Dziś jest środa, 18 października 2017 roku. Imieniny : Hanny, Klementyny, Łukasza

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Przenieść myśl narodową w następne pokolenia

Mówiąc o transferze idei narodowej w następne pokolenia nawiążę w moim krótkim wystąpieniu do młodego pokolenia początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Treścią informacji będzie kilka osobistych wspomnień młodego wówczas studenta obojętnego na sprawy narodowe i państwowe, którego szczątkowa edukacja historyczna wyniesiona ze szkoły średniej ograniczała się do wiedzy zawartej w podręcznikach do historii Polski autorstwa Heleny Michnik i Ludwiki Mosler oraz do historii powszechnej Henryka Sędziwego.

Będąc studentem III roku germanistyki UW spotkałem Janusza Krzyżewskiego. To, co mnie u Janusza od razu ujęło, to jego bezpośredniość w nawiązywaniu kontaktów interpersonalnych. Przyczynę tego widzę teraz w jego skromności. Chociaż, jak twierdził, uwielbiał luksus, ubierał się nader skromnie i tak samo żył. Mimo swej ogromnej wiedzy i erudycji nigdy nie dawał okazji do odczucia własnej wyższości intelektualnej, chociaż była ona zawsze odczuwalna. Z jednej strony niesamowita erudycja Janusza imponowała mi, natomiast z drugiej - jego wartki tok wywodów i kwiecisty styl był dla mnie wtedy pewną przeszkodą w wyłowieniu sensu tego, co chciał powiedzieć. W styl narracji Janusza należało się po prostu wczuć, aby wydobyć istotę przekazywanych sądów. Jego dowcip, specyficzne „epitheta ornantia” i gra słów powodowały, iż słuchało się go z zainteresowaniem. Byłem zafascynowany silną i niezachwianą wiarą Janusza. Jego codzienne uczestnictwo we Mszy św. było dla wielu przykładem. Zachęcał nas do czytania Pisma św. i modlenia się psalmami, co systematycznie praktykował. Nie zaniedbywał również tradycyjnych form modlitewnych w tym wysoko cenionej przez niego modlitwy różańcowej, kultywował codzienną modlitwę rodzinną, o czym mogłem się naocznie przekonać będąc u Niego gościem. Gdy w trakcie jednego ze spotkań odniósł wrażenie, iż ktoś z naszej grupy waha się w wierze, opowiedział nam o Bogu a na końcu wykrzyknął: „Ateusze wystąp!” Nikt nie wystąpił. Jego idolem był Stefan Kardynał Wyszyński, na którego się często powoływał. Czasami bywało tak, iż prowadząc wywody na temat geopolityki, nawiązywał do kwestii religijnych i etycznych, kończąc na konkretnych egzystencjalnych problemach życia codziennego i rodzinnego. Mimo tego metodologicznego uchybienia nikt nie odnosił wrażenia straconego czasu.     

Grupy szkoleniowe prowadzone przez Janusza były oczywiście grupami nieformalnymi. Powstawały one po uprzedniej selekcji potencjalnych członków. Owa selekcja była konieczna przede wszystkim ze względu na niebezpieczeństwo inwigilacji ze strony SB, co w konsekwencji kończyć się mogło tragicznie zarówno dla uczestników kompletów jak również dla prowadzącego. Istotne w tym względzie było wzajemne zaufanie. Dlatego selekcji dokonywano spośród grup koleżeńskich. Był to proces oparty na „zasadzie pączkowania”: „X” jest pewny. „X” twierdzi, że „Y” jest pewny a więc można przyłączyć go do grupy. Z kolei „Y” werbował innego członka grupy. Skutkiem tego powstawała względnie trwała grupa szkoleniowa. Aby zapewnić bezpieczeństwo spotkań praktykowano zasadę, którą można określić mianem „intencjonalnej nieświadomości”. Polegała ona na nieświadomości istnienia innych grup szkolonych przez tego samego lub innego wykładowcę, aby uniknąć podejrzeń denuncjacji członka jednej grupy w przypadku aresztowania innej. Niekiedy, a dotyczyło to również mojej osoby, przed właściwym kompletowaniem grupy szkoleniowej wyszkolony członek nieistniejącego już kompletu przeprowadzał stosowną rozmowę na stopie koleżeńskiej. W moim przypadku rolę tę spełniał Jerzy Klata. Chodziło tu o orientację, czy dany kandydat jest zainteresowany uczestnictwem w komplecie oraz czy jest osobą ze względu na bezpieczeństwo innych pewną. Dopiero po utworzeniu w ten sposób konkretnej grupy, organizowano spotkanie z właściwym szkoleniowcem.

