i zważając na ideologię jaką przesiąknięte są w Polsce państwowe instytucje, można zaryzykować stwierdzenie, że pasja młodych do Żołnierzy Wyklętych to ledwie tchnienie emocji w zrobotyzowanym i zmechanizowanym społeczeństwie. To dotyk świata realnych wartości, gdy zewsząd otacza rzeczywistość symulowana, płynna, eklektyczna. Taka fascynacja może, oczywiście, przerodzić się w głębszą refleksję, ale nigdy nie stanie się żadnym doświadczeniem formacyjnym, nigdy też nie urodzi ona owego mitycznego pokolenia Polaków zdolnych budować silną Polską. Nie będziemy mieć nowych Kolumbów, zapomnijmy o tym.

Wszędobylski demokratyzm

Myśl konserwatywna czy, szerzej, prawicowa nie potrafi odpowiedzieć na te wyzwania, nie stawia na stole żadnej kontroferty. Przez dwa wieki z okładem udało się lewicy narzucić oczywisty dyktat demokracji niemal w każdej dziedzinie życia. Z ideologii komunistycznej Polska wpadła w miękką i co prawda mniej brutalną, ale przecież szkodliwą ideologię demokratyczną. Nie trzeba mnożyć przykładów, bo wystarczy sięgnąć do klasyków teorii demokratycznych, jak Sartori czy Dahl. Pierwszy sprytnie wykłada nowiutką teorię demokracji omijając wszelkie sprzeczności tego systemu, drugi zaś proponuje bez ogródek, by demokratyzować wszystko włącznie z prywatnymi przedsiębiorstwami. Bo państwo – uzasadnia – ma prawo do takiej interwencji. I nie jest to żaden margines. Na dziełach tych autorów wychowują się młodzi politolodzy czy socjolodzy.

Demokracja przestała być mechanizmem rozładowującym konflikty a służy lewicowym ideologiom. Największym sukcesem progresistów jest to, że w ciągu niespełna dwóch wieków udało im się ukształtować na własną modłę określony model liberalnej demokracji i wmówić całemu nieomal światu, że to jedyny normalny system dający się stosować zawsze i wszędzie. Demokracja może więc panować w szkole, w Kościele i w domu. Bo dlaczego by nie? W końcu jedyną alternatywą jest dyktatura, jakżeby inaczej.

Czynienie z demokracji nowej ideologii doprowadza do stopniowego ogłupiania społeczeństwa. Wszak obsesja równości wpisana na stałe w ideologię demokratyzmu opiera się na bezwzględnej unifikacji wszystkich ludzi, co sprowadza ich do jednej zbitej masy o tych samych właściwościach. Młodzi pasjonaci historii, zauroczeni postawami Wyklętych, w przeważającej mierze stracą swój zapał, bo refleksja ta nie zostanie nigdy pogłębiona. Nie ma jej bowiem kto oszlifować ani w szkole, w której panuje obsesja równości i trend dopasowania uczniów do wymogów rynku pracy, ani w domu tracącym stopniowo kontrolę nad kształtującym się młodym człowiekiem, ani w Kościele rezygnującym zupełnie ze swojej roli wychowawczej. Produkcja ludzi bez właściwości i ambicji wpływania na rzeczywistość będzie się więc pogłębiać. Gdy młodzi ludzie zaskoczą na rynku pracy zastąpią bunt konformizmem, a chęć głębokich zmian depresyjną akceptacją zastanej rzeczywistości.

Parę procent

Nie jest jednak tak, że intelektualne poruszenie wielu młodych ludzi przejawiające się poszukiwaniem autentycznych wzorców zgaśnie we wszystkich. Istnieje przecież niemało ambitnej młodzieży gotowej ćwiczyć umysł, rozwijającej intelektualne zdolności. Jest to zjawisko coraz rzadsze, bo faktycznie polski system edukacji przepuszcza umysły młodych przez maszynkę do mięsa. Można się jednak temu oprzeć. Ci, którym się to udaje, kształtują w sobie intelektualną dojrzałość. Dla nich fascynacja historią, postawy żołnierzy antykomunistycznego podziemia czy przedwojennych elit mogą stanowić nie tylko impuls emocjonalny, ale także impuls intelektualny, stanowiący materiał do ciężkiej i solidnej pracy domowej. Nabranie dystansu do przeszłości, wygładzenie jej emocjonalnych fałdów zakrywających pole widzenia, daje co bardziej ambitnym jednostkom szanse rozumienia realnego biegu współczesnej polityki i odpowiedzi na wyzwania „tu i teraz”. To z grupek idących na czele patriotycznych pochodów może rekrutować się przyszła elita naszego kraju, tym twardsza że budowana niejako wbrew systemowi promującemu nijakość i mierność. Nie będzie to jednak żadne cudowne pokolenie, lecz chlubne wyjątki. Mowa bowiem o niewielkim procencie uczniów w poszczególnych szkołach, przejawiających poważniejsze ambicje intelektualne niż wykucie materiału do najbliższej klasówki czy zapoznanie się z kluczem do maturalnych wypracowań. To oni chętnie podejmują się aktywności społecznej, przełamując bierność młodych ludzi, chętniej protestujących na Facebooku niż w realu. Dla nich historyczna pasja, swoista moda na historię, którą obserwujemy w Polsce od paru lat może być świetną polityczną szkołą, nauką troski o dobro wspólne. Nie jest to optymistyczna konstatacja, biorąc pod uwagę, że przeważająca większość młodego pokolenia odrzuca jakiekolwiek ambicje pracy nad sobą, ograniczając się do skandowania patriotycznych haseł. Ale zawsze to jednak coś…

 

Krzysztof Gędłek-   absolwent politologii, doktorant. Publicysta portalu Polonia Christiana24.pl. oraz kwartalnika „Myśl.pl”.  Pasjonat polskiej myśli politycznej XIX i XX wieku, szczególnie w okresie po 1945 roku. 

 

Tekst opublikowano na łamach nr 31 kwartalnika "Myśl.pl".

 

 

 

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy