Dziś jest sobota, 25 marca 2017 roku. Imieniny : Bolka, Cezaryny, Marioli

REKLAMA

Kwartalnik Myśl.pl

Kika tygodni temu jeden z prawicowych publicystów stwierdził, że „kultura prawicy nie interesuje, prawica jej nie rozumie i zrozumieć nie chce. Wydaje się, że kultura jest z założenia neutralna, a próby jej analizy i współtworzenia podejmuje tylko lewa strona”. Czy miał rację? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Warto jej jednak poszukać. Jeszcze ważniejszym zadaniem wydaje się być zrozumienie, czym jest kultura i jakie znaczenie może odegrać w zachęcaniu Polaków do społeczno-politycznej aktywności i odpowiedzialności. Nie chodzi tu jednak o groteskowy, czasem wręcz zaściankowy, produkt kulturopodobny, serwowany nam jakże często przez tak zwane media „niezależne”, ale o coś, co może stanowić trwały fundament zmian naszego narodu i państwa.


W numerze, który właśnie oddaliśmy do Państwa rąk, staramy się pokazać współczesne,  popkulturowe próby łączenia kultury z patriotyzmem. To muzyka hip-hopowa, grafika oraz inne nowoczesne formy wyrazu artystycznego. Liczymy na to, że numeru inicjatywy, o których piszemy, przysłużą się zwycięstwu narodowo-konserwatywnej prawicy na froncie walki o sztukę, kulturę i wychowanie. Oby rację miał Łukasz Moczydłowski, którego tekst pt. „Czas stworzyć manifest antyantysztuki!”, otwierający dyskusję na łamach niniejszego numeru, kończy się refleksją:  „Wydaje się, że przy takim programie sztuki nowoczesnej Polacy ze swoim głęboko zakodowanym, często nieuświadomionym pierwiastkiem buntu i znacznie powolniej biegnącymi procesami rozpadu, niż ma to miejsce u naszych zachodnich braci, świetnie nadają się do poniesienia płomienia irredenty przeciwko współczesnej antysztuce. Być może właśnie walka o nową sztukę pozwoli nam w końcu odrzucić – wraz z lewicową poprawnością polityczną – duszący nas od wieków kompleks pawia i papugi”.

W bieżącym numerze szczególnie polecam Państwa uwadze teksty z zakresu geopolityki: artykuł dr. Wojciecha Turka pt. „Od Pax americana do świata wielobiegunowego” oraz Krzysztofa Lalika zatytułowany „I’m not Charlie, not terrorist, not Muslim, but from Europe” . Poza tym jak zwykle sporo miejsca poświęcamy sprawom idei, polityki oraz historii. Przybliżamy także działania Wiedeńskiej Inicjatywy Narodowej – kolejnego środowiska, z którym nawiązaliśmy aktywną i owocną współpracę.

W imieniu całej redakcji życzę miłej lektury!
Krzysztof Tenerowicz
Redaktor naczelny „Myśl.pl”

 

Więcej…

_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
_self
01/42 
start stop bwd fwd

MyślTV

FACEBOOK

Mit współczesnej elity narodowej

Nigdy nie brakowało, nie brakuje i nie zabraknie także w przyszłości – osób pragnących należeć do elity – abstrahując od tego, czym ta elita w rzeczywistości by była. Od prawa do lewa mnożą się samozwańcze elity polityczne, intelektualne czy kulturalne. Licytacje na swoją wyjątkowość nie są czymś rzadko spotykanym we współczesnej Polsce. I zasadniczo powinniśmy cieszyć się z tego, że pragnienie rozwoju oraz polepszenia swojej sytuacji wciąż pobudza naszą fantazję i determinuje nasze postawy. Żal jednak, że elity dnia dzisiejszego swoje piedestały muszą budować same. Jeszcze większy żal, że naszym elitom brakuje rzeczywistej mocy i wpływania na życie nawet najmniejszych społeczności lokalnych.

 

W niniejszym artykule nie będę zajmował się wszystkimi polskimi elitami, które obwieściły narodowi swoje powstanie. Nie poświęcę uwagi elitom III RP – jedynym, które zdołały zasmakować niepodważalnej Prawdy. A przynajmniej tak przedstawiają swoje poglądy i w duchu tej myśli odrzucają poglądy odmienne. Wszak wiadomo, że albo jesteś z nami, albo przeciw nam. Albo uznajesz nasze zasady i nasze nowe wartości – albo jesteś faszystą. Nie. Z tymi elitami, w tym artykule nie będę się spierać. Powiedzmy – ich argumenty nie brzmią już tak mocno, by wchodzić po raz kolejny w jałową dyskusję. Niestety, nie ma płaszczyzny porozumienia między okrągłostołowymi elitami, a tymi, którzy w Polsce zbudowanej wspólnymi siłami komunistycznych grup wpływu i solidarnościowych liderów – nie czują się komfortowo. Niby jeden naród, ale wiele różnych kultur i światopoglądów. Jedni przesiąknięci są wspólnotą narodową, drudzy naród traktują instrumentalnie. Dlatego porzucę na chwilę ten spór, chociaż żadnej ulgi nie czuję.

 

Pragnę natomiast poświęcić się rozważaniom nad elitą znacznie mi bliższą. Elitą, do której naprawdę chciałbym należeć. Mowa o elicie skupionej wokół polskiej idei narodowej. Idei piękniej – idei szlachetnej oraz idei potężnej w przedwojennej Polsce. Idei, która zbudowała naród, gdy ciążył nad nim bicz zaborców. Idei, której swe serca poświęciło wiele wybitnych postaci z świata polityki i kultury. I niestety… idei, która obecnie nie ma szczęścia do swoich reprezentantów.

 

Zanim wskażę to, co według mnie jest złego we współczesnym obozie narodowym – zaznaczę, iż nie czynię tego z przekory czy niechęci do kogokolwiek. Jedyną motywacją, która mi w tym momencie przyświeca, to troska o przyszłość tego obozu. Uważam, że polski narodowiec, to człowiek, który może i powinien dzierżyć ster polskiej polityki i życia społecznego. Chciałbym jednak, by ten narodowiec spokojnie zastanowił się nad jakością swojej służby – bez niepotrzebnych uniesień. Mam świadomość, że z racji wieku i swojej działalności moje kompetencje do oceny współczesnego obozu narodowego nie są zbyt wielkie. Nie w tym jednak rzecz, by odzywały się same wybitne autorytety. Być może zwykły, szary, młody człowiek, który umiłował swój naród nie zburzy swoimi słowami zbyt wielu mostów. Wierzę, że gorzka refleksja zrodzi więcej dobrych owoców niż wymuszona laudacja motywowana lojalnością i solidarnością.

 

I znów, zanim przejdę do części właściwej – dam świadectwo swoim słowom, by nie zostać posądzonym o czcze gadanie. Nie szukam winy w innych, jednocześnie wybielając siebie samego. Jeśli ktoś spyta mnie – co zrobiłem, by zmienić stan rzeczy, który krytykuje, to odpowiem mu, że niewiele. I nie widzę w tym powodu do dumy. Mam poczucie niewykorzystanego czasu i zmarnowanego potencjału. Mam poczucie złej służby idei narodowej. Żałuję wielu swoich postaw ograniczonych do słów i pozbawionych czynów. I być może, gdybym kilka razy wybrał inaczej, to nie czytałbyś Czytelniku – tego publicznego rachunku sumienia. Jednak nie ubiorę worka pokutnego i nie porzucę swoich ideałów. Znów postawię przed sobą obraz doktora Antoniego Troczewskiego przypominając sobie, że innej drogi nie ma. Że z upadku należy powstać, a budowa zawsze jest lepsza niż burzenie.

 

Gdy już przyznałem się do tego, co we mnie złe – czas na to, bym wskazał co za mizerne uważam we współczesnych spadkobiercach idei narodowej. Główny problem widzę w złudnym poczuciu elitarności. W poczuciu, za którym nie podąża realna pozycja. Przedwojenna endecja skupiała ludzi wybitnych zarówno pod względem osobowości, jak i umiejętności. Literaci, prawnicy, doktorzy, nauczyciele akademiccy, przedsiębiorcy – ci ludzie nadawali kształtu idei. Nie musieli wykrzykiwać haseł o swojej wyjątkowości i nie domagali się uznania za wszelką cenę. Odmieniali rzeczywistość lokalnych społeczności i podnosili utrudzony naród z kolan, bo prezentowali jakość niedostępną nam współczesnym. Gdy oni głosili kult rzeczywistej pracy i pracę podejmowali – my tylko głosiliśmy i tylko głosimy nadal. Czyny nasze są albo zbyt małe, albo nie ma ich wcale. W tym miejscu chylę czoła przed tymi, którzy podejmują chociaż najmniejszy trud, jednocześnie życząc im, by zintensyfikowali swoje działania i nie ustawali w podnoszeniu poprzeczek.

 

Również i wartość intelektualna współczesnego obozu narodowego nie jest w stanie mierzyć się z przedwojennymi umysłami. Ilu profesorów, myślicieli i publicystów skupia współczesny ruch narodowy? Ilu lokalnych liderów i obrotnych przedsiębiorców utożsamia się z dzisiejszym ruchem narodowym? Oczywiście, mam świadomość trudności z jakimi boryka się narodowiec dni dzisiejszych. Oczywiście, wiem, że lata ciosów z rąk nazistów, komunistów i postkomunistów musiały odcisnąć wielkie piętno. Jednak zupełnie nie rozumiem definiowania siebie jako organizacji elitarnych. W czym ta elitarność ma się przejawiać? W słowie? W odczuwaniu? To prędzej warunkuje schizofrenię niż rzeczywistą elitarność. Smutną refleksją jest stwierdzenie, iż współczesny ruch narodowy ma mizerne zaplecze intelektualne. Poza jednostkami ze świata nauki i biznesu, którym dziękuję za swoją obecność – potencjał tego zaplecza jest zbyt słaby, by przemówić do społeczeństwa.

 

Jeśli idea narodowa ma wydać na świat owoce, to konieczne jest spojrzenie prawdzie prosto w oczy – ruch narodowy nie odgrywa obecnie znaczącej roli w przestrzeni publicznej. Jego hasła przejmuje partia rządząca i skutecznie zjednuje sobie zwolenników. Krzykactwo, awanturnictwo i pycha, to nie są atrybuty skutecznego polityka i społecznika. I na pewno nie są to atrybuty narodowca. Brak umiejętności kreowania rzeczywistości to bariera, ale bariera do przezwyciężenia żmudną pracą nad sobą. Idea, której służymy, i której chcemy służyć wymaga od nas dyscypliny i pokory. Dlatego nie warto mówić o elicie, dopóki nie zdobędzie się realnych wpływów i narzędzi do tworzenia nowej rzeczywistości.

 

Czas wrócić do korzeni. Do autorytetów przedwojennej Polski, którzy służyli poprzez wypracowanie odpowiednich proporcji między słowem i czynem. Nie mówię tu o metodzie małych kroków. Wspominam o konieczności odwołania się do najpiękniejszych postaci i refleksji nad ich postawami. Czas odmitologizować ruch narodowy i przypomnieć współczesnym o jego latach świetności. Czas czynić to mądrze. Nowocześnie, ale w zgodzie z rdzeniem ideowym. Tak jak ci, z których wyszliśmy. Jak ci, którzy elitą istotnie byli. Nie dostarczajmy argumentów swoim przeciwnikom. Oni zawsze będą. I zawsze będą wytykać nam nasze błędy. Dlatego nieustannie pracujmy nad tym, by każdego dnia przedstawiać „wyższy typ człowieka”, a tym samym mocniej poczuwać się do obowiązków wobec narodu. Wtedy przyszłość może należeć do idei narodowej i wtedy może powstać prawdziwa elita.

 

 Chwała Wielkiej Polsce!

 

 Michał Patyk – student, współpracownik portalu Prostozmostu.Net i kwartalnika „Myśl.pl”

FacebookTwitter

Kwartalnik


Partnerzy
portalu

 

Polecamy