Szkolenie prowadzono z wykorzystaniem wielu form. Janusz, który był miłośnikiem wspinaczki górskiej, organizował grupowe wyjazdy w góry. Obowiązywał tzw. „strój turystyczny”: Im bardziej turysta był zarośnięty i niechlujnie ubrany, tym lepiej, bowiem nie wzbudzał podejrzeń. Inną metodą były spacery indywidualne. W przypadku spotkań indywidualnych Janusz, który był prawnikiem, zawsze przynosił ze sobą Kodeks Postępowania Cywilnego zwany przez niego „siatką maskującą”, ponieważ w trakcie spotkania nie było oczywiście mowy o kwestiach prawnych. Czynił to na wypadek, gdyby ktoś z zewnątrz miał jakieś podejrzenia w odniesieniu do celu spotkania. Janusz spotykał się też z całą grupą w mieszkaniu prywatnym. Była to zasadnicza forma szkolenia. W przypadku grupy, w której ja uczestniczyłem, lokum szkoleniowym było mieszkanie Rodziców Andrzeja i Witolda Świtalskich. Grupę tworzyli Elżbieta Pasek (Kołtunowska), Marek Kośmicki, Andrzej i Witold Świtalscy, Mirosława Tyszkiewicz i ja. Spotykaliśmy się regularnie w odstępach dwutygodniowych. Również tu stosowana była zasada konspiracji: Po prelekcji Janusz wychodził z mieszkania jako pierwszy, potem należało wychodzić pojedynczo, bowiem każdy grupowy exodus mógł wzbudzać podejrzenie. Jako cała grupa można było spotykać się jedynie przy innych okazjach np. przy okazji spotkań organizowanych w Duszpasterstwie Akademickim, co było naturalne i niewiele informacji dostarczało konfidentom. Na początku lat osiemdziesiątych Janusz Krzyżewski szkolił w Lublinie liczną grupę studentów. Niektórzy uczestnicy tajnych kompletów, działający później czynnie w harcerstwie „Zawisza”, umożliwili mu kontakty z młodymi ludźmi. Inni byli posłami na Sejm a dzisiaj piastują ważne urzędy w administracji państwowej.

            Janusz wyjeżdżał też za granicę. Osobiście miałem okazję odbyć z nim w roku 1979 podróż do Watykanu i Włoch. Zarówno w pierwszym jak też drugim przypadku skuteczne referencje dostarczył nam członek naszej grupy szkoleniowej Marek Kośmicki. Celem podróży do Włoch było nawiązanie kontaktu z ówczesnym prezydentem „Camera dei deputati” Luigi Scalfaro oraz poinformowanie go o sytuacji w PRL. Celem wizyty w Watykanie natomiast było zgromadzenie i przewiezienie do Polski książek o tematyce religijnej szczególnie w języku rosyjskim i słowackim a przede wszystkim egzemplarzy Pisma św. Janusz nazywał owe przedsięwzięcie „euroszmuglem”. Jak mi wiadomo, przemycone książki rozdawał potem bezpłatnie w jego rodzimej parafii.

            Co młodzi ludzie mogli wynieść ze szkoleń Janusza w zakresie edukacji historycznej i politycznej? Przede wszystkim zrozumienie doktryny narodowej, która była w nauce historii albo przemilczana albo przedstawiana opacznie. Janusz stworzył możliwość oglądu historii z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas, wtajemniczał w procesy działań ośrodków antypolskich i antykatolickich w formowaniu dziejów, odnosząc je również do ówczesnej polityki, demaskował oblicze propagandy PRL i mechanizmy oddziaływania społecznego na jednostkę i grupy, wzbudził zainteresowanie nauczaniem ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego, którego często cytował i fascynował się Jego Osobą. Całą grupą chodziliśmy słuchać kazań świętokrzyskich Prymasa oraz spotykaliśmy się z Nim na tzw. Wolnej Trybunie w Kościele św. Anny oraz na opłatkach w Pałacu Prymasowskim na ul. Miodowej.

 

Prof. dr hab.- Piotr Kołtunowski- ur. 19. maja 1948 r., pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Germanistyki i Lingwistyki stosowanej UMCS w Lublinie, Kierownik Zakładu Kulturoznawstwa Niemieckiego Obszaru Językowego. Dyscyplina podstawowa: filologia germańska. Zainteresowania naukowe: historia, kultura i realioznawstwo Niemieckiego Obszaru Językowego.

Tekst ukazał się w 33 numerze kwartalnika Myśl.pl 

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy